(Bez)silna Matka Boża

Medziugorje już ponad 36 lat znajduje się w centrum uwagi Kościoła i świata, a Matka Boża dla oficjalnego Kościoła, sięgając po metaforę, jeszcze ciągle znajduje się w poczekalni. I choć to miejsce modlitwy i nawróceń co roku odwiedza kilka milionów pielgrzymów, niektórzy jeszcze ciągle twierdzą, że ktoś to wymyślił i że to jest oszustwo, choć nie potrafią wskazać kto. Na całym świecie wiele osób daje świadectwo o swoim cudownym uzdrowieniu, a inni jeszcze ciągle czekają na szczególny cud. I choć do Matki Bożej zwracamy się w litanii „Matko silna” można zadać pytanie: czy Matka Boża jest bezsilna, by wątpiących i sceptyków przekonać co do swojej obecności? Medziugorje jednak nie jest w tej kwestii w żaden sposób osamotnione.

Badając dokładnie losy objawień Matki Bożej w XX wieku Jacques Cabaud dotarł do bardzo ciekawych informacji: w 9 na 10 przypadków biskup miejsca był przeciwny objawieniom. Przypomniał, że wiele osób widzi trudność w tym, że Matka Boża w ubiegłym stuleciu objawiała się częściej niż przez poprzednie stulecia historii Kościoła. Cabaud wskazuje powody: „Wystarczy pomyśleć o zabijaniu nienarodzonych dzieci i już staje się jasne, że światu nigdy nie było tak potrzebne zbawienie jak dzisiaj… Matka Boża wzmacnia swoje wezwania do modlitwy, pokuty i nawrócenia… Jeśli Ona się objawia i jeśli są nawrócenia, nie trzeba długo szukać dowodów na autentyczność, ponieważ nie ma większego cudu niż nawrócenie”. [tłum. z chorwackiego] Wielu osobom najwyraźniej to nie wystarcza.

Ponieważ Bóg zawsze działa w konkretnej ludzkiej historii i poprzez konkretnych ludzi, należy uznać, że nie zawsze z łatwością można być pewnym co do Jego działania. Dlatego Kościół, by rozpoznać to nadprzyrodzone Boże działanie z czasem rozwinął cały szereg kryteriów, które częściowo są zbyt abstrakcyjne i obce rzeczywistemu życiu i nawet one nie wystarczają, aby usunąć wszystkie niejasności dotyczące jakiegoś objawienia. Z dużym wyczuciem tej wrażliwej sytuacji Cabaud mówi: „Jest tak, jakby istniała idealna symetria między powodami przemawiającymi za przyjęciem czegoś i motywami budzącymi wątpliwości. Odważnikiem na wadze, który decyduje, w którą stronę przechyli się, jest nasze serce. Wątpliwość zawsze rozwiązuje się zgodnie z naszymi własnymi priorytetami…. Błogosławiony człowiek, którego skłonności zgadzają się z wolą Bożą”. [tłum. z chorwackiego]

Źródła i logika oporu

We wstępie swojej książki „Czy Maria się dzisiaj objawia?”, przetłumaczonej w 2016 roku na niemiecki, przypomina, że nasza wolność odgrywa ważną rolę w ocenianiu nietypowych zjawisk, ponieważ spotykając się z tymi zjawiskami, wierny może zająć pozytywne albo negatywne stanowisko, a może to zależeć od bardzo subiektywnych powodów. „Odrzucanie często może oznaczać, że nie chcemy się opowiedzieć. A rozum jest bardzo pomysłowy, gdy trzeba znaleźć powody przeciwko autentyczności objawień, które jeszcze nie zostały potwierdzone przez tradycję. Na podstawie własnych doświadczeń twierdzę, że niezdecydowana osoba, gdyby działała w dobrej wierze, jest gotowa uciekać się do sofistycznych argumentów i nawet nie jest świadoma ich irracjonalności. Ponieważ podejrzliwość w rzeczywistości wyprzedza argumenty, które powinny uzasadniać bezpodstawną wątpliwość; a to znowu należy zamaskować nieprawdopodobnym wymyślaniem powodów”.

[tłum. z chorwackiego]

Wielowiekowe doświadczenie Kościoła, dotyczące nadprzyrodzonych zjawisk, które odbijały się echem w zdrowej wierze i pobożności prostego ludu chrześcijańskiego zostało streszczone w krótkim zdaniu Vox populi, vox Dei (Głos ludu (to) głos Boga). Gdyby ta zasada w ubiegłym wieku była traktowana poważnie, wiele objawień Matki Bożej z pewnością spotkałby zupełnie inny los. W takim wypadku nie zdarzyłoby się, że przez pierwsze lata po objawieniach Matki Bożej w Fatimie biskup i księża mówili ludowi: lepiej jechać do Lourdes, niż gromadzić się w Fatimie! Lizboński kardynał przez lata po objawieniach nie zabraniałby księżom, aby mówili ludziom o objawieniach. Tak samo było z Heroldsbach w Niemczech (1949-1952), które zostało ogłoszone miejscem modlitwy, a pielgrzymom pozwolono, aby je nawiedzać dopiero pół wieku po objawieniach Matki Bożej i po poddaniu widzących dzieci niewiarygodnym naciskom, by cofnęły swoje świadectwa.

Nikt nie wyraził się w sposób bardziej przekonujący i jaśniejszy o wyższości rzekomej Bożej bezsilności nad ludzkim oporem i siły Jego łaski nad ludzką siłą, jak apostoł Paweł. Sprowokowany stałym kwestionowaniem swojej ewangelii, którzy ogłosili go, że „słaby jest, a jego mowa nic nie znaczy” (2 Kor 10,10) Paweł w pewnym momencie pochwalił się widzeniami i objawieniami, choć wcześniej o nich milczał, i natychmiast dodał: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą” (2 Kor 12,7).

Paweł przyznał, że trudno znosi tę tajemniczą cielesną słabość, co do której był przekonany, że pochodzi od szatana i stanowi przeszkodę w jego głoszeniu ewangelii, więc wytrwale modlił się do Boga, aby to od niego zabrał. Jego żarliwa modlitwa nie została wysłuchana, on zaś usłyszał: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9), Paweł doszedł do wniosku: „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12,9). Niewidzialna Boża łaska wyraża swoją siłę i to w widzialnej ludzkiej słabości! Ten paradoks Bożego działania z ludźmi i poprzez ludzi przenika całą działalność i teologię świętego Pawła.

Także Matka Boża ostrzega parafię, którą wybrała, że: „Szatan jest niesłychanie silny i wszelkimi sposobami pragnie przeszkodzić moim planom, które rozpoczęłam z wami. Módlcie się, tylko się módlcie i nie ustawajcie nawet na chwilę. Będę prosiła mego Syna o to, by spełniły się moje plany, które rozpoczęłam”. (orędzie z 14 stycznia 1985 r.) Również tutaj mocy Szatana jest przeciwstawiona siła łaski, która przychodzi poprzez modlitwę. Kilka miesięcy później Matka Boża odkrywa, że pokusy nie muszą być same w sobie czymś negatywnym, ale że mają głębszy sens: „Dzisiaj pragnę powiedzieć wszystkim w parafii, by modlili się w szczególny sposób o oświecenie przez Ducha Świętego. Od dzisiaj Bóg pragnie parafię doświadczyć w szczególny sposób, by mógł ją umacniać w wierze”. (orędzie z 11 kwietnia 1985r.).

Nie należy bać się pokus, ale trzeba je wytrzymać, modląc się. Zamiast obiecywać jakąś cudowną pomoc, Matka Boża wzywa nas do modlitwy: „Dlatego jeszcze raz przyjmijcie moje wezwanie i ponownie zacznijcie się modlić, aż modlitwa stanie się radością. Wtedy odkryjecie, że Bóg jest wszechmocny w waszym codziennym życiu”. (orędzie z 25 maja 1992 r.). To orędzie udziela nam odpowiedzi na pytanie z początku artykułu: czy Matka Boża jest silna czy bezsilna? Nie jest silna w sensie wielkich tego świata, którzy za pomocą brutalnej siły i broni sieją śmierć, ale jest silna w tym stopniu, ilu znajduje prawdziwych modlących się, którzy są przekonani co do siły łaski, a których Ona nazywa swoimi świadkami i apostołami. Słusznie można zadać pytanie: co by było, gdyby Kościół w 1981 roku przyjął Jej wezwanie do pokoju i pojednania? Jeszcze bardziej na miejscu jest pytanie: co by się stało z Kościołem i światem, gdyby w trakcie tych 36 lat na całym świecie nie odpowiedziały miliony modlących się i gdyby z gotowością nie wspierały Jej planu dotyczącego Medziugorja?

Siła Bożej cierpliwości

Aby osiągnąć swój cel, Bóg nigdy nie tworzy wcześniej idealnych warunków, nie wybiera ludzi, którzy dzięki jakiejś swojej mocy zagwarantują pewniejszy sukces. Wręcz przeciwnie, łaska działa nie tylko pomimo słabości tych, których Bóg wybrał do swoich służby, ale także przeciwko wszystkim możliwym oporom. Co więcej, siła łaski silniej dochodzi do głosu, im większa jest ta słabość, a opór silniejszy. Wszystko to może nam posłużyć jako dowód na to, że Bóg faktycznie działa. I choć Paweł był przekonany, że poprzez jego słabości działa szatan, który chce powstrzymać zwycięskie głoszenie ewangelii, Bóg go przekonuje, że wystarczy mu siła łaski. Odnosząc się przy innej okazji do swoich sukcesów, Paweł nie zawaha się powiedzieć, że osiągnął więcej niż inni apostołowie wspólnie, ale nie zapomni podkreślić: „Nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną” (1 Kor 15,10).

Wszyscy ci, którzy szczerze i bez wyrachowania zdawali się na Boga, na działanie Jego łaski, często byli niezrozumiani i wyśmiewani. Doświadczała tego przez trzydzieści lat ubiegłego wieku młoda Francuska żydowskiego pochodzenia Simone Weil, kiedy odnalazła swoją drogą w Chrystusie i zaczęła publicznie o tym mówić. Ona daje świadectwo, że po długich poszukiwaniach prawdy i sensu życia, gdy żarliwie modliła się w kościółku Matki Bożej Anielskiej w Asyżu, poczuła jakąś siłę mocniejszą od siebie, która zmusiła ją do tego, aby po raz pierwszy w życiu ugięła swoje kolana przed Bogiem. Jej świadectwo o tym napotykało na niezrozumienie i wyśmiewanie, bardzo cierpiała z tego powodu. Swoje doświadczenie streściła w następujący sposób: „Sprawiedliwy, który cierpi nad złem, szerzy światło zbawienia. On jest widzialnym obrazem i pokazuje sprawiedliwego Boga”. [tłum. z chorwackiego]

Stan faktyczny lub owoce Medziugorja

Najstarsze kryterium służące do rozpoznawania takich zjawisk pochodzi od samego Jezusa, który ostrzegając przed niebezpieczeństwem fałszywych proroków, mówił: „Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7.16-17). Stwierdzenie, że duch nawrócenia, pokuty, postu i modlitwy, który z Medziugorja szerzy się na całym świecie, nie pochodzi od Boga, lecz od szatana, to prawdziwy absurd. To by oznaczało, że nieprzejednany Boży przeciwnik nawrócił się i sam gorliwie działa przeciwko sobie.

Wobec wszystkich tych przekonujących owoców Medziugorja biskup miejsca jeszcze nadal jest przekonany, że to wszystko jest wielkim oszustwem. Byłoby dobrze, gdyby w końcu wskazał palcem głównego reżysera, aby ujawniono to oszustwo. Takie twierdzenie pozostawia gorzki smak pomówienia niewinnych osób, które rozpoznają Boże dzieło i dają o nim świadectwo. Podczas gdy liczni biskupi i księża powołując się na to negatywne stanowisko, jeszcze ciągle uważają, że rozwiązanie sprowadza się do czekania na wyniki dalszego badania tych wydarzeń, innym wystarcza to, co widzą, aby włączyli się do tego, co może być tylko od Boga.

Jest ogólnie znane, że św. Jan Paweł II był osobiście przekonany co do autentyczności Medziugorja i bardzo zachęcał, aby tam pielgrzymować. Szczególnie doceniał fakt, że Medziugorje stało się konfesjonałem świata i przyznał, że sam by tam spowiadał wiernych, gdyby nie był papieżem. Były kardynał Bolonii Siri dostrzegając także w spowiedzi najmocniejszy owoc Medziugorja, przy pewnej okazji powiedział: „Ja nie wiem, czy Najświętsza Maryja Panna objawia się w Medziugorju, ale wiem, że niezliczeni ludzie, którzy nigdy nie weszli do kościoła, wracają stamtąd jako pobożni praktykujący wierni”. To jest najcenniejszy dar Medziugorja dla Kościoła i świata.

o. Ivan Dugandžić OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry