Bóg w ciebie wierzy!

Maurizio z Włoch dał następujące świadectwo: szukałem radości, pokoju i wolności. Nie akceptowałem granic i dyscypliny, którą narzucali mi rodzice i rodzina. Zdecydowałem się odejść z domu. Im bardziej szukałem radości, pokoju i wolności tym bardziej stawałem się więźniem i niewolnikiem. Szukałem prawdziwej wolności, a wylądowałem w celi więziennej! Tam, dzięki siostrze Elvirze, objawił mi się Bóg.

27 lat temu, gdy już od roku byłem w więzieniu, ona przysłała mi do więzienia list, ponieważ skontaktowali się z nią moi rodzice. W tym liście bezpośrednio i „bez owijania w bawełnę” napisała mi całą prawdę. „Najdroższy worku śmieci!”… tak zaczynał się list. Zrozumiałem, że siostra Elvira naprawdę mnie kocha i że okazuje to, mówiąc mi całą prawdę. Po wyjściu z więzienia miałem jeszcze nadzór i nie mogłem opuszczać domu. Siostra Elvira przyszła mnie odwiedzić. To było tak, jakby odwiedził mnie sam Bóg i przyszedł po mnie. Wtedy jej powiedziałem: „Ty mówisz mi o wierze. Ja nie mam wiary!” Odpowiedziała mi: „Nie martw się, zaufaj mi, ja mam wiarę!” Powtórzyłem, że nie wierzę w Boga, a ona mi odpowiedziała: „Ale On w ciebie wierzy!”

Czy Bóg nie może dla nas dokonać cudu?

To był początek zmiany w moim życiu. Wstąpiłem do wspólnoty i przeszedłem cały program. Potem wyszedłem ze wspólnoty i Bóg dał mi drugi najpiękniejszy dar w moim życiu po siostrze Elvirze: Paulettę, moją żonę. Przez Elvirę i Paulę Bóg dał mi wiarę. Wzięliśmy ślub, byliśmy szczęśliwi, chcieliśmy mieć wiele dzieci, ale po trzech, czterech latach małżeństwa okazało się, że nie możemy mieć dzieci. Paulleta zachodziła w ciążę, a potem w trzecim albo czwartym miesiącu dochodziło do poronienia. To zdarzyło się raz, drugi, trzeci… Trójka dzieci poszła do nieba. Lekarze nam powiedzieli, żeby Paula nie zachodziła już w ciążę, ponieważ to może stanowić zagrożenie dla jej życia. Byliśmy wtedy w Brazylii. Chcieliśmy spędzić rok z dziećmi na ulicach Brazylii, przez rok pracować jako wolontariusze. To był dla nas czas kryzysu, bardzo trudny czas. Przyjmowaliśmy dzieci z ulicy, dzieci opuszczone przez rodziców. Pomyśleliśmy, że przyjmujemy dzieci odrzucone przez rodziców, dzieci, które nie mają taty i mamy, a gdzie jest nasze własne dziecko? Czy Bóg nie może dla nas dokonać cudu?

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych

Wtedy postanowiliśmy się intensywnie modlić i spytać Boga, czego od nas pragnie. To było bardzo piękne, ponieważ dzięki modlitwie i rozmowom zrozumieliśmy, że Bóg chce, byśmy byli w Brazylii. Zrozumieliśmy, że nie jesteśmy w stanie mieć dziecka, że Bóg o tym wie i przygotowuje nas do tego. Zrozumieliśmy, że Bogu trzeba powiedzieć „tak” bez patrzenia na to, jak niepewnie i słabo ono brzmi. To „tak” powtarzamy każdego dnia już od siedemnastu lat. Bóg nigdy nie rozczarowuje. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Paula zdecydowała, że nie będzie przyjmować żadnych leków, tylko Eucharystię. Zdecydowaliśmy, że każdego dnia będziemy chodzić na Mszę świętą. Naszym jedynym lekiem był Jezus. Dziewięć miesięcy po wypowiedzeniu tego „tak” urodził się Francesco, a potem Stefano, Tommasso, Filippo, Lorenzo, Giovanni Paulo i trochę później Chiara. Kiedy zobaczyliśmy, co Bóg czyni w naszych sercach i w naszym życiu, mogliśmy Mu tylko dziękować. Dziękować za to, że wiara działa przez miłość.

Przy wszystkich naszych ograniczeniach chcieliśmy uczynić coś pięknego z naszym życiem, poświęcić nasze życie dzieciom w Brazylii. Podjęliśmy taką decyzję, ponieważ zrozumieliśmy, że nasze służenie będzie najkrótszą drogą do Jezusa, którego szukałem dwadzieścia pięć lat wcześniej. On jest pokojem, radością i prawdziwą wolnością.

Szukaliśmy znaku

Sześć lat temu do wspólnoty Cenacolo przyjęliśmy sześcioro rodzeństwa. Najmłodszy z braci Samuele miał 2 lata, a najstarszy Daniele 10. Kiedy dzieci są małe, można szybko przeprowadzić adopcję, ale trudno jest znaleźć rodzinę, która adoptuje szóstkę dzieci. Sędzia w Sao Paulo w Brazylii powiedział nam, żebyśmy porozmawiali z dziećmi, by je przygotować do tego, że pójdą do różnych rodzin. Zaczęliśmy próbować je do tego przygotować. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy z nimi rozmawiać. Powiedzieliśmy im: „Ciebie adoptuje pewna piękna rodzina, będziesz mieć piękny dom, pięknych rodziców, a ty będziesz mieć inną piękną rodzinę, inny piękny dom, innych pięknych rodziców”. Chłopcy zaczęli płakać. Powiedzieli nam: „Nie róbcie nam tego”.

Wtedy Pauletta i ja poprosiliśmy Boga o znak. Decyzja o adopcji dzieci nigdy nie może być podjęta wyłącznie na podstawie emocji. Nie adoptuje się dzieci, aby wypełnić pustkę, która panuje w jakieś rodzinie, ale po to, aby dziecku stworzyć rodzinę. Jeśli tak jest, wówczas adopcja prawidłowo funkcjonuje. Istnieje jednak wiele trudności. To nie jest łatwe, ale z Bożą pomocą można to zrobić. Czekaliśmy zatem na znak. Najpierw nie rozmawiałam o tym z Paulą, a Paula nie rozmawiała o tym ze mną. Pragnęliśmy, żeby nam to powiedziała siostra Elvira. Wiemy, że poprzez nią działa Bóg. Wysłaliśmy maila do Włoch i pytaliśmy, czy jest rodzina, która by chciała adoptować wszystkie dzieci razem. To było 5 lat temu przed Wielkanocą. Ks. Stefano rozmawiał z Elvirą i na nasze pytanie odpowiedzieli nam, że nie znaleźli takiej rodziny: „Dlaczego wy nie bylibyście tą rodziną? Jezus mówi: wy dajcie im jeść!”

Poszedłem z tym listem do Pauli i powiedziałem, co proponuje nam siostra Elvira. Paula się rozpłakała, ponieważ o właśnie taki znak prosiła Boga. Wiedzieliśmy, że Bóg da nam siły, których potrzebujemy.

Modlitwa na grobie Jana Pawła II

Opowiem wam o jeszcze jednym cudzie z naszego życia. Pięć lat temu pojechaliśmy do Włoch na spotkanie wspólnoty Cenacolo z naszymi dwunastoma synami – sześcioma, którzy się nam urodzili i sześcioma adoptowanymi. Przed powrotem do Brazylii pojechaliśmy do Rzymu na grób Jana Pawła II, aby mu podziękować. Nosiliśmy go w sercu, ponieważ bardzo nam pomógł na naszej życiowej drodze. Powiedzieliśmy dzieciom: „Jan Paweł II bardzo kochał dzieci. Przyjechaliśmy, aby mu podziękować, a jeśli chcecie się pomodlić o coś szczególnego, zróbcie to”.

Kiedy wyszliśmy z Watykanu i wsiedliśmy do autobusu, spytałem ich, o co się modlili do Jana Pawła II. Wszyscy jednym głosem krzyknęli: „Modliliśmy się o siostrzyczkę”. Dziewięć miesięcy później urodziła się Maria Chiara. To było 2 kwietnia, w dzień śmierci Jana Pawła II. On nam podarował ten wspaniały dar. Chiara oznacza światło.

Trzy miesiące temu otrzymaliśmy jeszcze jeden przepiękny dar. Urodził nam się Federico. On jest szczególnym dzieckiem. Ma zespół Downa. Teraz dużo czytamy o zespole Downa. To jest dla nas nowe doświadczenie, takie dzieci są wyjątkowo otwarte. Nie ma w nich złości, ani egoizmu. Bóg o nas pomyślał. Pragnie, abyśmy byli lepsi, mniej egoistyczni. Federico przyszedł, aby oczyścić naszą miłość.

Trzy rodzaje wierności

Naprawdę opłaca się umieścić Boga w centrum naszego życia. Z Bogiem można zbudować szczęśliwe małżeństwo. Paula i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi. Taki człowiek jak ja, na którego nikt nie mógł liczyć, dzisiaj może powiedzieć, że przez 20 lat małżeństwa nigdy nie zdradził żony! Z Bożą pomocą nigdy nie zawiodę jej zaufania. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi. 20 lat małżeństwa, 14 dzieci, wiele radości i trochę problemów. „Jest ich mało” – mówią dzieci. Jaka jest tajemnica szczęścia, szczęśliwego małżeństwa? Myślę, że jest nią sam Bóg. Aby ludzie byli szczęśliwym małżeństwem, trzeba być wiernym. To nie znaczy tylko, że nie zdradzam żony. Pierwszą i najważniejszą wiernością jest wierność Bogu. To jest wiara. Drugą wiernością jest wierność samemu siebie – bycie wiernym temu ubogiemu i marnemu „tak”, które powiedziałem Bogu, kiedy brałem ślub z Paulą. Jeśli uda mi się być wiernym Bogu i samemu sobie, to logicznym następstwem jest to, że pozostanę wierny Pauli. Zatem jeśli chcecie być szczęśliwi w małżeństwie, szczęśliwi w życiu i szczęśliwi w relacjach z dziećmi, wybierzcie Boga!

Lidija Paris

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry