Boży okruszek

„Nigdy nie chciałem mówić przeciwko Kościołowi pomimo tego, że byłem torturowany. Pan pomógł mi pełnić posługę w wielu miejscach i przez krzyż Chrystusa pojednać wielu, którzy szukali zemsty, oddalając nienawiść i diabła z ich serc” – te słowa wypowiedział albański kardynał Ernest Troshani Simoni, któremu udało się utrzymać wiarę katolicką i oddanie Kościołowi pomimo strasznych prześladowań w Albanii. W trakcie wizyty apostolskiej papieża Franciszka w Albanii we wrześniu 2014 roku, wówczas jeszcze ksiądz Simoni spotkał się z Ojcem Świętym i publicznie dał świadectwo swojego życia. Po świadectwie starzec ruszył w kierunku papieża, aby uklęknąć i ucałować jego rękę, ale on go uprzedził. Papież Franciszek wstał, podniósł księdza Ernesta z ziemi i pocałował męczeńską rękę tego wybitnego księdza i wiernego świadka Chrystusa. Objął go ze łzami w oczach i długo pozostali w objęciach. To było jedno z najbardziej wzruszających spotkań w pontyfikacie papieża Franciszka, o którym mówiły niemal wszystkie światowe media. Właśnie z powodu świadectwa jego życia i cierpienia za Chrystusa i Kościół, papież Franciszek na konsystorzu w Rzymie we wrześniu 2016 roku mianował go kardynałem. Fragment wyjątkowej historii jego życia przedstawiamy w rozmowie z nim, korzystając z okazji, że był w Medziugorju.

Wasza Eminencjo, proszę przedstawić się czytelnikom Głosu Pokoju.

Proszę nie zwracać się do mnie Eminencjo. Jestem tylko zwykłym, małym sługą Bożym, Bożym okruszkiem. Proszę do mnie mówić Ernest.

W porządku. Zatem, Erneście, powiedz nam coś o sobie.

Nazywam się Ernest Troshani Simoni, urodziłem się w 1928 roku w Szkodrze. Już we wczesnym dzieciństwie poczułem, że Bóg mnie wzywa i w wieku 10 lat poszedłem do seminarium. W czasie studiów na Wydziale Teologii w Szkodrze zacząłem odczuwać „bicz” komunistycznego reżimu. Nie rozpocząłem bowiem jeszcze dobrze studiów, a już zostałem wezwany do odbycia służby wojskowej, która była wówczas w Albanii obowiązkowa i trwała dwa lata. Zakładam, że założeniem władz było to, że te dwa lata służby wojskowej oddalą mnie od powołania kapłańskiego. Przejrzałem ich zamiary i zastosowałem taktykę, która polegała na tym, że we wszystkim starałem się być lepszy niż inni. Zarówno w służbie jak i w towarzystwie. Wyróżniałem się jako dobry strzelec, co w wojsku było doceniane. W ten sposób zamiast stać się ich wrogiem w pewien sposób stałem się ich ulubieńcem.

Po odbyciu służby wojskowej kontynuowałem studia teologiczne, które ukończyłem, a w 1956 roku zostałem wyświęcony na księdza. Po święceniach przez rok pełniłem posługę w Szkodrze jako pomocnik proboszcza, a później przejąłem pięć okolicznych parafii, o które się troszczyłem.

Jako młodego księdza szczególnie zachwycało mnie, jak młodzi ludzie z tych miejsc byli wówczas przywiązani do Boga, z jakim żarem przychodzili na Mszę świętą i wspólną modlitwę różańcową, zwłaszcza zaś na adorację Przenajświętszego Sakramentu.

To były trudne czasy, w których komunistyczna władza w każdy możliwy sposób próbowała stanąć pomiędzy młodzieżą a Kościołem. Ku naszej radości młodzi ludzie nie poszli za tą ideologią, ale pozostali wierni Kościołowi i Bogu. Uczucie, że robię coś pięknego i korzystnego dla Boga umacniało mnie na mojej kapłańskiej drodze.

Całe życie spędziłeś w Albanii?

Tak.

Z tego niemal jedną trzecią życia na ciężkich robotach?

Tak.

Komunizm w sposób ciągły i bez końca prześladował, lekceważył i usiłował zniszczyć wiarę w Boga. W tej kwestii szczególnie wyróżniał się reżim komunistyczny w Albanii.

Wszędzie, gdzie władzę sprawowali komuniści, Kościół był prześladowany, ponieważ stanowił zaprzeczenie ideologii komunistycznej. Lecz reżim w Albanii poszedł krok dalej. W 1967 roku – na mocy oficjalnego dekretu Envera Hodży – Albania została ogłoszona ateistycznym państwem. Okres, który potem nastąpił, naznaczyły tortury, prześladowania, morderstwa, burzenie kościołów, bezczeszczenie świątyń. Na celowniku znaleźli się katoliccy księża, spośród których bardzo wielu – z powodu ich oddania Kościołowi i Chrystusowi – zamordowano.

Tortury nie ominęły także ciebie?

Zostałem „zatrzymany” w 1963 roku, czyli na 4 lata przed tym dekretem. Jako że księża dla tego systemu byli wrogami numer jeden, moje pojmanie nie było szczególnym zaskoczeniem. Działałem w kilku parafiach i logiczne było, że współpracowałem z dużą liczbą ludzi. Władze bały się, że mógłbym zwrócić wiernych przeciwko nim. Zostałem pojmany w Wigilię. Gdy odprawiłem pasterkę do kościoła weszli agenci państwowej służby bezpieczeństwa, skuli mnie kajdankami i zawieźli do więzienia.

Zostałeś skazany w ramach przyspieszonego postępowania?

Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym wspomnieć dwa nietypowe i do dzisiaj niewyjaśnione dla mnie wydarzenia, które przytrafiły mi się tuż przed pojmaniem.

Pierwsze nietypowe wydarzenie miało miejsce w czasie Mszy świętej w parafii, w której pełniłem posługę. W trakcie podniesienia, kiedy podniosłem świętą hostię, ukazała się na niej postać św. Antoniego. Muszę przyznać, że ja tego nie widziałem, ale zaświadczyli o tym ci, którzy byli na tej Mszy świętej. Kiedy zgłosiłem mojemu biskupowi, co widzieli wierni i że są gotowi dać o tym świadectwo, on się bardzo zdziwił i powiedział, że właśnie ta sama sytuacja miała miejsce także w sanktuarium św. Antoniego w miejscowości Ljač.

Drugie nietypowe wydarzenie poprzedził nieszczęśliwy wypadek pewnego muzułmańskiego chłopca, który spadł z trzeciego piętra i doznał śmiertelnych obrażeń. Natychmiast został przewieziony do szpitala w Tiranie, lecz lekarze nie dawali mu nawet promila szans na przeżycie. Przyjaźniłem się z rodziną tego chłopca, poszedłem do szpitala, żebyś jakoś ich pocieszyć. Ojciec chłopca poprosił mnie, żebym pomodlił się nad jego synem, uczyniłem to i ku zaskoczeniu wszystkich, nieszczęśliwe dziecko, które w każdej chwili miało umrzeć, nagle się obudziło i poprosiło o coś do jedzenia. Wszyscy byliśmy zdziwieni i dziękowaliśmy Bogu za Jego miłosierdzie. Matka chłopca cały czas powtarzała: „Mój syn umarł, a oto teraz zmartwychwstał!”

Po tym cudownym wydarzeniu często widziałem ich w kościele, jak na kolanach dziękują Bogu, Niebieskiej Matce i świętemu Antoniemu za dar nowego życia dla ich dziecka.

Ten przypadek zaalarmował władze, które – jak później wypunktowano mi w akcie oskarżenia – podejrzewały, że mam określone zdolności, które mogą być efektem szkolenia przez obce tajne służby. Oskarżyli mnie nawet o to, że mogę być szpiegiem Tity.

Trzy miesiące mnie torturowali, abym przyznał się do postawionych mi zarzutów. Ja zawsze działałem publicznie i naprawdę nie miałem nic do ukrycia. Proces to była zwykła farsa polityczna. Ich metody były diabelskie. I choć wyrok był już podpisany, bardzo im zależało na tym, żebym sam przyznał się do wszystkiego, co mi zarzucają. Tymczasem przyznanie się do zarzutów oznaczałoby okłamywanie siebie, a ja nie mogłem tego zrobić. Nie przyznałem się do niczego i naprawdę byłem gotowy umrzeć śmiercią męczeńską.

Jakie zarzuty ci postawili?

Kiedy zobaczyli, że trudno mnie będzie złamać, w nowym akcie oskarżenia wymienili trzy zarzuty, za które miałem być sądzony. Pierwszy to ten, że wzywałem naród, by nie wyrzekał się swojej wiary, ale aby za nią, jeśli będzie taka potrzeba, oddał życie. Drugi zarzut to ten, że zgodnie z zaleceniami papieża Pawła VI odprawiłem trzy Msze święte za duszę śp. amerykańskiego prezydenta Kennedy’ego. Trzecim zarzutem były modlitwy o uzdrowienie. Dzisiaj te zarzuty brzmią śmiesznie, ale wówczas dla systemu komunistycznego to były wielkie zbrodnie. To im wystarczyło, aby skazać mnie na śmierć.

Także w czasie ciężkiej niewoli nigdy nie przestałeś odprawiać Mszy świętej?

Tak, choć to było śmiertelnie niebezpieczne. Zawsze znajdywałem sposób, aby odprawić Mszę świętą. Jeśli ksiądz tylko jednego dnia nie odprawi Mszy świętej straci wszystko. Mszę świętą odprawiałem po łacinie.

Sposób, w który muzułmanie przeżywali mszę, wywarł na mnie szczególne wrażenie. Gdy odprawiałem Mszę świętą, oni płakali. Wielu zaświadczało, że w czasie obrzędu odczuwało żywą obecność Boga. Ale byli także tacy, którzy słuchając Mszy świętej w „nietypowym” dla nich języku, oświadczali: „To, co mówi, brzmi naprawdę pięknie, ale widać, że biedaczek zwariował”.

Ciekawe w jaki sposób w więzieniu przygotowywałeś hostię i wino do Mszy świętej?

Dawałam sobie radę, tak jak potrafiłem. W celi więziennej był ze mną pewien muzułmanin, któremu żona czasami przynosiła winogrona. Ten skromny człowiek zamiast je zjeść, dawał mi je. Wyciskaliśmy sok z winogron i z niego robiliśmy wino. Hostie przygotowywaliśmy z małej ilości chleba, którą dostawaliśmy na obiad.

W 1973 roku znowu postawiono cię przed sądem i skazano na śmierć?

Mogli robić ze mną, co chcieli. Tym razem powodem, dla którego ponownie mnie sądzono, było to, że rzekomo przewodziłem buntowi w więzieniu. W rzeczywistości nie miałem nic wspólnego z tym buntem, ani w żaden sposób nie próbowałem bojkotować systemu więziennego. Wyłącznie dzięki Bożej interwencji udało mi się udowodnić, że w tym przypadku jestem zupełnie niewinny. Niestety z powodu tego buntu w więzieniu zabito czterech więźniów. Po tym procesie sądowym nie zostałem uwolniony, ale wyrok zgodnie z którym miałam być powieszony, zamieniono mi na dożywotnią karę pozbawienia wolności.

Tego roku w Okinawie w Japonii objawiła się Najświętsza Maryja Panna. Nam więźniom ta radosna nowina dała wielką nadzieję i siłę, abyśmy wytrzymali cierpienia w więzieniu. I podczas gdy Niebieska Matka płacząc, ostrzegała i wzywała ludzkość, aby się nawróciła i pojednała z Bogiem, my odczuwaliśmy jako błogosławieństwo fakt, że mamy okazję cierpieć w Jego imię.

Czy możesz nam krótko opisać, jak wyglądał dzień w więzieniu?

Nie, nie mogę, ponieważ kto tego nie doświadczył będzie miał trudności ze zrozumieniem tego. Przez cały okres niewoli pocieszały mnie i dawały mi siłę słowa św. Franciszka: „Nie martwcie się o jutro, ponieważ o to zatroszczy się wasz Ojciec Niebieski”. Ciężka praca i modlitwa różańcowa to był mój dzień w więzieniu.

Ostatecznie w 1981 roku, po 27 latach ciężkich robót, odzyskałeś wolność?

Tak, wypuścili mnie w 1981 roku, lecz aż do 1990 roku działałem i głosiłem kazania potajemnie.

Czy w Albanii odnawia się Kościół katolicki i w jakim stopniu?

Do kościoła w Albanii prawdziwie odnoszą się słowa: „Krew męczenników jest ziarnem nowych chrześcijan”. Kościół w Albanii dochodzi do siebie. W połowie czerwca 2017 roku papież Franciszek mianował trzech nowych biskupów w Albanii. Jest to wielkie wydarzenie dla albańskiego Kościoła, ponieważ to są pierwsi biskupi nowej generacji albańskich księży. W 2016 roku błogosławionymi ogłoszono 38 katolików, którzy byli torturowani i zamordowani w czasie komunistycznej dyktatury. Jeśli mam być szczery, nikt mnie nie pytał, kogo mógłbym zaproponować. Lecz jestem pewien, że w Niebie oprócz tych, którzy zostali ogłoszeni błogosławionymi, obok Pana znajduje się jeszcze niezliczona grupa męczenników. Dzisiaj w Albanii żyje 13% katolików, 40% muzułmanów i około 20% prawosławnych. Istnieje jeszcze wysoki odsetek ludzi deklarujących się jako ateiści.

Na liście 17 nowych kardynałów, którzy 19 listopada 2016 roku zostali mianowani w Watykanie znalazło się także twoje imię. Historia dotycząca twojego mianowania jest bardzo ciekawa.

Wszystko to wydaje mi się, jeśli wolno mi tak powiedzieć, Bożą improwizacją. Pod koniec 2016 roku dostałem zaproszenie na pewne spotkanie modlitewne w Asyżu. Brali w nim udział liczni wielcy tego świata. Odpowiedziałem na to zaproszenie, ponieważ uważałem, że jest moim obowiązkiem pojawić się tam, jeśli to ma być na korzyść Kościoła i w jego służbie. Myślałem, że jestem tu tylko jako stary ksiądz, który przyjeżdża z męczeńskiego Kościoła i męczeńskiego narodu i nic ponadto. Kiedy wszedłem do sali, w której miało miejsce spotkanie i zobaczyłem wszystkich zaproszonych dostojników, nie mogłem się przestać dziwić. O mianowaniu mnie na kardynała nie mogłem nawet marzyć. Skąd taki zaszczyt dla mnie, Bożego okruszka, małego, prostego księdza z Albanii? Zawsze uważałem, że takie wysokie funkcje przydziela się tylko tym, którzy sprawują ważne funkcje w Kościele i którzy stoją najwyżej w hierarchii. W żaden sposób zwykłemu księdzu, który jeszcze do tego pół swojego kapłańskiego życia spędził w niewoli. Tego dnia na wspólnym obiedzie rozmawiałam z Ojcem Świętym, lecz nie wspomniał ani słowem o moim mianowaniu.

Lepiej zorientowani twierdzą, że papież Franciszek decyzję o mianowanie cię podjął natychmiast po twoim świadectwie, które usłyszał w trakcie swojej wizyty w Albanii.

Może tak było. Papież Franciszek w 2014 roku odwiedził Albanię i przy tej okazji wysłuchał świadectwa mojego życia. Po świadectwie ruszyłem w jego kierunku, aby przed nim uklęknąć i pocałować jego rękę, ale Ojciec Święty mnie uprzedził. Wstał, podszedł do mnie, objął mnie i powiedział: „Bracie, ty jesteś moim świętym!”

Z pewnością na jego decyzję wpływ miał nuncjusz apostolski w Albanii, ale także głos ludu, który nie zapomniał o naszym cierpieniu i o tym, co przeszliśmy w tych trudnych, pełnych męki latach dyktatury Hodży. A głos ludu jest także głosem Bożym. Dzisiaj jestem przekonany, że to była wola Boża i że to jest znak, że jest trwale między nami i że nas nigdy nie opuścił.

Wierni w Albanii dają świadectwo o twoim darze uzdrawiania.

Ja tylko służę mojemu ludowi. Tylko Bóg jest tym, który prawdziwie leczy i uzdrawia.

Wielokrotnie w swoim świadectwie podkreśliłeś wagę modlitwy różańcowej.

Siła różańca jest niezmierzona. Sam Szatan mówi, że różaniec jest jego najniebezpieczniejszym przeciwnikiem. On nie tylko burzy jego plany, ale burzy także samo piekło.

To już jest twoja druga wizyta w Medziugorju w 2017 roku.

Tak, to jest moja druga wizyta. Tym razem przyjechałem na zaproszenie medziugorskiego proboszcza o. Marinka Šakoty. I choć jestem w już zaawansowanym wieku, mam nadzieję, że to nie jest moja ostatnia wizyta tutaj.

Po otrzymaniu zaproszenia, aby wygłosić świadectwo na Mladifeście, prosiłeś o zgodę papieża Franciszka. Co papież Franciszek przy tej okazji powiedział?

Nie byłbym odpowiedzialny, gdybym nie zapoznał Ojca Świętego z moim zamiarem pojechania do Medziugorja. Przy okazji naszego ostatniego spotkania zwróciłem się do niego tymi słowami: „Do wczoraj byłem zwykłym, prostym księdzem z Albanii, ale dzisiaj z tą pozycją, którą mi Wasza Świątobliwość dała, czy mogę przed ludźmi dawać świadectwo w Medziugorju? Pragnę spytać o to Ojca Świętego jako namiestnika Jezusa Chrystusa na ziemi”. Na to papież Franciszek uśmiechnął się i odpowiedział: „JEDŹ DO MEDZIUGORJA I GŁOŚ RADOSNĄ NOWINĘ!”

Co myślisz o Medziugorju?

Odkąd Jan Paweł II wezwał ludzi, aby jechali do Medziugorja, tutejsze objawienia przyjąłem jako prawdę. Bardzo mi zaimponował, kiedy powiedział: „Gdybym nie był papieżem, natychmiast bym tam pojechał”. To było dla mnie zaproszenie, że także ja muszę tutaj przyjechać.

Jakieś przesłanie na koniec wywiadu?

Wszystko tutaj w Medziugorju powiedziała Matka Boża. Naszym zadaniem jest słuchać Jej. Odczuwam wielką potrzebę, by mówić ludziom, żeby się nawrócili, żeby wrócili do swojego Boga. Bóg potrzebuje waszej zmiany. Gdyby ludzie wiedzieli jak Pan ich kocha wszyscy, natychmiast by do Niego wrócili. Przeczuwam, że nadchodzi czas triumfu serca Maryi i to, co zostało rozpoczęte w Fatimie dokończy się tutaj w Medziugorju. Módlcie się nieustannie. Pomnażajcie miłość w rodzinie, każdego dnia poświęćcie siebie i waszą rodzinę sercu Jezusa i sercu Maryi. Niech dla nas, gdy czekamy na wezwanie do wieczności, zawsze i wszędzie na pierwszym miejscu będzie Chrystus, ponieważ On jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem.

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję!

Mario Vasilj Totin

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry