KARDYNAŁ SIMONI

Kardynał w Medziugorju

Wiele osób stwierdziło, że Mladifest w 2017 roku był wyjątkowy. Podzielam to zdanie. Nigdy nie było tak gorąco! Nigdy nie było tyle młodzieży! Nigdy nie było tyle radości! Każdy dzień Mladifestu był intensywny, pełen Bożej łaski, prawdziwej radości i szczęścia, niesamowitego pokoju oraz miłości, które wylewały się z serc tysięcy młodych ludzi i były widoczne na ich rozpalonych twarzach. Z podniesionymi rękami wielbili Boga śpiewając i tańcząc.

Jednak dwa dni festiwalu zapadną w mojej pamięci jako wyjątkowe. To była środa 2 sierpnia 2017, gdy do Medziugorja przybył albański kardynał Ernest Troshani Simoni. Przyleciał samolotem z Florencji do Splitu w towarzystwie swojego krewnego Tonina.

Następnego dnia, w czwartek 3 sierpnia, kardynał przed południem około godzinę dawał świadectwo przed tysiącami młodych ludzi z całego świata, a wieczorem w trakcie Mszy świętej głosił kazanie. O. Franjo Dušaj uszczęśliwiony tym, że jego szacowny rodak jest w Medziugorju, tłumaczył jego słowa, wkładając w to całe serce. O. Franjo pełni posługę w miejscowości Tuzi w Czarnogórze. Zadawał kardynałowi pytania i w ten sposób pomagał mu przypomnieć sobie szczegóły z jego długiego życia.

Aby zrozumieć, o jakim doświadczeniu mowa, wystarczy wspomnieć, że lata 1963 do 1990 spędził w więzieniu za to, że jest księdzem. Nic dziwnego, że papież Franciszek przytulił go, ucałował, i jak ktoś mi powiedział, zapłakał po wysłuchaniu jego świadectwa.

Wspaniale było patrzeć na 89-letniego starca na ambonie ołtarza polowego, który z miłością, radością i żarem przemawiał do młodzieży. Równie przejmujące było patrzenie na młodych ludzi, którzy otwarli wszystkie zmysły i spijali słowa z jego ust. Nie przeszkadzał im upał, nikt nie pytał, jak długo wszystko będzie trwało. To mi otwarło oczy na fakt, że twierdzenie, jakoby współczesna młodzież nie była gotowa do poświęceń, mija się z prawdą. Jest wręcz przeciwnie!

I choć wyczekiwaliśmy tego z ciekawością, kardynał jednak nie mówił o sobie. Mówił o Jezusie. Chciał przekazać młodym swój zachwyt Chrystusem i wiarą. Chciał ich zachęcić, aby nie zniechęcali się, jeśli na drodze życia napotkają trudności i pokusy. Namawiał ich, by pozostali mocno zakorzenieni w wierze i łączności z Chrystusem, a w tym pomaga modlitwa różańcowa, regularne uczestnictwo we Mszy świętej i adoracja Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie.

O. Franjo powiedział prawdę, gdy go nazwał „Bożym okruszkiem”. Prosty, skromny, uniżony, a równocześnie silny niczym skała. To, że kardynał ma gorące serce, przejawiało się w wyrazie jego twarzy i w każdym ruchu. Przeszedł niewyobrażalne cierpienia i tortury, a wyszedł z tego „przefiltrowany” – z czystym sercem, niczym źródlana woda.

I właśnie taki człowiek dla młodzieży jest największym świadectwem i najmocniej do nich przemawia! Przemawiają bowiem nie słowa, lecz życie! Lepszego nauczyciela i wzoru młodzież nie mogła zobaczyć, ani usłyszeć. Kardynał Simoni swoim własnym przykładem pokazał im, że również dzisiaj można oprzeć się pokusom, przetrzymać wyzwania i rozpoznać ukryte pułapki znajdujące się na każdym rogu!

Nie wspomniał o tym, ale sami sobie możemy wyobrazić, jak trudnym i gorzkim doświadczeniem dla ks. Ernesta był pobyt w więzieniach reżimu Envera Hodży. Lecz w jego słowach nie było goryczy! Nie było oskarżania przeciwnika! Nie było opisywania tortur ani maltretowania! Wręcz przeciwnie!

Gdy o. Franjo przypomniał mu o tym, opowiedział, jak niedawno spotkał jednego z sędziów, którzy skazali go na śmierć. „Kiedy mnie zobaczył, chciał uciekać, ale rozpoznałem go i poprosiłam, by podszedł. Uścisnąłem mu rękę i wybaczyłem”.

A potem wydarzyło się coś wyjątkowego. Kardynał powiedział, że przed przyjazdem do Medziugorja spotkał się z papieżem Franciszkiem. Powiedział mu, że został zaproszony do Medziugorja, aby dać świadectwo na Mladifeście i spytał go, czy pozwala mu jechać. Jedź i daj świadectwo! – odpowiedział mu papież. Te słowa papieża, które przekazał kardynał, wywołały zachwyt młodzieży. To była radość, której nie sposób opisać!

Szczególne wrażenie wywarł na mnie kardynał Ernest, gdy pewien ksiądz pierwszego dnia jego wizyty w Medziugorju zwrócił się do niego słowami: „Wasza Eminencjo”. Kardynał spojrzał na niego łagodnie, a później tak samo łagodnie odpowiedział: „Nie nazywaj mnie Eminencją. Jestem Ernest”. Z delikatną nutką nagany w głosie cicho dodał: „Jezus został przybity do krzyża, a ty mnie nazywasz Eminencją”.

Kilku osobom zabrakło słów. To była prawdziwa lekcja!

Reakcja kardynała sprawiła, że zacząłem rozważać właśnie tytułowanie księży i biskupów. Do nas, księży, wierni często zwracają się: „Proszę księdza” a do biskupów i kardynałów: „Wasza Ekscelencjo” i „Wasza Eminencjo” itp.

My, osoby konsekrowane, przyzwyczajamy się do tych tytułów, tak jak by były zupełnie normalne, tak jakby tak było od zawsze, więc już na nie w ogóle nie reagujemy. Niektórzy się jednak obrażają, jeśli ktoś nie zwróci się do nich zgodnie z używanym tytułem i piastowaną pozycją.

Jak patrzył na to Jezus?

„Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23,6-8). Zaś w innym miejscu: „Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu»” (Mk 10,43-45).

Tak swoich uczniów nauczał Jezus.

Papież Franciszek i kardynał Ernest Simoni dają przykład prawdziwej chrześcijańskiej postawy, która w tle ma Chrystusa: w innych widzieć perłę, dziękować im i oddawać im honory. Tak jak papież Franciszek uczynił, kiedy księdza Ernesta mianował kardynałem. Z drugiej strony nie oczekiwać podziękowań ani uznania od innych i nie pozwalać, aby inni zwracali się do nas wyżej wymienionymi słowami. Tak jak postąpił kardynał Ernest, kiedy ktoś zwrócił się do niego słowami: „Wasza Eminencjo”.

o. Marinko Šakota OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry