Klucz

Klucz w nas, w pracy nad sercem, jest drogą do wolności. Kiedy napotykamy na słabości innych ludzi, możemy szukać klucza w nich, tzn. chcieć, żeby oni się zmienili, żeby byli tacy, jacy byśmy chcieli, a możemy też poszukać go w sobie. Jeśli szukamy klucza w innych, zmęczymy się i nie uda nam się wcale, albo uda nam się tylko trochę ich zmienić. Jeśli będziemy świadomi tego, że klucz jest w nas i zaczniemy się modlić o miłość w sercu, doświadczymy przeobrażenia serca. Tak samo, jeśli życie przyniesie nam krzyże, jeśli przytrafi nam się inwalidztwo albo choroba, porażka, bądź strata, możemy szukać klucza w zewnętrznych rzeczach i okolicznościach, tak by zniknęły krzyże i problemy, a możemy też poszukać go w sobie. Jeśli oczekujemy, że wszystkie krzyże znikną, że się od nich uwolnimy, zmęczymy się, krzyże nie znikną, a ich ciężar stanie się jeszcze większy. Gdy zdecydujemy się na drogę Chrystusa i zaakceptujemy krzyż, inwalidztwo albo porażkę w przyjęciu krzyża, odkryjemy klucz.

Kilka lat temu miałem okazję odwiedzić kościół w Padwie, w którym znajduje się grób św. Antoniego. Ponieważ w pobliżu Padwy znajduje się Wenecja, zdecydowałem się przy powrocie pojechać tam i zobaczyć to sławne miasto.

Kiedy udało mi się znaleźć miejski parking, na którym było wolne miejsce, pracownik, który był odpowiedzialny za kierowanie ruchem, powiedział mi, żebym zostawił klucz w zamku, ponieważ z powodu wielkiego ścisku musi być możliwość przestawiania samochodów, tak aby inni mogli znaleźć miejsce. I choć takie rozwiązanie nie za bardzo mi się podobało, zrobiłem tak, jak powiedział i ruszyłem w kierunku centrum miasta.

Dopłynąłem do centralnej, najbardziej znanej i równocześnie najpiękniejszej części Wenecji tramwajem wodnym, zwiedziłem kościół św. Marka i jeszcze kilka pobliskich placów oraz budynków. Trwało to dwie godziny, to oczywiście zbyt mało czasu jak na Wenecję, ale z powodu ograniczeń czasowych musiałem ruszyć w kierunku parkingu. Kiedy dotarłem do auta i chciałem do niego wsiąść, spotkała mnie nieprzyjemna niespodzianka – auto było zamknięte. Popatrzyłem przez okno, a klucz był w stacyjce. Niewiarygodne! Co teraz? Kilka razy sprawdziłem wszystkie kieszenie i torbę, gdzie były dokumenty, szukając drugiego klucza, który, o ile dobrze pamiętam, miałem w torbie, ale wszystko na próżno.

Odnalazłem tego człowieka, który ustawia samochody i poinformowałem go o tym, co się wydarzyło. Kiedy zrozumiał, o co chodzi, powiedział, że w jego długoletniej pracy jeszcze nigdy się to nie zdarzyło. Próbował „się wykręcać”, twierdząc, że to nie jest jego problem, ale szybko zrozumiał, że on także musi się włączyć do akcji, żeby znaleźć rozwiązanie. Zadzwonił po jakichś „fachowców”, jak ich nazwał, żeby otworzyli drzwi auta, lecz pomimo licznych prób to się nie udało. Z pomocą różnych drucików byli bardzo blisko klucza, ale w żaden sposób nie udało im się wyciągnąć go ze stacyjki. I właśnie wtedy, kiedy go już chwycili, wyciągnęli z zamka i ostrożnie przybliżali do okna, klucz zsunął się z drucika i wpadł pod siedzenie.

Jaka nietypowa sytuacja – auto przede mną, a ja bezsilny nie mogę go uruchomić. Mam wszystko, ale nie mam tego, co najważniejsze. Wszystko traci sens bez klucza.

To nietypowe doświadczenie przypomniało mi następującą historię.

Pewien zakonnik znalazł na drodze drogocenny kamień (diament) i schował go. Pewnego dnia spotkał podróżnika i kiedy usiedli, żeby odpocząć, obaj otwarli swoje tobołki, by podzielić się jedzeniem. W pewnej chwili podróżnik zauważył cenny kamień w tobołku zakonnika i spytał go, czy chciałby mu go dać. Zakonnik zrobił to. Podróżnik rozstał się z nim, uszczęśliwiony nieoczekiwanym darem, który – gdy go sprzeda – zapewni mu bezpieczeństwo do końca życia. Lecz po kilku dniach podróżnik wyruszył na poszukiwania zakonnika. Znalazł go i oddał mu kamień, prosząc: „Ten kamień jest bardzo cenny, wiem o tym, ale daj mi to, co sprawiło, że byłeś gotowy się go wyrzec i mi go oddać”.

Podróżnik dobrze zrozumiał, że wszystko jest na próżno, nawet „największe bogactwa tego świata”, jeśli nie mamy klucza do szczęścia i pokoju!

W przypadku mojego samochodu znaleźliśmy w końcu rozwiązanie. Gdy klucz spadł pod siedzenie i nie było już innego wyjścia, zadzwoniliśmy po ludzi, którzy zawieźli samochód do warsztatu, gdzie pracownicy rozbili szybę, otwarli drzwi i w taki sposób dostali się do klucza. Tymczasem w życiu często tak to nie działa. Nie sprawdzają się zwłaszcza rozwiązania siłowe. Czasami ani diamenty, ani klucze do najbardziej luksusowych samochodów, ani inni ludzie nie mogą nam pomóc.

O. Slavko Barbarić dobrze to rozumiał: „Jak trudno jest rozmawiać z tym, kto zamknął się w rzeczywistości tego świata; kiedy spotka go choroba, a zdrowie było dla niego sensem życia; kiedy się zestarzeje, a sens życia odnajdywał w młodości; kiedy zbiednieje, a sens życia umieścił w bogactwie i posiadaniu; kiedy utraci władzę, a ona była dla niego siłą napędzającą go do życia; kiedy zostawią go ci, którzy go kochali i którym dał wszystko, a jest przekonany, że w nich jest sens jego życia”.

W niektórych sytuacjach na próżno jest wszystko, jeśli klucz jest poza nami. Ze swojego doświadczenia, jak i innych ludzi, o. Slavko wiedział, gdzie należy szukać klucza: „Tylko owoce pracy nad sercem uszczęśliwiają człowieka”.

Uważny uczeń Matki Bożej nauczył się tej życiowej lekcji w szkole Matki i Nauczycielki, która wzywa: „Dzisiaj pragnę wam powiedzieć, byście zaczęli pracować w swych sercach, jak pracujecie na roli” (25 kwietnia 1986 r.), „macie więc czas na oczyszczenie i tych najbardziej zapuszczonych przestrzeni, a serce zostawiacie na boku. Pracujcie więcej i oczyszczajcie z miłością każdy jego zakątek” (17 października 1985 r.).

Przyznaję, że kwestia pracy nad sercem długo nie była dla mnie jasna, ale z czasem z pomocą o. Slavka odkrywałem coraz więcej. „Praca na polu duchowym, praca nad sercem jest głęboko związana z sensem życia. Im więcej człowiek inwestuje, tym szczęśliwszy się staje się, spokojniejszy, bardziej zadowolony i tym samym jest mu łatwiej inwestować z dnia na dzień ze wszystkich swoich sił w duchowy rozwój. W taki sposób człowiek realizuje także swój sens”.

Obraz pracy w polu, który Matka Boża wykorzystuje, mówiąc o pracy nad sercem, o. Slavko tłumaczy w następujący sposób: „W polu, jeśli chcemy uzyskać plon, trzeba pracować sumiennie. Nieuprawiana ziemia jest grobem dla każdego, nawet najlepszego ziarna. Tak samo jest z sercem. Sumiennie trzeba walczyć, trzeba plewić każdy zły korzeń egoizmu, pychy, lenistwa. A także korzeń każdego złego nawyku. Szczególnie należałoby oczyszczać serce z tego, co nas wiąże z tym światem i przez co stajemy się niewolnikami. Mowa zatem o sumiennej, długotrwałej, to znaczy, codziennej pracy”.

Na próżno wszystkie diamenty i klucze poza nami, jeśli człowiek nie pracuje nad swoim sercem. „Kiedy człowiek się zaniedba, nie dostrzega sensu swojego życia i działania. Wszystkie uczynki i dzieła wydają mu się bezsensowne. A im więcej bezsensownych dzieł, tym bardziej głęboko człowiek staje się zraniony. Im głębiej jest człowiek zraniony, tym dalej jest od siebie i od innych”.

Jeśli człowiek zaniedba pracę nad sobą, wyrządza największą niesprawiedliwość i szkodę nie komuś innemu, lecz sobie. Czy alkoholizm, narkotyki, hazard, anoreksja, bulimia, różne spory między ludźmi, depresja, rozpacz i niezadowolenie nie są znakami tego, że człowiek szuka klucza w błędnym miejscu, za pomocą błędnych środków? Człowiek, który nie pracuje, staje się chory na duchu i duszy, a także otwarty na niszczenie samego siebie. O. Slavko podsumowuje to tak: „Albo praca nad sercem i życie albo brak pracy i śmierć!”

Takie radykalne stanowisko o. Slavka będzie dla nas zrozumiałe, jeśli wiemy, że Jezus pracę nad sercem uważał za kluczowy element naszego życia. „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta” (Mt 23,25-26). „Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.” (Mt 7,5). „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7). „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24).

Klucz w nas, w pracy nad sercem, jest drogą do wolności. Kiedy napotykamy na słabości innych ludzi, możemy szukać klucza w nich, to znaczy, chcieć, żeby oni się zmienili, żeby byli tacy, jacy byśmy chcieli, a możemy też poszukać go w sobie. Jeśli szukamy klucza w innych, zmęczymy się i nie uda nam się wcale, albo uda nam się tylko trochę ich zmienić. Jeśli będziemy świadomi tego, że klucz jest w nas i zaczniemy się modlić o miłość w sercu, doświadczymy przeobrażenia serca. Tak samo, jeśli życie przyniesie nam krzyże, jeśli przytrafi nam się inwalidztwo albo choroba, porażka, bądź strata, możemy szukać klucza w zewnętrznych rzeczach i okolicznościach, tak by zniknęły krzyże i problemy, ale możemy też poszukać go w sobie. Jeśli oczekujemy, że wszystkie krzyże znikną, że się od nich uwolnimy, zmęczymy się, krzyże nie znikną, a ich ciężar stanie się jeszcze większy. Gdy zdecydujemy się na drogę Chrystusa i zaakceptujemy krzyż, inwalidztwo albo porażkę, w przyjęciu krzyża odkryjemy klucz.

o. Marinko Šakota OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry