Medziugorje jest Bożym darem dla Kościoła i ludzkości

Darija Škunca-Klanac urodziła się w 1942 roku w miejscowości Novalja na wyspie Pag. Po ukończeniu filologii francuskiej w Paryżu wyjechała w 1968 roku do Montrealu, gdzie założyła rodzinę. Mieszka tam do dzisiaj. Opublikowała trzy ważne książki o Medziugorju: „U źródeł Medziugorja”, „Medziugorje, odpowiedź na zarzuty” i „Zrozumieć Medziugorje”. Napisała także 3 tomiki poezji, wydane po chorwacku: „Moje trzy przegródki”, „Zmaganie się z wiatrem” i „Ogrodzenia”.

Przyczyniła się do rozpropagowania pielgrzymek, przywożąc przez 27 lat tysiące Kanadyjczyków do Medziugorja. Poświęciła się także, dla większości ludzi zupełnie abstrakcyjnemu celowi, jakim jest szczere życie zgodnie z orędziami Matki Bożej.

Wydawnictwo Sakramento niedawno opublikowało książkę „Osobisty list do moich pielgrzymów”, w której Darija w kameralny i poetycki sposób przedstawia swoje życie od początku związane z Medziugorjem.

W taki sposób pielgrzymka zyskuje podwójne znaczenie – w dosłownym znaczeniu towarzyszenie pielgrzymom w drodze do Medziugorja w celu duchowego orzeźwienia oraz w metaforycznym znaczeniu: drogę, na której każdy z nas mniej lub bardziej świadomie pielgrzymuje, by duchowo dojrzeć.

Ta książka, która opisuje całe jej życie na zaledwie 140 stronach z pewnością zasłużyła na to, aby znaleźć się na półce każdego, kto kiedykolwiek myślał o znaczeniu pielgrzymowania do Medziugorja, od 1981 roku jedno z najważniejszych miejsc kultu maryjnego.

Niedawno opublikowano chorwackie tłumaczenie pani książki „Osobisty list do moich pielgrzymów”. Co zachęciło panią, żeby napisać tę książkę w formie autobiografii?

Przez wiele lat pracowałam jako przewodnik grup pielgrzymkowych. Równolegle zajmowałam się badaniem pierwszych 10 dni medziugorskich wydarzeń, kroniki parafialnej, dziennika Vicki i innych materiałów, w których przeciwnicy Medziugorja znajdowali dowody. Lecz ta praca sprowadzała się do przesłuchiwania lub analizowania materiałów z tego czasu i różni się od osobistego spotkania z pielgrzymami. Po napisaniu trzech książek poczułam, że czegoś mi brakuje, że jestem komuś coś winna. To byli moi pielgrzymi i rodziny, które nas przyjmowały, parafia Medziugorje, Hercegowina, Chorwacja i moje rodzinne strony. Chciałam wszystkim im podziękować za wszystkie otrzymane dobra. Tak zrodził się pomysł napisania „Osobistego listu do moich pielgrzymów”.

W Medziugorju jest pani znana z tego, że przez lata przyjeżdżała pani z pielgrzymami z Kanady. Czy ktoś kontynuuje pani dzieło?

Myślę, że zajęła się tym Matka Boża. Ona inspiruje swoje dzieci, więc zastępstwo jest zapewnione, dopóki będziemy odpowiadali na Jej wezwanie. Prawda jest taka, że pielgrzymów jest już mniej, ale rzeka nieustannie płynie. Co ciekawe, jednego z następców spotkałam przed sanktuarium św. Józefa w Montrealu. Podszedł do mnie i powiedział, że z ciekawością przeczytał moje książki. Założył stowarzyszenie Regina Pacis i grupę modlitewną, którą modli się w intencji, aby wspólnota siostry Elviry otwarła swój dom w mieście Quebec. Otrzymali zgodę biskupa i istnieje szansa, że wkrótce mogłoby się tak stać.

Czy może pani stworzyć swoją definicję pielgrzyma? Spotkała ich pani wielu na przestrzeni tych wszystkich lat.

Pielgrzym jest osobą, która wyrusza w drogę w poszukiwaniu czegoś, co wypływa z głębi jego duszy. Ja go witam jak ukochane dziecko Boże i ruszam z nim w charakterze przewodnika. Także mnie ktoś prowadzi. Nie jestem sama. Chorwackie słowo hodočašće [častiti to czcić – uwaga redakcji] pięknie pokazuje, że jest ono blisko związane z czczeniem w pierwszej kolejności Najświętszej Maryi Panny, ale także świętych. Na tej drodze u każdej osoby poznaję z najgłębsze zakamarki ludzkiej duszy, serca i rozumu. Towarzyszy nam ból, psychiczne i fizyczne cierpienia, pokusy, rozczarowania, z których zwierzamy się sobie. Równocześnie odkrywam wspaniałe bogactwo różnych charyzmatów, ponieważ każda osoba jest czymś obdarzona. Wspólnie się śmiejemy, wspólnie płaczemy, upadamy i podnosimy się. A potem doświadczamy nawrócenia, uzdrowienia, wybaczenia i odnajdujemy całkiem nowe podejście do życia. Wszystko sprowadza się do dziękczynienia, pokoju i miłości. Poprzez czczenie Maryi pielgrzym się oczyszcza i odnawia oraz odkrywa Ojca, Syna i Ducha.

Kiedy była pani po raz ostatni w Medziugorju?

Ostatni raz byłam w Medziugorju w 2012 roku. To była przepiękna pielgrzymka do Włoch i Medziugorja. Jeszcze ciągle dziękuję Opatrzności, że w taki sposób zakończyłam moją służbę prowadzenia pielgrzymek. Przeżyłam to jako szczególny dar, jako zwieńczenie wszystkiego. Kiedy wracałam, poczułam, że nadszedł czas na wycofanie się i przyjęłam to ze spokojnym sercem. Wróciłam do Medziugorja, opisując moje wspomnienia, ponieważ brakowało mi tych podróży.

Czy uważa pani, że Medziugorje się zmieniło w porównaniu z okresem pierwszych objawień?

Medziugorje się zmieniło. Medziugorje się zmienia. Po tylu latach mieszkańcy nie są już tacy sami, ponieważ Medziugorje nie należy tylko do siebie. Ono należy do świata. Co przynieśli nowi mieszkańcy, a co zachowali ci, którzy byli tu wcześniej i przekazali to nowym generacjom – warto się zająć tym zagadnieniem. Jedno jest pewne: parafia jest konsekwentna w szerzeniu orędzi Matki Bożej, wytrwale sprawuje opiekę duszpasterską, która jest wyjątkowa na skalę światową. Najwytrwalsza jest Matka Boża, która nas przyjmuje i gromadzi takimi, jakimi jesteśmy, a często jesteśmy słabi, nie wierzymy, brakuje nam miłosierdzia, jesteśmy aroganccy.

W 1991 roku przyjechała pani z pierwszą grupą księży na pielgrzymkę do Medziugorja, co było jedną z najważniejszych podróży w pani życiu. Od tamtej pory rekolekcje dla księży zaczęły się odbywać regularnie z inicjatywy śp. o. Slavka Barbaricia.

Tak, jedną z najważniejszych podróży była ta z grupą księży w styczniu 1991 roku. W tamtym okresie w Kanadzie coraz więcej księży interesowało się objawieniami Matki Bożej, więc pomyślałam, czy mogłabym jedną grupę zorganizować tylko z myślą o nich. Ku mojemu zaskoczeniu, udało się. Z 45 księżmi i moją współpracownicą Mirelle wyruszyliśmy w drogę w momencie, kiedy wybuchła wojna w Zatoce Perskiej. Jak tylko dojechaliśmy do Medziugorja, poprosiłam o. Slavka o duchowe przewodnictwo nad moją grupą. On był szczęśliwy, kiedy spotkał się z nami w pensjonacie Grgi Vasilja. Kulminacją pielgrzymki było wspólnie odprawienie drogi krzyżowej, o. Slavko spowiadał nas na górze Križevac. O. Slavko później włączył to do programu, kiedy zaczął po wojnie organizować rekolekcje dla księży. Zebrałam świadectwa księży i opublikowałam je na mojej stronie internetowej www.comprendre-medjugorje.info, prowadzonej w języku francuskim oraz książce „Osobisty list do moich pielgrzymów”.

Od lat zgłębia pani medziugorskie wydarzenia, napisała pani trzy książki, w których między innymi mierzy się pani z kontrowersjami, które ta tematyka wywołuje u części opinii publicznej. Co panią do tego skłoniło?

W piątą rocznicę objawień, w 1986 roku, poznałam w Medziugorju o. Laurentina. Szukał kogoś, kto mówi po chorwacku i francusku. Zachęcił mnie do badań, zaczęliśmy współpracować. Lecz najbardziej do zgłębiania tej tematyki i analizowania kontrowersji zachęcili mnie przeciwnicy Medziugorja: o. Ivo Sivrić ze Stanów Zjednoczonych, Louis Belanger z Kanady, Joachim Boufflet z Francji. Gdy opublikowali swoje prace, zauważyłam, że źródła, na które się powołują, nie są dobrze przetłumaczone, że w taki sposób szerzy się kłamstwa. Udało mi się dotrzeć do niesamowicie wartościowych materiałów z pierwszych 10 dni objawień, to znaczy, do 18 rozmów proboszcza o. Joza z widzącymi, które miały miejsce od 27 czerwca do 30 czerwca 1981 roku. Proboszcz intensywnie i niestrudzenie przepytywał dzieci przez cztery dni od rana do wieczora. Dzięki zaradnemu mieszkańcowi Medziugorja, który nazywa się Grgo Kozina, wszystko zostało nagrane. Spisałam te rozmowy w języku chorwackim i przetłumaczyłam na francuski. To była baza mojej pracy. Niedawno na mojej stronie internetowej opublikowałam ostatnią wersję mojej pracy. Teraz umieściłam to w archiwum i zostawiam to badaczom, aby uzupełnili albo poprawili coś, jeśli będzie taka potrzeba.

Jak ważny jest ten materiał?

Mowa o czymś najbardziej znaczącym dla chronologii wydarzeń, chociaż na samym początku stanowiło to tabu, podchodzono ze strachem do tego i różnie się to tłumaczyło. Tymczasem to jest nagranie słów i rozmów, które dają najwierniejszy i najbardziej autentyczny obraz początku medziugorskich wydarzeń. Nawet najwięksi przeciwnicy z czasem musieli przyznać, że to, co mówili widzący w tym okresie jest niezaprzeczalne. Mam nadzieję, że członkowie komisji zwrócili wystarczającą uwagę na te źródłowe dokumenty, ponieważ bez tego nie można wydać sądu o Medziugorju. Z łatwością mnożą się niesprawdzone materiały, pochodzące zarówno od zwolenników, jak i przeciwników. Dlatego ważne jest, aby sięgać do prawdziwych źródeł i uważnie oraz krytycznie się do nich odnieść. Ta zasada towarzyszyła mi w pracy i znalazła odzwierciedlenie w moich książkach. Prawda wyzwala. Nie trzeba się jej bać.

Czy osobiście kiedykolwiek zwątpiła pani w medziugorskie wydarzenia?

Nie zwątpiłam w obecność Matki Bożej, ale zwątpiłam w ludzi. Jeśli chodzi o tę kwestię, już dawno mogłam odwrócić się plecami do Medziugorja. Ale nie zrobiłam tego, ponieważ uważam, że ważne jest, aby rozdzielić ludzkie od Bożego. Dlatego smuci mnie, kiedy słyszę, że z powodu tego lub tamtego ktoś odrzuca Medziugorje, krytykuje, nie uznaje go. Tak jakby słowa z Ewangelii „Poznacie ich po ich owocach” w odniesieniu do Medziugorja zupełnie nic nie oznaczały.

Medziugorski fenomen w swojej podstawie jest ruchem laickim, przed nim trudna drogę do uznania, ale od zawsze był w Kościele i dla Kościoła. Nikt nie może tego zakwestionować. Vox populi, vox Dei! Głos ludu (to) głos Boga. Nadszedł czas, aby wybrzmiały słowa Ewangelii, które przytoczyłam.

Medziugorje jednak przez szereg lat rozwijało się w sposób niekontrolowany, a trzeba było poważnie zająć się tym, aby go uchronić i dobrze ukierunkować jego rozwój. Czy jeszcze ciągle nie jesteśmy świadomi, jaki to jest dar Boży dla Kościoła i ludzkości w tych czasach kryzysu?! Rozprawy i wymądrzanie się oddalają nas od istoty, podczas gdy naród Boży w tym miejscu otrzymuje pokój i pojednanie, czci Maryję, która prowadzi do Jezusa, żywi się modlitwą i wraca do domu pogodzony z Bogiem i z ludźmi.

Z kim najwięcej współpracowała pani w Medziugorju i jakie osoby wywarły na pani najsilniejsze wrażenie?

Zawsze było dla mnie bardzo ważne, aby dostosować moją pracę do wymagań i przepisów parafii Medziugorje. Nie robiłam nic na własną rękę bez wiedzy i zgody franciszkanów, więc przez wiele lat pięknie współpracowaliśmy z pełnym zaufaniem. Byłam szczególnie blisko z o. Slavkiem, chociaż w trakcie pierwszej pielgrzymki odsunął mnie od wejścia na chór przed objawieniem. W charakterystyczny dla siebie sposób po prostu machnął ręką, żebym się przesunęła i wpuścił mojego męża. To była dla mnie dobra lekcja: naprawdę nie potrzebuję ani widzieć, ani dotknąć, żeby uwierzyć. W ten sposób nie tylko mnie, ale także innych uczył kroczenia drogą silnej wiary. To mi bardzo pomogło w pracy z pielgrzymami. Współpracowałam także z o. Rupčiciem, o. Landeką, o. Orečem, o. Dugandžiciem. Wspominam zwłaszcza rodziny Vasilj, Ostojić, Pavlović, Kozina. Ich pensjonaty i sami gospodarze stali się już legendami naszych pierwszych przyjazdów. Nie zapominam także o Stanku Vasilju i dr Darince Glamuzinie i kawach, które wspólnie wypiliśmy. Wokół Darinki szczególnie w pierwszych dniach objawień stworzyło się wiele różnych historii. Podeszłam do niej i poprosiłam, czy mogłaby napisać swoje świadectwo wydarzenia z 29 czerwca 1981 roku na Górze Objawień, gdy dotknęła Matki Bożej. Wstąpił w nią wówczas płomień wiary i miłości, dzięki któremu stała się znaczącym świadkiem tych pierwszych dni objawień.

Nie mogę zapomnieć także dwóch spotkań ze śp. biskupem Žaniciem. Pierwsze miało miejsce w maju 1991 roku, a drugie miesiąc później: w dziesiątą rocznicę objawień. Na pierwsze spotkanie jechaliśmy pod hasłem pokoju i pojednania z parafią Medziugorje. W obecności adwokata Fricoteauxa z Paryża, o. Zovko, o. Rupčicia, o. Oreča i mojej odbyło się spotkanie i rozmowa. Zakończyła się tym, że ponownie się spotkamy. Zostało podkreślone, że nawzajem musimy wybaczać, bez względu na niezgodności. Przy innej okazji zaprosiłam widzących, żebyśmy pojechali do biskupa z okazji jubileuszu 50 lat jego kapłaństwa i 20 lat episkopatu. Zadzwoniłam do niego tuż przed rocznicą, a on chętnie się zgodził na to, abyśmy przyjechali. Na moje zaproszenie odpowiedzieli Jakov i Marija. To było w dziesiątą rocznicę objawień w Medziugorju. Spotkaliśmy go na zewnątrz w towarzystwie jakiegoś księdza. Podszedł do nas z uśmiechem, jak tylko nas zobaczył, tak jakby na nas czekał, a potem spoważniał i zaprosił nas do środka. Miałam nadzieję, że wydarzy się coś pięknego i wielkiego. Otwarcie rozmawialiśmy i wymienialiśmy nasze uwagi i choć były sprzeczne, modliliśmy się. Doszliśmy do wniosku, że każdy z nas na swój sposób cierpi z powodu Medziugorja. Ta wiedza nas do siebie zbliżyła. Na koniec biskup sobie zażyczył, aby powtórzyć to spotkanie także z innymi widzącymi. Przyszła jednak wojna i wszystkie próby legły w gruzach, a moje spotkania z biskupem już się nie powtórzyły. Pomijając to, że sprzeciwiał się Medziugorju, odniosłam wrażenie, że bp Žanić wierzył w objawienia, ale z jakiś tajemniczych względów nie uznawał go i dlatego szukał argumentów przeciwko Medziugorju, które opierały się głównie na ludzkich słabościach. A te zawsze były i będą. Lecz Boże sprawy są silniejsze i zwyciężą.

Pani bratem jest o. Bernardin Škunca, bardzo ceniony w tych stronach ksiądz. Co on sądzi o Medziugorju?

Muszę powiedzieć, że o. Bernardin często w wielu kwestiach pomagał mi w analizowaniu fenomenu Medziugorja. Oprócz tego, że łączy nas braterska i siostrzana miłość, oboje lubimy pisać, co odziedziczyliśmy po naszej mamie. Łączy nas ta sama duchowość i oddanie chrześcijańskim wartościom, inspiruje nas postać św. Franciszka.

Co do jego opinii, to mogę powiedzieć, że mój brat cały czas patrzył na to zjawisko jak na łaskę z góry, która działa poprzez grzesznych ludzi. Potrafił rozróżnić „nasze” od Bożego i z takim spojrzeniem poprzez ludzkie, to znaczy, medziugorskie słabości widział Bożą dobroć, którą odkrywa nam Matka Boża. Mój brat rozpoznał Bożą rękę w niezliczonych dobrych owocach zgodnych z katolicką duchowością (spowiedź, adoracja, post i tym podobne) i w tym jak franciszkanie cały czas rozwijali tę duchowość.

Czym się pani aktualnie zajmuje?

Jeden z moich synów ma autyzm. Przez wiele lat nie postawiono diagnozy, a była mowa o autyzmie wysokofunkcjonującym. Napisałam kronikę jego życia, a z uwagi na to, że jest uzdolniony plastycznie, książka została zilustrowana jego rysunkami. Książkę przygotowuje właśnie do druku znane w Montrealu wydawnictwo.

Może w przyszłości jeszcze coś napiszę na mój ulubiony temat Medziugorja, ale tym razem w formie powieści. Koloratka, którą znalazłam w pobliżu IX stacji drogi krzyżowej na górze Križevac niejako zachęca mnie, aby opowiedzieć o niej jakąś historię.

Mieszkam naprzeciwko francuskojęzycznej parafii i włączyłam się tutaj w działalność różnych kościelnych rad, wolontariat i staram się stosować orędzie pokoju i pojednania w tym otoczeniu. Potrzeby są wielkie i wymagają zaangażowania.

Pisze pani książki po francusku, co jest zrozumiałe, ponieważ zwraca się w nich pani do kanadyjskich, francuskojęzycznych pielgrzymów. Prozę pisze pani po francusku, ale poezję po chorwacku, dlaczego?

Nie mogę sobie wyobrazić, że miałabym pisać poezję w języku francuskim. Mieszkałam w Chorwacji do osiemnastych urodzin. To całkiem naturalne, że natchnienie przychodzi do mnie w ojczystym języku. Pisałam wiersze na początku szkoły podstawowej i to drogie mi chorwackie słowo zostało głęboko zakorzenione w moim sercu. Badania dotyczące Medziugorja i towarzyszenie pielgrzymom odbywały się po francusku. Byłam wtedy w dojrzalszym wieku, więc książki są rezultatem tego okresu mojego życia.

Osobisty list do moich pielgrzymów” kończy się kilkoma wierszami, jeden z nich jest poświęcony pani bratu o. Bernardinowi, podróżnikowi i przyjezdnemu, jak to pani ujęła. Wiersz nosi tytuł „Święty Jakub”, czy w taki sposób chciała pani podkreślić pielgrzymkowy charakter o. Bernardina, a jeśli tak to w jakim sensie?

O. Bernardin często mówił, że na tym świecie jest tylko podróżnikiem i przybyszem na drodze ku wieczności, stąd ta inspiracja. Wiersz ma tytuł „Święty Jakub”, ponieważ on jest patronem pielgrzymów, a w sobie skrywa sens i efektywność laski pielgrzymiej, niczym ta, z pomocą której Mojżesz czynił cuda. Tutaj są też ukryte pielgrzymki po świecie Jana Pawła II. Trudno jest interpretować własny wiersz, więc pozostawię to czytelnikom, aby każdy przeżył go we właściwy dla siebie sposób.

Urodziła się pani w Novalji na wyspie Pag, skąd wyjechała do Francji, a potem do Kanady. Na ile Chorwaci w Montrealu, gdzie pani mieszka, są ze sobą w kontakcie? Jakie nastroje panują wśród chorwackich imigrantów?

Do Montrealu trafiłam z Paryża, gdzie uczyłam się i pracowałam. Przyjechałam do Kanady dzięki mojemu mężowi Petarowi, który był lekarzem i dostał tu pracę. Znaliśmy francuski, więc szybko się zadomowiliśmy. Najbardziej byliśmy związani z naszą chorwacką misją katolicką. Przez 40 lat aktywnie działaliśmy na rzecz naszego narodu w chorwackiej szkole, przy budowie kościoła i Centrum. Kiedy jednak zaczęłam przygodę z pielgrzymkami, rozpoczął się dla mnie zupełnie nowy okres. To była misja, której się całkowicie poświęciłam. Petar pozostał wierny chorwackiej wspólnocie do końca życia. Zmarł w 2007 roku. Pewnego razu o. Svetozar w trakcie wizyty w Montrealu powiedział coś pięknego, często to wspominam: „Trzeba podziękować Petarowi za Darię”. Słusznie zauważył, że bez jego wsparcia nie mogłabym się poświęcić Medziugorju. To wymagało wiele rodzinnych poświęceń.

Obecny proboszcz w Montrealu o. Tomislav Pek działa z pomocą dwóch sióstr dominikanek. Są otoczeni piękną grupą młodzieży i pragną wprowadzić więcej duchowości do życia wspólnoty. Parafia przeszła przez wiele pokoleniowych zmian i powoli liczba członków spada. Najżywszy okres to był czas wojny domowej, wtedy łączył nas duch wspólnoty i organizowaliśmy konkretną pomoc. Dzieliliśmy los chorwackiego narodu walczącego o przetrwanie.

Czy kiedykolwiek zapragnęła pani wrócić do Chorwacji?

Mam wrażenie, że nigdy nie wyjechałam z Chorwacji, choć mieszkam poza nią już 57 lat. W pewnym sensie nigdy jej nie opuściłam. Atlantyk pokonałam ponad sto razy w kierunku Medziugorja, które cały czas łączyło mnie z moim korzeniami i ojczyzną. Śledzę wszystko, co dzieje się w mojej ojczyźnie. Cieszę się i smucę, w zależności od tego, co się tam dzieje.

O powrocie już nie myślę. Tutaj mam dzieci i wnuki, krążę między Kanadą i Francją. Cała moja rodzina kocha Chorwację i chętnie tam jeżdżą. Więzi nie zostały zerwane. Kiedy mój mąż się rozchorował, chciał zostać pochowany w swoim rodzinnym Posedarju. Lecz my tam nie mamy grobów. To była bolesna kwestia, najbardziej bolesna dla emigrantów. Pocieszam się myślą, że aby wejść do nieba i zmartwychwstać, nie jest ważne miejsce pochówku i ziemskich szczątków, lecz silna wiara.

Ta książka została wydana przez wydawnictwo Sakramento z Medziugorja, które prowadzi Sabrina Čović Radojičić. Przez lata przyjeżdżała z pielgrzymami z Francji i także napisała autobiografię o tej części swojego życia. Jak się panie poznały?

Poznałam Sabrinę 24 lata temu na lotnisku w Splicie. Ona jest z Paryża, ja z Montrealu, jechałyśmy do Medziugorja na rekolekcje dla przewodników. Była pełna entuzjazmu i planów. Jestem jej wdzięczna za to, że wydała kilka moich książek.

Sakramento wydało także książkę dwóch kanadyjskich księży – braci Girard pod tytułem „Przymierze”. W tej książce są listy śp. o. Janka Bubalo do Georgette Faniel, zwaną Mimi, które pani tłumaczyła. O czym mowa?

To połączenie dusz między o. Jankiem i Mimi naprawdę było czymś wyjątkowym. Bracia Girard, księża bliźniacy, spotkali już na samym początku o. Janko i opowiedzieli mu o swojej podopiecznej Mimi. Zainteresowała go ta nietypowa historia o jej mistycznych doświadczeniach. Zaczęli do siebie pisać. Ja byłam tylko listonoszem. Ona była muzykiem i w natchnieniu zaśpiewała i zapisała pieśń o pokoju, a następnie podarowała ją parafii Medziugorje. Dała mi nagranie, żebym przekazała je o. Jankowi. Kiedy on tego wysłuchał, był zdumiony: „Kiedy wysłuchałem melodii pieśni, zauważyłem coś wspaniałego. Melodia była identyczna jak ta do mojej pieśni „Przed Matką Bożą”. Muzykę do tekstu o. Janka napisał pewien franciszkanin z Sarajewa, a jej słowa idealnie pasowały do natchnionej melodii, którą dostał od Mimi. Dwie osoby, z dwóch krańców świata, które nigdy się nie spotkały, przemówiły tym samym językiem. Połączyła ich w cudowny sposób ta pieśń poświęcona Królowej Pokoju. O. Janko i Mimi prowadzili głęboką duchową korespondencję przez niemal 10 lat. Poznałam ich i zaprzyjaźniłam się z nimi, co uważam za szczególny dar. Bracia Girard odkryli nam ich korespondencję po 10 latach od śmierci Mimi i poprosili mnie, żebym przetłumaczyła to na język chorwacki. W taki sposób wydawnictwo Sakramento sprawiło, że w końcu zostało opublikowane to bogate duchowe dziedzictwo.

Co pani pragnie przekazać czytelnikom Głosu Pokoju na koniec naszej rozmowy?

W Medziugorju czuję się jak w domu, chociaż na stale przebywam na drugim końcu świata. Świat jest mały albo wielki w zależności od tego, jak żyjemy i jak traktujemy bliźniego. Możemy być dalecy dla kogoś, ktoś jest obok nas i całkiem bliscy dla kogoś, kto mieszka daleko. Czytelnik Głosu Pokoju jest kimś, kto już znajduje się na drodze, dlatego mam z nim wiele wspólnego. Chciałabym powiedzieć: wszyscy gdziekolwiek byśmy byli, jeśli jesteśmy świadkami tego, co dzieje się w Medziugorju i śledzimy orędzia Królowej Pokoju, jesteśmy odpowiedzialni za Jej wezwanie. Naszym zadaniem jest być lepszymi, choć trudno jest być dobrym, bo tylko Bogu na niebiosach przypisujemy dobroć. Pragnę życzyć nam wszystkim, abyśmy się zapatrzyli w Matkę Bożą. Ona jest najlepszym przykładem pielgrzyma. Ona sama musiała zmierzyć się z tym, co zwiastował jej archanioł i w przemyślany sposób udzielić odpowiedzi na to brzemienne w skutkach wezwanie. Odważnie kroczyła za Jezusem, uważnie słuchała Jego słów, była przy nim w momentach chwały, ale także męki. Jej posłuszeństwo Duchowi czyniło cuda. Bez strachu zareagowała, kiedy była taka potrzeba, choć głównie milczała i rozważała wszystko. Jej rozważania były czystą adoracją. Gdyby nie zdecydowała się na największą przygodę wszystkich czasów i w największej pokorze nie powiedziała swojego fiat („niech mi się stanie według słowa twego”), Słowo nie stałoby się Ciałem. Ona jest istotą o doskonałej wolności, najbardziej godną postacią Bożego stworzenia. To jest nasza Matka Boża z Lourdes, Fatimy, Medziugorja… Otwórzmy wszyscy serca i w głębi duszy zapytajmy: czy naprawdę na Nią zasłużyliśmy? Nieważne czy zasłużyliśmy czy nie, cudowne jest uczucie, że Ona nas i tak kocha i pozostaje z nami. Z tym przesłaniem pozdrawiam czytelników Głosu Pokoju.

Davorka Jurčević-Čerkez

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry