Medziugorje zmieniło moje życie

Cristianie, witamy i dziękujemy panu za to, że zgodził się pan udzielić nam wywiadu. W Medziugorju widujemy pana coraz częściej.

Tak, Medziugorje stało się dla mnie ważnym życiowym przystankiem i wykorzystuję każdą wolną chwilę na to, by przyjeżdżać tutaj razem z rodziną.

Proszę przedstawić się naszym czytelnikom.

Nazywam się Cristan Daniel Ledesma. Urodziłem się w 1982 roku na przedmieściach Buenos Aires w wielodzietnej rodzinie. Mówię o wielodzietnej rodzinie, ponieważ było nas dziewięcioro braci i sióstr. Gdy miałem cztery lata, moja rodzina przeprowadziła się do Puerto Madryn w Patagonii. Tam stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki. W wieku 14 lat skauci [obserwatorzy wyszukujący nowe talenty – uwaga redakcji] wysłali mnie z powrotem do Buenos Aires, gdzie w Boca Juniors całkowicie poświęciłem się piłce nożnej. W wieku 17 lat pojechałem do Włoch do mojego pierwszego klubu Lecce, grałem tam przez pięć lat. Po klubie Lecce moja droga zaprowadziła mnie do Rzymu, gdzie podpisałem umowę z klubem Lazio, w którym grałem przez niezapomnianych dziewięć lat. Następnie pojechałem do brazylijskiego Santos, potem do greckiego Panathinaikos, przyszła też kolej na klub Ternana we Włoszech, a karierę zakończyłem w szwajcarskim Lugano.

Ciekawe były pana relacje z kibicami klubu Lazio.

Byłem ich ulubieńcem. Lecz proszę mi uwierzyć, że nie jest łatwo zasłużyć sobie na coś takiego. Dla każdego, a szczególnie dla młodego piłkarza, granie dla takiego wielkiego klubu jak Lazio jest spełnieniem życiowego marzenia. Otrzymałem wielką szansę, żeby pokazać moje zdolności piłkarskie na murawie i rzeczywiście z każdym kolejnym meczem dawałam z siebie coraz więcej, aby sprostać oczekiwaniom ludzi, którzy okazali mi zaufanie. Kibice Lazio są znani z tego, że pracę, poświęcenie i waleczność cenią bardziej niż umiejętności piłkarskie. Nienawidzą zadufanych w sobie i leniwych zawodników, takim nie wybaczają. Przez kilka lat byłem też kapitanem, głównie dzięki kibicom. Tak można powiedzieć, że byłem ich ulubieńcem, ale oni i klub Lazio do dzisiaj pozostali także ulubieńcami mojego serca.

W świecie piłki nożnej wszystko kręci się wokół sukcesów odnoszonych za wszelką cenę i oczywiście wokół pieniędzy. Czy w takim otoczeniu można żyć wiarą i dawać świadectwo?

Myślę, że jest to możliwe. Trudne, ale jednak możliwe. W świecie sportu w cenie są bardziej ambicja, bezkompromisowość i wielkie ego. Na dawanie świadectwa swojej wiary patrzy się zaś jak na oznakę słabości. Dlatego, niestety, jest mało profesjonalnych piłkarzy, którzy są prawdziwymi wiernymi, którzy modlą się i idą na Msze święte. Po prostu tak już jest.

Często jednak zdarza mi się widzieć, że wielu piłkarzy wchodząc i schodząc z boiska czyni znak krzyża.

Hm, a czy nie zauważyła pani, że robią tak także piłkarze, którzy z chrześcijaństwem nie mają nic wspólnego? W tej kwestii sportowcy są trochę podobni do polityków. Zaklinają się na Boga i pozornie go czczą, a na ile stosują się do tego w praktyce, to jest już mniej ważne. Osobiście wydaje mi się, że to bardziej swojego rodzaju moda niż prawdziwy wyraz wiary. Skłaniałbym się ku temu, że mowa o jakimś zabobonie podobnym do ubierania skarpetek, w których już się wygrało mecz. Często ja też zachowywałem się podobnie.

Był pan częścią tego świata. Gdzie i kiedy nastąpił punkt zwrotny w pańskim życiu?

Właśnie tutaj w Medziugorju. To było w 2010 roku. Na początku ja miałem marzenie, żeby tu przyjechać, ale moja żona nie była tym jakoś szczególnie zainteresowana. Lecz po pewnym czasie to ona wszystko przygotowała i zorganizowała nasz przyjazd.

Jakie było wasze życie przed Medziugorjem? Czy praktykował pan wiarę?

Muszę się przyznać, że nie. Stało się tak, ponieważ moi bliscy też nie praktykowali wiary. I choć moja rodzina jest katolicka, oprócz sakramentu chrztu nikt nie przystąpił do żadnego innego sakramentu aż do mojego pierwszego przyjazdu do Medziugorja. Nie odczuwałem potrzeby chodzenia do kościoła, ani mnie to nie interesowało. Szczególnie nie interesowałem się wiarą w okresie dorastania, ponieważ już wtedy wielka machina piłkarskiego świata coraz bardziej mnie wciągała. Lecz wszystko się zmieniło w trakcie naszego pierwszego przyjazdu do Medziugorja.

Co pan tutaj poczuł i co pana przyciągnęło, że wracał pan jeszcze wiele razy?

Tak jak już powiedziałem ani moja żona ani ja do pierwszego przyjazdu do Medziugorja nie byliśmy specjalnie religijni. Tutaj poczuliśmy szczególny pokój i to wydaje się wystarczyło, żebyśmy zaczęli się nad sobą zastanawiać. Tutaj uczyniliśmy pierwsze modlitewne kroki. Dzisiaj jesteśmy w szkole Matki Bożej, chociaż tak naprawdę to jesteśmy obiecującymi uczniami w początkowych klasach szkoły podstawowej. Jesteśmy wdzięczni Bogu za wielką łaskę, którą tutaj w Medziugorju poprzez naszą Niebieską Matkę otrzymała cała moja rodzina. Dzisiaj nie możemy sobie wyobrazić dnia bez modlitwy i niedzieli bez Mszy świętej. Staramy się szerzyć doświadczenie medziugorskiej duchowości i przekazywać ją innym i mogę powiedzieć, że ludzie niemal zawsze wspaniale na to reagują.

Na koniec – jak pan skomentowałby sukces chorwackiej reprezentacji na ostatnim mundialu?

Dla tych, którzy grę i zasady panujące w świecie piłki nożnej znają słabiej, to jest nieprawdopodobny i zaskakujący sukces, lecz dla mnie to jest całkiem realistyczny bieg rzeczy. Chorwacka reprezentacja jest bardzo dobra i to nie od wczoraj. Wszyscy ci zawodnicy, począwszy od Modricia, Mandžukicia, Rakiticia, Perišicia i pozostałych odgrywają ważną rolę w swoich klubach. Tacy zawodnicy potrzebują tylko wyważonego stratega z jasną wizją gry. Taka osoba musi potrafić pogodzić ich charaktery i z wielkich indywidualistów stworzyć jedną całość, która będzie działała jak wspólnota. Wasz nowy selekcjoner jest właśnie taką osobą. Oprócz tego dla reprezentacji ważne jest silne wspracie ze strony kibiców, którzy mocno motywują zawodników. Takie wsparcie jest niemal niezbędne, by odnieść sukces takiego formatu. Ponownie podkreślę: dla mnie to jest bardziej realistyczny niż zaskakujący rezultat. Szczerze wam gratuluję!

Co chciałby pan przekazać młodzieży?

Poradziłbym młodzieży, żeby nie bała się świata, wyzwań i pokus, które świat stawia na ich drodze. Ważne, by wierzyli, modlili się i aby się nie bali się dawać świadectwa swojej wiary. Kiedy wierzymy, nasze życie jest dużo piękniejsze i bardziej spełnione.

Cristianie, dziękujmy panu i zapraszamy ponownie do Medziugorja.

Dziękuję. Z pewnością, jeśli Bóg pozwoli, przyjedziemy jeszcze wiele razy.

Cristian Daniel Ledesma

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 14)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry