Mocno wierzę w Medziugorje

W ramach 25 międzynarodowych rekolekcji dla osób prowadzących medziugorskie centra pokoju oraz grupy modlitewne, pielgrzymkowe i charytatywne związane z Medziugorjem, które odbyły się na wiosnę, jednym z goszczących wykładowców był znany włoski dziennikarz i pisarz Saverio Gaeta. Saverio Gaeta urodził się w 1958 roku w Neapolu. Będąc specjalistą ds. komunikacji społecznej, zaczął pracę jako dziennikarz w neapolitańskim katolickim tygodniku „Nuova Stagione”. Później pracował dla dzienników: „Il Mattino” i „L’Osservatore Romano”, jak i dla miesięcznika „Jesus”. Jest redaktorem naczelnym tygodnika „Famiglia Cristiana” oraz tygodnika „Credere”, współpracuje z Radiem Maryja. Jako autor lub współautor opublikował około 60 książek, biografii, antologii i książek typu wywiad rzeka. Wśród jego najbardziej docenionych dzieł znajdują się biografia papieża Franciszka, św. Teresy, o. Pio, Karola Wojtyły, książka o objawieniach z Tre Montane i wiele innych. Napisał także kilka książek poświęconych Medziugorju, w których stara się przedstawić prawdziwą historię objawień Matki Bożej i dowody n aukowe potwierdzające ich wiarygodność. W tym wywiadzie chcielibyśmy zapoznać naszych czytelników z osiągnięciami tego wyjątkowego człowieka, który walczy i wkłada wiele wysiłku w to, aby racjonalnie, historycznie i naukowo udowodnić tajemnice objawień Matki Bożej.

Panie Gaeta, wiemy o panu, że jest pan aktywnym katolikiem. Czy od zawsze był pan człowiekiem wiary czy jednak był jakiś jeden szczególny moment pana „nawrócenia”?

Moja rodzina od zawsze była katolicka, więc wiara towarzyszyła mi od dzieciństwa. Oczywiście w trakcie dorastania były momenty, w których pojawiały się wątpliwości, ale nigdy nie doświadczyłem prawdziwego kryzysu wiary. Jestem szczęśliwcem, ponieważ miałem okazję poznać wyjątkowych ludzi wiary np. Chiarę Lubich (założycielka i przywódczyni międzynarodowego ruchu „Focolari”) czy ks. Luigiego Guissaniego (założyciel ruchu „Comunione i Liberazione”), fantastycznych biskupów, którzy w pewnych momentach mojego życia pomogli mi wytrwać w wierze katolickiej. W pewnym okresie kusiło mnie, aby zrezygnować z działalności katolickiej i bardziej skoncentrować się działalności społecznej w terenie, więcej pracować jako wolontariusz, bardziej skupić się na aktywizmie, który był związany z partiami politycznymi, a nie z Kościołem. Lecz nie stało się tak dzięki Bogu i spotkaniom z ludźmi wiary, od których usłyszałem: „Podążasz teraz katolicką drogą, ale jeśli znajdziesz coś lepszego i piękniejszego od tego, przyjdź i powiedz mi, a ja będę cię naśladował. Lecz dopóki nie znajdziesz czegoś lepszego niż wiara katolicka, dlaczego tam idziesz?” Właśnie ci ludzie wiary przekonali mnie, że dopóki nie znajdę czegoś bardziej zbawiennego niż katolicyzm, powinienem zostać przy katolickiej wierze, która jest najpiękniejszą rzeczą na ziemi. Jestem co do tego przekonany: Bóg, który został człowiekiem dla nas ludzi, nie istnieje nigdzie indziej. I dlatego zostałem!

Zatem w pana życiu nie istniał żaden konkretny moment, w którym w zaciszu serca spotkał się pan z Bogiem Żywym?

Mogę powiedzieć, że bardziej spotkałem się z Bogiem, zgłębiając materię, dzięki której zobaczyłem, że wiara nie jest tylko czymś abstrakcyjnym, lecz czymś, co można wyjaśnić za pomocą rozumu, na przykład dzięki badaniom i książkom, które pisałem o „cudach”, których doświadczyli ludzie. Badania pomogły mi zrozumieć, że jedynym, który może zmienić te same reguły, które sam ustanowił, dokonując uzdrowień „nie do wyjaśnienia”, jest Bóg. Jedynym, który poprzez objawienia Maryi albo mistyczne objawienia dane pojedynczym osobom może powiedzieć, co wydarzy się w przyszłości, której nie sposób przewidzieć, jest Bóg. Jeśli nie byłoby Boga, te zdarzenia również nie istniałyby. Gdyby nie było Boga, nie istniałoby wszystko wokół nas. Lecz tutaj nie jest mowa o kwestii, czy istnieje jeden Bóg, dla mnie jest ważne, że to jest Bóg Jezusa Chrystusa. I jeśli to Bóg, to może zmienić prawa przyrody, może przewidzieć przyszłość, ale jeszcze więcej: jeśli to jest Bóg Jezusa Chrystusa, wówczas może stać się człowiekiem i narodzić z kobiety – Maryi, która doświadczała tej samej rzeczywistości, co wy – dzisiejsze kobiety. Ona przychodzi do nas dzisiaj, aby odpowiedzieć na nasze potrzeby i pytania, ponieważ ona także je zna, ponieważ sama je miała, ponieważ zna życie. W tym sensie spotkałem Boga, który jest bardziej „racjonalny”, a nie jest tylko „Bogiem wiary”. Badając tę tematykę, przekonałem się, że wiara nie jest tylko ufnością, ale także racjonalna wiarą, i w taki sposób dzięki konkretnym odpowiedziom i faktom staram się pomóc wyjaśnić wątpliwości i pytania, które mają inni ludzie.

Jak dowiedział się pan o Medziugorju i co to miejsce dla pana znaczy?

Poznałem Medziugorje w 2003 roku, towarzyszył mi o. Livio Fanzaga z Radia Maryja, z którym miałem pisać książkę „Medjugorje nel attesa del segno” (Medziugorje w oczekiwaniu na znak). Powiedziałem mu: „Nie znam Medziugorja! Znam inne Maryjne objawienia, o których pisaliśmy w pierwszej książce „La firma de Maria” (Podpis Maryi), ale nie Medziugorje. Dlatego jeśli chcemy mówić o Medziugorju, pojedźmy tam razem”. Poinformował mnie, że planuje wyjazd do Medziugorja, ale pragnie pojechać samodzielnie i sam tego doświadczyć. Wtedy mu powiedziałam: Skoro tak, to jedź sam i napisz tę książkę beze mnie. „W takim razie jedź ze mną” – odpowiedział! Przyjechaliśmy tutaj i zostaliśmy tydzień, poznaliśmy osoby ważne dla medziugorskich objawień. Wówczas zrozumiałem, że te objawienia są prawdziwe, z uwagi na to, że są w pewien sposób „racjonalne”, to znaczy, że tutaj jest wiele faktów, które mogę badać i racjonalnie wytłumaczyć. To było dla mnie „odkrycie” Medziugorja, dodatkowe potwierdzenie, że nie jest mowa o objawieniach, w które za wszelką cenę należy wierzyć, lecz istnieją konkretne elementy, które pozwalają ufać, że to interwencja Maryi. Interwencja tak długa, ciągła, silna i tak powtarzalna, której najwidoczniej nasze czasy potrzebują. To było dla mnie potwierdzenie ich prawdziwości. Ponieważ dla mnie Medziugorje nie jest celem. Celem jest dla mnie moja parafia. Przyjeżdżam tutaj, odnawiam się i przekonuję się co do wiarygodności mojej katolickiej wiary, ale potem wracam do mojej parafii i tam codziennie żyję wiarą.

Jeśli się tak nie żyje, to traci się prawdziwy sens Medziugorja. A sens jest właśnie taki – przeżywać głębiej rzeczywistość wiary, którą się nam tutaj oferuje, a potem wrócić do codziennego życia. Zwiastować to naszym przyjaciołom.

Jest pan autorem mi.in. książki „Medziugorje to wszystko prawda”. To był rezultat śledztwa dziennikarskiego, książka zawierała świadectwa i dowody dokumentujące prawdziwość objawień Królowej Pokoju. Jak doszło do tego, że zdecydował się pan zgłębiać tematykę Medziugorja?

Napisałem tę książkę, ponieważ niestety nikt inny jej nie napisał. Gdyby ją ktoś inny napisał, chętnie bym ją przeczytał. Potem napisałem drugą książkę „L’ultima profezia. La vera storia do Medjugorje” (polski tytuł: Medjugorie. Prawdziwa historia), w której przeanalizowałem dokładnie pierwsze dziesięć dni objawień – pragnąc odpowiedzieć na zarzuty i krytykę osób wątpiących, dotyczącą właśnie tych pierwszych dziesięciu dni. Istnieją racjonalne, konkretne odpowiedzi na te zarzuty i można je odnaleźć w archiwach i wypowiedziach uczestników tych wydarzeń. Pragnąłem udzielić zadowalających odpowiedzi na pytania, które są czasami słusznie zadawane, ponieważ wielokrotnie mowa o jakiejś niezrozumianej albo niejasnej wypowiedzi, którą można interpretować na różne sposoby. Zdarza się też, że przypisuje się Matce Bożej słowa, których nigdy nie wypowiedziała albo nie przytacza się słów, które rzeczywiście wypowiedziała. Podtrzymuję swoje stanowisko: „Możesz wierzyć lub nie w objawienia Matki Bożej, ale jeśli cytujesz jakieś Jej słowa, wówczas to muszą być słowa, które faktycznie powiedziała, a nie takie, które ktoś wymyślił albo gdzieś je znalazł”. W taki sposób wyciągnięto wiele wniosków na podstawie całkiem źle przytoczonych faktów. Tym się właśnie zajmuję, powoli odnajduję odpowiedzi na różne głosy krytyki skierowane wobec objawień Matki Bożej. Wszystko to zapisuję i zamierzam opublikować jeszcze jedną książkę. Na razie to są materiały w postaci artykułów albo konferencji, które tutaj na tych rekolekcjach wygłosiłem. Pragnę dostarczyć argumentów, abyśmy się mogli bronić przed oskarżeniami, z którymi spotykają się osoby szerzące orędzia Matki Bożej.

Dlaczego pańska książka jest ważna? O. Livio podkreśla dwie rzeczy: historyczną dokumentację i dowody naukowe, co pan o tym sądzi?

Uważam, że są dwa problemy związane z Medziugorjem. Jedną kwestią jest to, żeby udało się opowiedzieć prawdziwą historię bez dodawania ani zniekształceń, nieprecyzyjnych informacji, ponieważ upłynęło wiele czasu i możliwe, że nie wszystko się pamięta albo coś zostało zapomniane. Należy odnaleźć fakty, prawdziwe zapisy wydarzeń, które naprawdę miały miejsce w tych pierwszych dniach. To jest właśnie moja praca, zadanie, które sobie wybrałem jako dziennikarz, historyk i naukowiec. Druga kwestia to pokazać, że te objawienia właśnie dzięki swojej „powtarzalności” umożliwiają naukowcom, aby je badali. Ponieważ wszystkie inne objawienia nie miały tego „dokładnego czasu” objawień. I choć wiele osób to krytykuje, właśnie ten „dokładny czas” objawień umożliwia nam, aby naukowo do tego podejść.

Co pan dzisiaj sądzi o Medziugorju i widzących?

Misja Medziugorja jest tak długa i złożona, że niemożliwe jest zdefiniowanie jej do końca. Właśnie długi okres trwania objawień jest problemem, ale nie jest problemem, aby uznać objawienia, choć jeszcze trwają. Obserwujemy na świecie coraz więcej przypadków, że uznaje się pierwsze dni objawień, a pozostałe pozostawia się do dalszego zbadania. Byłoby zatem możliwe dla Medziugorje, żeby go uznać na podstawie tych pierwszych dziesięciu dni objawień, ponieważ można udowodnić ich wiarygodność. A wszystko pozostałe przyjdzie jako następstwo tego. Tak samo widzący mają za zadanie, żeby dawać świadectwo wyłącznie tego, czego doświadczyli, i w tym są nieomylni, ale gdyby zaczęli objaśniać albo interpretować, zwiększyłoby się ryzyko, że przedstawią jakieś błędne interpretacje. Tak jak powiedziała św. Bernadetta: „Moim zadaniem jest dawać świadectwo tego, co zostało mi powiedziane. Wyjaśnienie tego wszystkiego pozostawiam innym”. (tłumaczenie z chorwackiego)

Dzięki swojej pracy miał pan okazję spotykać się z Ojcem Świętym. Czy wie pan, co myślał o Medziugorju św. Jan Paweł II, a co uważa obecny papież Franciszek?

Po śmierci Jana Pawła II odkryliśmy wśród jego rzeczy listy i pocztówki z Medziugorja, które przysyłali mu jego polscy przyjaciele. Ze świadectw jego bliskich przyjaciół wynika, że był osobiście przekonany co do wiarygodności medziugorskiej rzeczywistości. On był Maryjnym papieżem obdarzonym mistycznym darami i miał mistyczne doświadczenia, więc znał wszystkie te rzeczywistości. Lecz z uwagi na to, że był papieżem, wolał raczej, aby ocenili to wszystko jego następcy.

Papież Franciszek swoje zdanie przedstawił wielokrotnie, choć nie całkowicie w zgodzie z tym, co rzeczywiście dzieje się w Medziugorju. Czasami nawet wbrew faktom, jak wtedy, gdy wracając z Fatimy oświadczył, że objawienia nie mogą być „umówione”, podczas gdy w Lourdes i Fatimie, Matka Boża prosiła widzących o spotkania w kolejnych dniach i miesiącach, Papież Franciszek jest także Maryjnym księdzem, choć jego duchowość jest latynoamerykańska, trochę inna niż nasza, więc może nie „czuje” wszystkich aspektów naszej „europejskiej” duchowości, względnie nie uważa ich za swoje. Lecz wiem, że zgłębia raport komisji kardynała Ruiniego, więc z pewnością dojdzie do swoich wniosków i kiedy będzie to uważał za stosowne, przedstawi je. Z pewnością papież Franciszek jest papieżem, który jest zdolny do podjęcia decyzji, więc kiedy uzna, że nadszedł czas, z pewnością będzie zdolny do przedstawienia tej decyzji opinii publicznej.

Jak pan sądzi, jaka jest rola Medziugorja we współczesnym świecie i Kościele?

Według mnie Medziugorje jest dzisiaj ważne dla tych osób, które nie do końca pojęły piękno, znaczenie i pełnię wiary we własnym życiu. Gdy tu przyjeżdżają, mają okazję to odkryć. Medziugorje jest dla mnie jak stacja benzynowa. Na stację się jedzie, tankuje, a potem nie parkuje się auta i nie idzie dalej na piechotę, lecz wsiada się do auta i jedzie dalej. Tak samo jest z Medziugorjem. Tutaj się przyjeżdża, żeby napełnić się wiarą, a potem żyć dalej w miejscach, w którym umieścił cię Bóg: w pracy, rodzinie i tam masz dawać świadectwo tego, z czym się tutaj spotkałeś. To jest według mnie zadanie Medziugorja. Aby nam przypominało prawdy naszej wiary. I aby nam przypominało, że Matka Boża jest tutaj nie jako cel, lecz jako drogowskaz wskazujący na Jezusa Chrystusa.

Jak postrzega pan swój apostolat laika katolika aktywnego w Kościele?

Jako współczesny laik katolik czuję się odpowiedzialny za to, aby dawać świadectwo moim współbraciom, którzy mają różne powołania, na przykład zakonne. Ważne, by katolicyzm cenił każde doświadczenie. Każdy z nas ma swoje zadanie i odpowiedzialność w Kościele. Nie musi być tak, że ksiądz robi wszystko, a świecki tylko biernie przyjmuje. Jest wręcz przeciwnie, wiele rzeczy w parafii może zrobić właśnie osoba świecka, może pomóc, dać świadectwo, ale oczywiście najpierw musi to racjonalnie wytłumaczyć. Świeccy przyjeżdzający do Medziugorja właśnie poprzez swoje życie, swoją wiedzę, które potrafią racjonalnie wyjaśnić, mogą być prawdziwymi świadkami i pomocą dla księży w szerzeniu medziugorskich orędzi.

Paula Tomić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry