Moja Wielkanoc

Zdarzyło się to ponad dziesięć lat temu. Pewna osoba mnie zraniła. Kiedy teraz do tego wracam, to nie była jakaś straszna rzecz, ale byłem tym zdarzeniem wyjątkowo poruszony. Pojawił się we mnie gniew i lawina negatywnych myśli dotyczących tej osoby. Gniew narastał i wpływał na mój negatywny nastrój.

Pewnego dnia czytając tekst o. Slavka Barbaricia napotkałem na radę, której udzieliła Matka Boża: „Módlcie się o miłość do osoby, która was zraniła, aż ujrzycie to, co jest w niej dobre”.

W pierwszym odruchu zdziwiło mnie to: jak mam się modlić o miłość do kogoś kto mnie zranił?! Pojawił się we mnie opór, wydawało mi to nienaturalnie. Lecz sam sobie przekonałem: pragnę spróbować właśnie tak się modlić, ponieważ Matka Boża tak powiedziała. I zacząłem: Jezu daj mi miłość do wspomnianej osoby.

Przez te trzy dni za każdym razem, gdy się modliłem, toczyła się we mnie walka. Tak jakby moje wnętrze było zaatakowane jakimś wirusem. Na przemian pojawiały się we mnie negatywne i pozytywne uczucia. Modlitwa o miłość do tej osoby przywoływała pozytywne myśli i uczucia, ale od razu zastępowały je negatywne. Powody za tym, aby modlić się o miłość, przegrywały z powodami przeciwko takiej modlitwie. Lecz nadal modliłem się o miłość. Nie zrezygnowałem.

Wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy w życiu nie zapomnę. Gdy teraz o tym myślę, nie jest nieistotne podkreślenie tego, że to był trzeci dzień mojej modlitwy. Gdy wysiadłem z samochodu, nagle się zatrzymałem. Osoba, w intencji której się modliłem, pojawiła się przede mną w blasku słońca. Była uśmiechnięta i miła. A we mnie nie było ani śladu negatywnych emocji, ani śladu ciemności. Czułem się, jakbym unosił się nad ziemią. Jakbym uwolnił się od jakiegoś ciężaru i dostał skrzydła. Ogarnęła mnie wyjątkowa radość.

Potem już nic negatywnego nie odczuwałem do tej osoby. Co więcej, czułem miłość i zdecydowałem się ją odwiedzić. To było spotkanie wypełnione szczególną radością.

To jest moje osobiste doświadczenie Wielkanocy. Jakbym wyszedł z jakiegoś grobu. Jakbym się uwolnił z łańcuchów, którymi byłem skuty. Doświadczyłem prawdziwego wyjścia z ciemności do światła.

Od tamtej pory Wielkanoc jest dla mnie dużo bliższym świętem. W jakiś sposób jest dla mnie bardziej zrozumiałe doświadczenie Marii Magdaleny, kiedy znalazła się przed wejściem do grobu Jezusa jak i doświadczenie otwarcia oczu dwóm uczniom w drodze do Emaus.

Drogi przyjacielu, zastanów się i przypomnij sobie, może ty też masz podobne doświadczenie Wielkanocy?

o. Marinko Šakota OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 15)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry