Moje serce zwycięży

„Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”.
– fragment Dziejów Apostolskich (Dz 5,38-39)

MOŻECIE SOBIE WYOBRAZIĆ, że dla kogoś, kto widzi Matkę Bożą, niemożliwe jest, by być pod wrażeniem spotkania z kimkolwiek innym, ale w lipcu 1987 roku spotkałam żyjącego świętego. To spotkanie zostawiło we mnie trwały ślad.

Pojechałam do Rzymu na zaproszenie pewnego włoskiego księdza. Pobyt we Włoszech sam w sobie już był cudem. Historia Włoch jest fascynująca – z łatwością wyobrażałam sobie gladiatorów walczących w Koloseum i cesarzy zwracających się do swoich poddanych na Forum Romanum. Lecz w Wiecznym Mieście największe wrażenie zrobiły na mnie liczne święte miejsca. Odkrywanie starych chrześcijańskich katakumb napełniało mnie uczuciem wdzięczności za wytrwałość i odwagę najwcześniejszych wyznawców mojej wiary. Zwiedzanie Kaplicy Sykstyńskiej i bazylik o wysokich sklepieniach, jak np. Bazylika Matki Bożej Większej, dało mi okazję, by zobaczyć niewiarygodne osiągnięcia ludzi wiary. Modlitwa na grobach świętych i męczenników – a w końcu sam pobyt w miejscu, gdzie tylu ludzi przede mną żyło i umierało – natchnęło mnie do rozważania tego, że Matka Boża cały czas przypomina nam o tym, że nasze życie na ziemi jest krótkie.

Bycie pielgrzymem w obcym kraju umożliwiło mi także nowe spojrzenie na doświadczenia pielgrzymów przyjeżdżających do Medziugorja. Kiedy już pomyślałam, że moja podróż nie może być lepsza, przyłączyliśmy się do grupy chorwackiej młodzieży, która szła na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II w Watykanie. To była środa 22 lipca 1987 roku.

Tego ranka kiedy dotarliśmy na miejsce, pierwsze promienie słońca właśnie przebijały się do ogromnej kopuły Bazyliki św. Piotra. To, że przyszliśmy wcześnie, umożliwiło nam zajęcie pierwszych rzędów w czasie audiencji papieża, która miała się odbyć na Placu św. Piotra. Wkrótce zaczęły przybywać tysiące innych pielgrzymów.

Kiedy papież wyszedł i chodził między ludźmi, udzielając im błogosławieństwa, tłumy były szczęśliwe. Gdy przechodził obok naszej grupy, położył rękę na mojej głowie i pobłogosławił mnie. Błogosławieństwo skończyło się, zanim sobie to uświadomiłam. Stałam tam z uśmiechem na twarzy, zachwycona, że po raz pierwszy w życiu otrzymałam błogosławieństwo od papieża. Lecz kiedy papież ruszył dalej, włoski ksiądz, który był ze mną, poinformował go:

– Ojcze Święty, to jest Mirjana z Medziugorja!

Papież zatrzymał się, zawrócił i podszedł do mnie, by ponownie udzielić mi błogosławieństwa. Zadrżałam. Wydawało mi się, że jego tętniące życiem, niebieskie oczy przenikają prosto do mojej duszy. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, pochyliłam głowę i poczułam ciepło jego błogosławieństwa. Kiedy ponownie odszedł, odwróciłam się do mojego znajomego włoskiego księdza i zażartowałam:

– On tylko uważa, że potrzebuję podwójnego błogosławieństwa.

Oboje się zaśmialiśmy.

Później tego popołudnia, po powrocie do hotelu, w którym byłam zakwaterowana – jeszcze ciągle zaskoczona tym wydarzeniem – doznałam szoku, kiedy otrzymałam osobiste zaproszenie od papieża. Prosił mnie, żebym przyjechała na spotkanie z nim sam na sam następnego ranka do Castel Gandolfo. Byłam tak podekscytowana, że tej nocy niemal nie zmrużyłam oka. Jakie będzie to nasze spotkanie? Co powiem? Przychodziły mi do głowy różne pytania, na chwilę się uspokajałam, a potem znowu przypomniałam sobie: jutro będę z papieżem! I tak to trwało przez całą noc.

Następnego dnia przyjechałam do Castel Gandolfo tuż przed naszym umówionym spotkaniem o 8 rano. Ten pałac, oddalony około 20 km na południowy wschód od Rzymu, już od lat służył jako letnia rezydencja papieży. Usytuowany na przestronnym wzgórzu, otoczony ogrodami i gajami oliwnym papieski pałac miał widok na jezioro Albano, którego wody było niebieskie i tak samo zapadały w pamięć, jak oczy Jana Pawła II.

Mężczyzna w garniturze zaprowadził mnie do ogrodu. Kiedy zobaczyłam Ojca Świętego, który na mnie czekał, natychmiast zaczęłam płakać. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Jego spojrzenie było pełne ciepła i miłości, poczułam, że znajduję się w obecności świętego człowieka – prawdziwego syna Przenajświętszej Matki. Wtedy już umiałam dojrzeć coś wyjątkowego w oczach ludzi, którzy kochali Matkę Bożą, jakąś łagodność, którą tylko Matka Boża może dać. Widziałam to w papieżu Janie Pawle II mocniej niż w kimkolwiek innym.

Papież poprosił mnie, żebym usiadła koło niego. Musiałam przekonywać sama siebie, że to nie jest sen. Zawsze myślałam, że spotkanie z papieżem jest czymś nieosiągalnym dla nieznanej osoby jak ja, a jednak jestem tutaj przy nim. Chciałam się z nim przywitać, ale byłam zbyt zdenerwowana, by wymyślić jakieś sensowne zdanie.

Papież troskliwie uścisnął mi rękę.

– Dzień dobry – powiedział.

Nie mogłam go zrozumieć. Czy byłam tak bardzo podekscytowana, że mój słuch robił sobie ze mnie żarty? Czy doszło do zwarcia w mojej głowie?

– Dziękuję za przybycie – mówił dalej.

Czułam się zawstydzona: spotkałam się z papieżem – to była okazja, którą otrzymuje się w darze raz w życiu – a nie mam pojęcia, co on mówi. Jego słowa brzmiały podobnie do chorwackich słów, ale nie byłam w stanie ich odszyfrować. Wkrótce zrozumiałam, że mówi po polsku. Słowiańskie języki, niczym chorwacki i polski, mają wiele wspólnych słów, a on chciał sprawdzić, czy możemy się komunikować w naszych ojczystych językach. Niestety, to się nie udało, ale przypomniałam sobie, że istnieje jeden język, który oboje znamy.

– Santo Padre [Ojcze Święty] – spróbowałam. – Posssiamo parlare italiano? [Czy możemy rozmawiać po włosku?]

Uśmiechnął się i kiwnął głową na znak potwierdzenia.

– Si. Bene, Mirjana, bene. [Tak. W porządku, Mirjano, w porządku.]

Rozmawialiśmy o wielu rzeczach – niektórymi mogę się z wami podzielić, niektórymi zaś nie – już po chwili czułam się całkiem swobodnie w jego obecności. Mówił z taką miłością, że mogłabym z nim rozmawiać godzinami.

– Proszę cię, poproś pielgrzymów w Medziugorju, żeby modlili się w moich intencjach – poprosił.

– Tak zrobię, Ojcze Święty – zapewniłam go.

– Wiem wszystko o Medziugorju. Śledzę te orędzia od początku. Proszę cię, powiedz mi, jak się czujesz, kiedy objawia się Matka Boża?

Papież uważnie słuchał, gdy opisywałam mu, co przeżywam w czasie objawień. Czasami się uśmiechał i delikatnie kiwał głową.

– A kiedy Ona odchodzi – kończyłam moją wypowiedź – odczuwam ból i mogę myśleć tylko o tym, kiedy ponownie Ją zobaczę.

Papież nachylił się w moją stronę i oświadczył:

– Chrońcie Medziugorje, Mirjano. Medziugorje jest nadzieją dla całego świata.

Słowa papieża wydawały mi się swojego rodzaju potwierdzeniem ważności tych objawień i mojej wielkiej odpowiedzialności jako widzącej. Byłam zaskoczona przekonaniem, które można było usłyszeć w głosie papieża, jak i tym, jak błyszczały mu oczy za każdym razem, kiedy wypowiadał słowo Medziugorje. Świetnie wypowiadał nazwę tej parafii, podczas gdy cudzoziemcy mieli zazwyczaj problem z wymową tego słowa.

– Ojcze Święty – wyznałam – pragnęłabym, aby Ojciec mógł zobaczyć wszystkich ludzi, którzy tam jadą i modlą się.

Papież łagodnie odwrócił głowę i popatrzył w stronę wschodu, w zamyśleniu westchnął:

– Gdybym nie był papieżem – stwierdził – już dawno byłbym w Medziugorju.

Nigdy nie zapomnę miłości, którą promieniował Ojciec Święty. To, co czułam w jego obecności, jest podobne do tego, co odczuwam kiedy jestem z Matką Bożą i gdy patrzyłam w jego oczy, było niemal tak, jakbym patrzyła w Jej oczy. Potem pewien ksiądz mi powiedział, że papież od samego początku był zainteresowany Medziugorjem, ponieważ bezpośrednio przed początkiem objawień w Medziugorju, modlił się do Matki Bożej, aby ponownie objawiła się na ziemi.

– Nie mogę sam, Matko – modlił się. – W Jugosławii, Czechosłowacji, w Polsce i w tylu innych komunistycznych krajach ludzie nie mogą swobodnie wyznawać swojej wiary. Potrzebuję Twojej pomocy, ukochana Matko.

Zgodnie ze słowami tego księdza, gdy papież usłyszał, że Matka Boża objawiła się w jakiejś małej wiosce w komunistycznym kraju, natychmiast pomyślał, że Medziugorje musi być odpowiedzią na jego modlitwy.

Głęboka miłość Ojca Świętego do Matki Bożej sięga jego dzieciństwa. Karol Wojtyła miał zaledwie 9 lat, kiedy zmarła mu matka. Jego ojciec zaprowadził go do sanktuarium maryjnego w pobliżu ich miejsca zamieszkania w Polsce. Gdy stali przed figurą Maryi Panny powiedział mu: „Oto teraz, gdy zabrakło ziemskiej matki, Matka Niebieska będzie twoją czułą opiekunką chroniącą cię przed złem tego świata”.

Wiara prowadziła Karola w okresie cierpień i prześladowań. Kiedy naziści zaatakowali Polskę, zdecydował się potajemnie wstąpić do seminarium, wiedząc, że zostanie aresztowany albo zabity, jeśli go złapią. Wojna się skończyła, a on został wyświęcony na księdza w święto Wszystkich Świętych, 1 listopada 1946 roku.

Życie księdza w Krakowie po wojnie było trudne i niebezpieczne – władzę w Polsce przejęli komuniści. Rozumiałam życie osoby wierzącej w ateistycznym reżimie.

Wojtyła był wyjątkowo oddany młodzieży i często prowadził ją na wycieczki w góry, gdzie wspólnie modlili się, celebrowali Mszę świętą i rozmawiali o swojej wierze daleko od czujnych oczu władz. By go chronić przed komunistami, jego uczniowie zaczęli nazywać go wujkiem. Gdy Chorwaci byli pod turecką władzą, to z tego samego powodu, swoich księży też nazywali wujkami.

Odkąd Wojtyła został księdzem, jego uwielbienie dla Matki Bożej było coraz większe.

„O ile dawniej byłem przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa, to w tym okresie zacząłem rozumieć, że również Chrystus prowadzi nas do swojej Matki. Można nawet powiedzieć, że właśnie tak, jak Chrystus na Kalwarii wskazał na swoją Matkę uczniowi Janowi, tak samo wskazuje Ją każdemu, który stara się Go poznać i pokochać”.

Jeden z bliskich przyjaciół papieża odkrył później, że Wojtyła w 1947 roku odwiedził o. Pio. Słynny stygmatyk i mistyk wyspowiadał tego młodego księdza i zapowiedział mu: „Pewnego dnia osiągniesz najwyższą pozycję w Kościele”. [tłumaczenie z chorwackiego]

Kiedy Wojtyła został kardynałem, założył, że przepowiednia o. Pio właśnie się spełniła. Tymczasem Bóg miał dla niego jeszcze większe plany. Został wybrany na papieża w 1978 roku jako pierwszy nie-Włoch, który zasiadł na stolicy Piotrowej od 455 lat. Zwracając się po raz pierwszy do zgromadzonych, z balkonu nad placem św. Piotra, papież Jan Paweł II oświadczył: „Obawiałem się przyjąć ten wybór, ale uczyniłem to w duchu posłuszeństwa względem naszego Pana Jezusa Chrystusa i z całkowitą ufnością względem Jego Matki, Najświętszej Maryi Panny”.

Dewiza papieża brzmiała „Totus Tuus” – po łacinie „Cały Twój”, ale była to także zapowiedź jego całkowitego oddania się Matce Niebieskiej. Zaledwie na miesiąc przed moim spotkaniem z nim, Jan Paweł II oficjalnie zapowiedział, że rok 1987/1988 będzie Rokiem Maryjnym, mówiąc: „O Maryjo, pragniemy, abyś świeciła na horyzoncie naszych czasów, podczas gdy my przygotowujemy się do trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa”. [tłumaczenie z chorwackiego]

Mirjana Soldo

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry