Największy Boży dar dla Kościoła

O. Mateo Mario jest członkiem wspólnoty „Uczniowie Jezusa dla chwały Ojca” w Sao Paolo w Brazylii. Zanim stał się księdzem, ukończył studia chemiczne i przez kilka lat pracował w fabryce, miał dobrą pensję i żył jak sam mówi: zgodnie z regułami tego świata. I choć był wychowany w chrześcijańskiej rodzinie, w tamtym czasie nie chodził często do kościoła. Wszystko zmieniło jedno przypadkowe spotkanie z Pismem Świętym.

O. Mateo, czy to jest Ojca pierwsza pielgrzymka do Medziugorja?

Po raz pierwszy przyjechałem do Medziugorja w 2002 roku kiedy jeszcze byłem w nowicjacie. Wtedy zatrzymałem się tutaj na pół roku. Pracowałem i modliłem się, pierwsze 3 miesiące spędziłem we wspólnocie Cenacolo, a kolejne 3 w wiosce. Moi koledzy i ja ostatnie 3 miesiące pobytu wykorzystaliśmy na poznawanie życia parafii i duchowości tego miejsca. Wówczas było dla nas ważne, żeby zapoznać się z tym, czego Matka Boża od nas pragnie i móc to zawieźć do Brazylii. Wspólnota, do której należę, jest owocem Medziugorja.

Założycielem wspólnoty „Uczniowie Jezusa dla chwały Ojca” jest o. Eugenio. Pewnego razu z mnóstwem pielgrzymów był na objawieniu u widzącej Vicki, która po zakończeniu objawienia odwróciła się i spytała: „Kim jest o. Eugenio z Brazylii?” O. Eugenio się nie zgłosił, ale po kilku dniach poszedł do jej domu i spytał: „Czy zgłosił się do Pani o. Eugenio z Brazylii?” Vicka na to odpowiedziała: „Nie, nie zgłosił się, ale to jest właśnie Pan”. Później spytał, dlaczego go szukała, czego od niego chce. „Ja nie chcę nic, ale Matka Boża pragnie, aby Ojciec założył w Brazylii wspólnotę modlitewną, która będzie się troszczyć o dzieci i młodzież oraz będzie żyć według Jej orędzi”. Kiedy o. Eugenio wrócił do ojczyzny, opowiedział swojemu biskupowi, jakie życzenie ma Matka Boża, na co biskup odparł, że będzie się w tej intencji modlił przez rok i zobaczy, jakie będą rezultaty. Po upływie roku biskup wezwał go do siebie i polecił, żeby z posłuszeństwa Bogu i z pokory wobec Kościoła zaczął zakładać wspólnotę, o którą prosiła Matka Boża. Wspólnota powstała w najuboższej dzielnicy Sao Paulo, gdzie żyło najwięcej rozbitych rodzin, najwięcej dzieci i młodzieży.

Kiedy poczułem powołanie zakonne i kapłańskie, wstąpiłem do tej wspólnoty w 1999 roku. Oczywiście, zanim to zrobiłem, odwiedziłem kilka wspólnot zakonnych, ale w końcu zdecydowałem się wstąpić do tej, ponieważ wydawało mi się, że najbardziej się tutaj spełnię. Już w 2002 roku było pięciu nowicjuszy. Ponieważ wspólnota jest owocem Medziugorja, tego samego roku zostaliśmy tam wysłani, żeby poznać medziugorską duchowość.

Jak się Ojciec dowiedział o objawieniach Królowej Pokoju i jak Ojciec trafił do wspólnoty o. Eugenia?

Gdy szukałem swojej drogi zakonnej, tak jak powiedziałem, odwiedziłem różne wspólnoty, uczestniczyłem także w spotkaniach modlitewnych wspólnoty charyzmatycznej Rinovamento w Sao Paolo, w której usłyszałem o objawieniach. Do tej pory nic nie wiedziałem ani o objawieniach Królowej Pokoju, ani o Medziugorju, ale informacja, że Matka Boża objawia się każdego dnia, wypełniła moje serce i dlatego wstąpiłem do wspólnoty, która żyje według Jej orędzi i szerzy je.

Jak zareagowała Ojca rodzina i koledzy z pracy?

Moja decyzja była dla nich czymś nie do pojęcia. Nikt nie rozumiał, co się we mnie zmieniło, szczególnie, że wtedy, gdy pracowałem, nie chodziłem często do kościoła, chociaż urodziłem się i byłem wychowany w rodzinie katolickiej. W fabryce bardzo się zdziwili, bo za dwa miesiące miałem zostać szefem laboratorium. Kiedy poinformowałem kolegów o mojej decyzji, wszyscy w jakiś sposób się zmienili. Nie padały już wulgarne słowa, a każdego dnia w południe przerywaliśmy pracę i wspólnie się modliliśmy. Wszyscy szanowali moją decyzję.

Jak i w którym momencie poczuł Ojciec powołanie kapłańskie?

To jest trudne do wyjaśnienia, ale wszystko zaczęło się od spotkania z Pismem Świętym. Pewnego razu z kolegą ateistą jechałam na rowerze do pobliskiej fabryki, gdzie szukali inżynierów do pracy. Wtedy mój przyjaciel zaproponował mi, żebyśmy zjedli obiad w pewnej restauracji, ale powiedziałem mu, że zjemy obiad u mojej mamy, a teraz możemy zjeść hotdoga. Podeszliśmy do stoiska z hotdogami. Na blacie, obok jedzenia leżał Nowy Testament. Przejrzałem go i coś przeczytałem, podziękowałam sprzedawczyni i natychmiast poszedłem kupić Pismo Święte. To był moment, w którym poczułem powołanie kapłańskie. Zostałem wyświęcony 17 czerwca 2006 roku. Tego samego dnia święcenia otrzymali także moi trzej współbracia ze wspólnoty. Dzisiaj we wspólnocie żyje siedmiu księży i wiele młodych osób, które studiują. Członkami naszej wspólnoty są także siostry, które mają osobny dom.

Jaki jest charyzmat waszej wspólnoty?

Naszym podstawowym charyzmatem jest modlitwa. Modlitwa, o którą tak bardzo prosi Matka Boża. To jest, modlitwa sercem i kontemplacja: módl się i pracuj. Dużo pracujemy z dziećmi, głównie z dziećmi z najuboższych rodzin z dzielnic nędzy. Przychodzą do nas całe rodziny, z którymi pracujemy. Dużo czasu spowiadamy, organizujemy rekolekcje…

Jak troszczycie się o dzieci i młodzież?

Brazylia jest krajem dzieci i młodzieży. Niestety, wiele z nich nie ma podstawowych warunków do życia i nauki. Wiele dzieci dorasta bez rodziny. To jest szczególnie widoczne w fawelach – dzielnicach nędzy. Tak samo jest w Sao Paolo. Nasza wspólnota na wiele sposobów troszczy się o dzieci i rodziny. Przede wszystkim o to, żeby dzieci otrzymywały regularne posiłki i książki. Oprócz tego prowadzimy lekcje religii i gromadzimy je na różnych sportowych i innych wydarzeniach, co ratuje je od życia na ulicy. Przez wiele lat organizowaliśmy dla nich pobyt w naszej wspólnocie, ale prawo w Brazylii się zmieniło i dzisiaj już tego nie robimy. Raz w tygodniu przygotowujemy jedzenie dla 500 osób i rozdajemy je tak, żeby mieli co jeść przez cały tydzień.

Czy działacie także poza Sao Paolo?

Nie, skoncentrowaliśmy się na naszym wielomilionowym mieście. I choć zapraszają nas także inni biskupi z Brazylii, abyśmy w ich diecezjach otworzyli nasze domy, jest nas niestety zbyt mało, żeby się tego podjąć. Nie mamy także takich możliwości materialnych.

Jakie było spotkanie z Medziugorjem?

Spotkanie z Medziugorjem jest największym Bożym darem w moim życiu. To są dni, w których poznałem serce Matki, która mnie przyjęła, która mnie kocha. Od mojego pierwszego przyjazdu Matka Boża jest silnie obecna w moim życiu. Czuję, że zostałem wybrany, aby jako ksiądz być narzędziem pokoju, miłosierdzia i modlitwy w życiu innych ludzi.

W Medziugorju zacząłem modlić się sercem, a różaniec stał się fundamentalną częścią mojego życia. Jezus stał się moim bratem i przyjacielem. Właśnie w Medziugorju nauczyłem się, jak ważna dla naszego życia jest adoracja Najświętszego Sakramentu. W Medziugorju w centrum uwagi nie jest Maryja, lecz Jej Syn Jezus.

Jak w swojej wspólnocie w Sao Paolo żyjecie zgodnie z medziugorską duchowością?

Przede wszystkim staramy się żyć zgodnie z orędziami Królowej Pokoju. Pościmy o chlebie i wodzie w każdą środę i piątek, każdego dnia wspólnie odmawiamy cały różaniec, adorujemy Najświętszy Sakrament, w piątki mamy adorację krzyża i oczywiście każdego dnia uczestniczymy we Mszy świętej i czytamy orędzia Matki Bożej.

Czy macie swoją stronę internetową?

Już od wielu lat wykorzystujemy internet do szerzenia orędzi Matki Bożej. Umieszczamy tam orędzia, komentarze do orędzi i rozważania poszczególnych księży z Medziugorja i ze świata. Prezentujemy także inne treści religijne. O tym, jak jesteśmy popularni i akceptowani, świadczy także to, że każdego dnia naszą stronę internetową odwiedza ponad 5000 ludzi. Nasza wspólnota jest centrum pokoju, miejscem, do którego zwracają się ludzie z różnymi potrzebami. Nasz kościół stał się za mały, aby przyjąć wszystkich spragnionych Bożego słowa, więc zaczęliśmy przygotowania do budowy nowego, dużego kościoła, który będzie mógł przyjąć 5000 wiernych. Budowę, z Bożą pomocą, rozpoczniemy w przyszłym roku [wywiad pochodzi z 2013 roku – uwaga redakcji]. Przed kościołem będzie stała dwumetrowa figura Królowej Pokoju.

Czy zabezpieczyliście już pieniądze na budowę kościoła?

Żyjemy we wspólnocie z Bożej Opatrzności i jesteśmy pewni, że zdobędziemy także środki na budowę świątyni Bożej. Szczególnie wielkim wsparciem są dla nas mieszkańcy faweli, w której centrum się znajdujemy. Nasza wyjątkowość tkwi w tym, że nic nie kupujemy, ani jedzenia, ani innych produktów, żyjemy tym, co inni nam dają.

Zanim Ojciec zdecydował się zostać księdzem, był inżynierem chemikiem?

Tak, przez kilka lat pracowałem w fabryce. Przez pewien czas byłem nawet szefem laboratorium. Ta wiedza przydała mi się we wspólnocie, gdzie produkuję kremy z ziół leczniczych. Zaczęło się od tego, że mój współbrat Marco powiedział, że muszę coś zrobić, żeby pomóc finansowo wspólnocie. Na początku zacząłem produkować kosmetyki dla kobiet na bazie czereśni. Potem w trakcie adoracji Najświętszego Sakramentu usłyszałem w sercu głos, że Pan nie jest z tego zadowolony. Głos powiedział mi, że nie jest zadowolony ze mnie, ponieważ moim darem jest leczenie innych, a nie sprawianie, że będą piękniejsi. Pan sprawił, że zobaczyłem we śnie, jak mam produkować kremy z ziół leczniczych rosnących wokół nas, a nie kosmetyki. I wkrótce tak się stało.

Dlaczego porzucił Pan powołanie chemika?

Lubiłem swoją pracę, lecz kiedy poczułem powołanie kapłańskie, przyjąłem je chętnie i z całego serca.

Jakie są według Ojca najważniejsze owoce Medziugorja?

Za każdym razem kiedy przyjeżdżam do Medziugorja i widzę tylu księży, którzy się tutaj modlą, odczuwam w sercu radość nie do opisania. Kilka dni temu spowiadałam pewnego księdza, który przyjechał tu po raz pierwszy. Jego życie było zniszczone. Powiedział mi, że tutaj spotkał swoje prawdziwe powołanie: wezwanie do świętości, i nie chce już więcej grzeszyć. Medziugorje jest największym Bożym darem dla kościoła.

Jak dzisiaj możemy żyć po chrześcijańsku?

Jeśli żyjemy zgodnie z orędziami Matki Bożej, jesteśmy chronieni przed szatanem. Zły pragnie zawładnąć człowiekiem, lecz Duch Święty jest silniejszy. Boża miłość jest wszechmocna i wobec niej, a także Królowej Pokoju szatan nic nie może zrobić.

Co by ksiądz polecił nam – mieszkańcom Medziugorja?

Do Medziugorja zawsze przyjeżdżam, żeby się czegoś nauczyć, ale jeśli jest taka potrzeba, żebym ja wam coś powiedział, to proszę was, żebyście przyjmowali pielgrzymów z miłością. Wielu z nas, którzy tu przyjeżdżamy, ma zranione serce, chce być kochanym. Niedawno spowiadałem pewną Włoszkę, która do konfesjonału weszła bardzo zdenerwowana i oświadczyła, że w ogóle nie wie, po co przyszła. Powiedziała, że przywiozła tu chorą matkę, która często pielgrzymowała do Medziugorja. Kobieta mówiła dalej: „Ci ludzie przyjeżdżają tutaj, modlą się i poszczą, a po powrocie do domu dalej żyją tak jak wcześniej. Co to za wiara?” – pytała zdenerwowana, dodając, że ona nie może już wierzyć. Powiedziałem jej, że każda pielgrzymka w istocie jest początkiem drogi, drogi ku miłości i że każdy z nas od tego zaczyna. Bez tej drogi, której celem jest miłość, nie ma pokoju. I właśnie dlatego, że żyje bez pokoju, w jej sercu panuje piekło. Powiedziałem jej także, że jej serce jest zranione i że musi je otworzyć na Bożą łaskę. Potem rozpłakała się i wyspowiadała. Na koniec płacząc powiedziała: „Ojcze weszłam tutaj jako osoba niewierząca, odchodzę jako chrześcijanka”. Takie spotkania są dla mnie cudami Matki Bożej.

Wielu pielgrzymów płakało w Medziugorju, podobnie jak ta kobieta w konfesjonale. Dlaczego ludzie płaczą?

Myślę, że powód jest taki, że tutaj doświadczamy wielkiej Bożej miłości. W Medziugorju doświadczamy miłosiernej Bożej miłości. Stając się świadomi naszych grzechów, otwieramy się na Boga. Dzisiaj z moją grupą wszedłem na Križevac. Gdy modliliśmy się przed stacjami drogi krzyżowej, czułem, jak dotyka mnie wielka Boża miłość. Przez to uczucie po prostu nie mogłem mówić i całą drogę krzyżową przepłakałem.

Ivan Bor

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 11)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry