Pierwszy krok do pokoju

Przyczyną tego, że nie niesiemy pokoju albo przestaliśmy to robić, jest fakt, że czekamy na innych. Czekamy na to, żeby to inni uczynili pierwszy krok, poprosili o przebaczenie, przeprosili, wyciągnęli do nas rękę na zgodę. A oni? Oni także prawdopodobnie czekają na nas. I w taki sposób wszystko pozostaje bez zmian z powodu biernej postawy obu stron.

Postawa Matki Bożej jest zupełnie inna: „Bądźcie tymi, którzy się nawrócą i którzy swoim życiem będą dawać świadectwo, kochać, przebaczać” (orędzie z 25 sierpnia 2008 roku).

Te słowa Matki Bożej nie są niczym innym jak tylko wyjaśnieniem słów Jezusa: „Wy jesteście solą dla ziemi […] Wy jesteście światłem świata”. (Mt 5,13,14)

My, a nie inni ludzie! Ja, a nie inny człowiek! To jest istota chrześcijaństwa. „W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie!” (Rz 12,10) – powiedział Paweł. Chrześcijanin jest tym, który wyprzedza innych w niesieniu pokoju. „Osoba niosąca pokój musi być aktywna, w przeciwnym wypadku nie niesie pokoju. Nie jest dopuszczalne, aby chrześcijanin czekał, aż inni ludzie, z którymi jest w jakikolwiek sposób w kontakcie, uczynią pierwszy krok. Kiedy popadniemy z kimś konflikt, trudno jest przebaczyć, ale także prosić o przebaczenie. Kiedy usłyszymy, że Maryja modli się i wstawia za nami, łatwiej zdecydujemy się na modlitwę, zrozumiemy, że nie możemy biernie patrzeć na brak pokoju i osądzać tych, którym brakuje pokoju. Musimy proponować pokój” (o. Slavko Barbarić).

Jak i gdzie zacząć?

„Z pewnością nie możemy zacząć w sercu innego człowieka, możemy zacząć tylko od naszego serca” (o. Slavko Barbarić).

Co się dzieje, kiedy czekamy na innych, żeby się zmienili i zrobili pierwszy krok oraz co się dzieje, kiedy nie czekamy na innych, ale to my jesteśmy tymi, którzy się zmieniają – przedstawię to, korzystając z własnych doświadczeń.

Z przyjacielem wybraliśmy się na pobliską górę. Było zimno. Chodziliśmy po śniegu. Ziemia, po której stąpaliśmy, była zamarznięta. Rozmawialiśmy o jakichś życiowych doświadczeniach. Wspomnieliśmy także niektóre osoby z naszych rodzin, naszych przyjaciół i znajomych…

Przyjaciel opowiedział o swoim własnym doświadczeniu, o tym jak bardzo się zdziwił kiedy w człowieku, który jest mu bliski, odkrył zmiany. Zauważył, że już nie jest tą samą osobą. Miał z tą osobą dobrą relację, ale coś się popsuło. „Czułem” – mówił „że ta osoba coraz bardziej się oddala. Nie było już bliskości. Nasze relacje się ochłodziły. On nie przychodzi do mnie, nie pozdrawia mnie. Gdy spotkaliśmy się pewnego razu, zdenerwowany oskarżył mnie o coś, co nie było prawdą. Czułem, że wszystko to prowadzi do konfliktu nie tylko między nami, ale także między naszymi rodzinami, ponieważ jego żona zaczęła się zachowywać tak jak on”.

Szliśmy dalej, a przyjaciel mówił: „W takiej sytuacji zrodziło się we mnie pytanie: co mam robić? Czy ja też mam się od niego oddalić? Czy mam to wszystko opowiedzieć mojej żonie, żeby nasza rodzina oddaliła się od jego rodziny? Znajdywałem coraz więcej powodów usprawiedliwiających postawę, że ja też powinienem się zachowywać tak samo w stosunku do niego i jego rodziny. To była wielka pokusa”.

„I co zrobiłeś? Jak dzisiaj wygląda sytuacja? – spytałem. „Dobrze, bardzo dobrze” – odpowiedział. „Nasze relacje są teraz znów wspaniałe! Rozmawiamy tak, jak kiedyś dawno temu. Już nie ma żadnych problemów”.

„Jak się ten problem rozwiązał? Co się wydarzyło?” – byłem ciekawy. Po kilku krokach i krótkim namyśle opowiedział mi ciąg dalszy: „Widzisz, sytuacja, którą ci opisałem, jest podobna do tej, w której się teraz znajdujemy. Chodzimy po śniegu, jest zimno i wszystko jest zamarznięte. Jak myślisz, co by było, gdyby zaraz zaczął wiać zimny północny wiatr bora? Co by wtedy było?” Odpowiedziałem: „Byłoby jeszcze zimniej. Mróz by się nasilił”.

„A co by było, gdyby pojawiło się słońce?” – pytał dalej przyjaciel. „Co by się wtedy wydarzyło?” „Byłoby cieplej” – odpowiedziałem. „Mogłoby być zimno” – mówił dalej „ale słońce powoli zaczęłoby topić lód”.

Obraz, który wykorzystał, od razu mi się spodobał. Gdy szliśmy dalej, przyjaciel myślał na głos: „Zrozumiałem, że nic nie mogłem zmienić, kiedy zauważyłem, że ta wspomniana osoba się oddala. Próbowałem podejść, porozmawiać, ale nie dawało to rezultatów. Ta osoba coraz bardziej się oddalała, a relacje między nami stawały się coraz bardziej lodowate. Tak, lód nie istnieje tylko w przyrodzie. Także my ludzie możemy zamienić się w lód. Taka była ta osoba, ale ja także w sobie coraz bardziej odczuwałem, że zamieniam się w lód. Rozum i uczucia mnie atakowały i szeptały: ty także oddal się od niego! Pewnego razu pojawiła się myśl: pomimo tego, że on jest taki, ja jednak mam wybór. Ta osoba jest oziębła. Jeśli ja dalej będę szedł w tę samą stronę, jeśli ja także stanę się oziębły, nasze relacje staną się jeszcze chłodniejsze”.

Szliśmy, patrząc przed siebie i krocząc po śniegu. „Zrozumiałem, że jeśli zdecyduję się być jak zimny wiatr, będzie jeszcze zimniej. Nasze relacje będą lodowate. Coraz bardziej będziemy się od siebie oddalać”.

„Kluczowe było” – mówił dalej przyjaciel „kiedy zrozumiałem, że na przekór wszystkiemu mam wybór, że nie muszę się zachowywać tak jak on zachowuje się w stosunku do mnie. Podobnie jest ze słońcem, które teraz świeci. I choć w zimie jego ciepło nie jest tak silne jak w lecie czy na wiosnę, ono jednak działa. Lód powolutku topnieje. Przyjacielu, zdecydowałem się być jak słońce. I wydarzyła się zmiana. Ale nie tylko we mnie. Ta osoba także zaczęła się zmieniać. Także w niej zaczął topnieć lód”.

„Jak doszło do tej zmiany? Co zrobiłeś?” – spytałem go. „Poszedłem do niego” – odpowiedział przyjaciel „tak jakby się zupełnie nic między nami nie zepsuło, i zaprosiłem go na kolację do mojego domu”.

„Czy przyjął twoje zaproszenie? – z zainteresowaniem spytałem czekając na to, co było dalej. „Tak. Najpierw się zdziwił, że przyszedłem do niego, ponieważ już od jakiegoś czasu w ogóle nie rozmawialiśmy, ani się nie witaliśmy. A potem kiedy zaprosiłem go z żoną i dziećmi na kolację, wszystko zaczęło się zmieniać”.

„To doświadczenie” – mówił dalej przyjaciel „przyniosło mi najważniejsze odkrycie: to ja, a nie inny człowiek, jestem wezwany do tego, żeby uczynić pierwszy krok. Nie mam czekać, aby druga strona stopiła lód, lecz to ja mam być słońcem”.

Ta historia i obrazy, które wykorzystał mój przyjaciel, przypomniała mi o słowach Matki Bożej: „Wzywam was znowu do modlitwy sercem. Jeśli, drogie dzieci, modlicie się sercem, stopnieje lód w sercach waszych braci i znikną wszelkie przeszkody. Nawrócenie będzie łatwe dla wszystkich, którzy będą chcieli je przyjąć. To jest dar, który musicie wymodlić dla swojego bliźniego” (orędzie z 23 stycznia 1986 roku).

—–

Chłopiec odwiedził dziadka. Znalazł żółwia, zaczął go obserwować i podziwiać. Wtedy żółw schował się do swojej skorupy i chłopiec nadaremnie próbował go namówić, żeby z niej wyszedł. Dziadek, który się temu wszystkiemu przyglądał, powstrzymał go przed dalszym znęcaniem się nad zwierzęciem. „To jest błędne podejście. Chodź, pokażę ci, jak to się robi” – powiedział i zabrał żółwia do domu, żeby się ogrzał. Po kilku minutach, kiedy się ogrzał, żółw wyciągnął ze skorupy głowę i nogi i zaczął iść w stronę chłopca. Dziadek powiedział: „Nigdy nie próbuj kogoś zmuszać do czegokolwiek. Tylko staraj się ogrzewać go swoją dobrocią i wtedy z twojego wroga stanie się twoim przyjacielem”.

—–

Na pytanie, czym jest pokora, stary ojciec odpowiedział: „Pokora sprowadza się do tego, że swojemu bratu, który zgrzeszył przeciwko tobie, przebaczysz, zanim on cię poprosi o przebaczenie”.

o. Marinko Šakota OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 11)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry