Pomóżcie nam, abyśmy wam pomagali

Świat pielęgnuje kulturę egoizmu, która sprawia, że ludzie się nieszczęśliwi i wyobcowani. Tymczasem w Medziugorju Służebnica Pańska już od lat wzywa nas, abyśmy zostawili siebie otwierając się na Boga. Miłość nie znosi stanu spoczynku, ona jest żywa wtedy, gdy nieegoistycznie służy innym. W służeniu, właśnie niczym Maryja, zawsze przynosimy sobie nawzajem Jezusa. To jest historia o służbie, która odpowiedziała na to wezwanie i stała się widzialnym owocem, dzięki któremu każda osoba dobrej woli może rozpoznać, że tutaj działa Bóg. Rozmawiam z panem Žarko Peharem, szefem Hercegowińskiego Górskiego Pogotowia Ratunkowego oraz panem Danielem Ljolją, odpowiedzialnym za kwestie techniczne i szkolenia.

Jak i kiedy zrodził się pomysł założenia Hercegowińskiego Górskiego Pogotowia Ratunkowego?

Pragnąc wypełnić sobie wolny czas w 2012 r. w 12 osób (wszyscy jesteśmy mieszkańcami Čitluka) przyłączyliśmy się do Górskiego Pogotowania Ratunkowego w Mostarze. Zaliczyliśmy pierwsze szkolenia i zdobyliśmy pierwsze umiejętności. Z uwagi na to, że mieliśmy coraz więcej interwencji w Medziugorju zdecydowaliśmy się założyć nową jednostkę. Ten pomysł zrealizowaliśmy dzięki pomocy ówczesnego szefa jednostki w Mostarze, a dzisiejszego przewodniczącego Górskiego Pogotowania Ratunkowego Bośni i Hercegowiny Zdenka Maricia. Wróciliśmy do Čitluka i bardziej skoncentrowaliśmy się na Medziugorju.

Działacie jako wolontariusze, ilu was jest i kim jesteście?

Jak już powiedzieliśmy zaczęło się od mieszkańców Čitluka, a teraz mamy wolontariuszy także z okolic. Liczba naszych członków jest zmienna. Z upływem lat wzrastała i w pewnym momencie było nas 48 osób. Ludzie przychodzą do nas, ale także rezygnują, bo jest to wymagające i kosztowne. Dzisiaj mamy 30 członków w różnym wieku: mają od 18 do 50 lat. Większość to mężczyźni, ale są też dwie dziewczyny: Marijana Marinčić i Ivana Pehar. Jesteśmy z nich bardzo dumni jak i z faktu, że z naszej jednostki powstały jeszcze dwie jednostki w miejscowości Ljubuški i Čapljina. Zaczęliśmy działać jako wolontariusze i naszym pragnieniem jest, żeby tak zostało. Pieniądze są dla nas wszystkich ważne w życiu, ale zadowolenie i poczucie spełnienia, które odczuwamy po skutecznym udzieleniu pomocy to jest coś czego nie można kupić. Medziugorje tylko nas umocniło w tej decyzji. W ciągu lat dowiedzieliśmy się, że Medziugorje i to pogotowie nie mogą działać bez siebie – ani my nie możemy działać bez błogosławieństwa, ani Medziugorje bez naszych noszy.

Oprócz dobrej woli wasza praca wymaga fachowości a także dobrej kondycji, jak się przygotowujecie?

Od tego jak jesteśmy przeszkoleni zależy nasze i cudze życie, więc szczególną uwagę poświęcamy przygotowaniom. Przygotowujemy się indywidualnie, ale także grupowo. Indywidualne przygotowania obejmują utrzymywanie dobrej kondycji, ponieważ pomaganie innym wymaga od nas dużego wysiłku fizycznego. Czasami w sezonie zdarza się, że 4 do 5 razy dziennie wspinamy się na Križevac z obciążeniem. Każdy z nas dba o kondycję zgodnie ze swoimi preferencjami: biega, jeździ na rowerze, chodzi na siłownię. Każdy nasz członek przechodzi szkolenie z udzielania pierwszej pomocy zgodne z nowoczesnym standardem ratownictwa ITLS. Szkolenia prowadzą licencjonowani lekarze ze specjalizacją z medycyny górskiej, którzy sami są także wolontariuszami, przyjeżdżają ze szpitala w Mostarze, ale także z Chorwacji. Co trzy lata nasi członkowie są zobowiązani odnowić licencję z udzielania pierwszej pomocy. Przygotowanie techniczne i ćwiczenia są wspólne. Na początku, dzięki długoletniej znajomości naszego przewodniczącego p. Maricia z ludźmi z Górskiego Pogotowania Ratunkowego Chorwacji, mieliśmy do dyspozycji kadrę instruktorską z Chorwacji. Dziś możemy się już pochwalić własnym instruktorami. Bardzo ważny dla nas trening SAR (poszukiwanie i ratownictwo) prowadzą instruktorzy Górskiego Pogotowania Ratunkowego Bośni i Hercegowiny. Regularnie mamy kursy letnich i zimowych technik ratunkowych, ratownictwa speleo. Dla osób, które chcą więcej dostępne jest dwuletnie szkolenie na końcu, którego zdaje się dwudniowe egzaminy i otrzymuje się odznakę ratownika. Niedawno zdobył ją nasz Danijel Ljoljo, odpowiedzialny za kwestie techniczne. W naszej jednostce istnieją także specjalistyczne szkolenia dotyczące ratownictwa wodnego, prowadzenia akcji poszukiwawczych, jest szkolenie dla opiekunów psów ratowniczych. Mamy dwa psy, które są właśnie szkolone, a wkrótce przybędą jeszcze dwa. Sami się o nie troszczymy, co wymaga dodatkowego wysiłku ze strony naszych członków, ale także nakładów finansowych. Organizujemy ćwiczenia na naszych, ale także na chorwackich szczytach górskich, abyśmy lepiej znali teren. Jednostki same finansują szkolenie swoich członków, przykładowo kurs letnich technik ratownictwa kosztuje 150 euro od osoby, a szkolenie z pierwszej pomocy 50 euro.

Jak staracie się przyciągnąć nowych członków?

Jesteśmy świadomi tego, że ta jednostka może opierać się tylko na młodych ludziach. Kiedy zaczęliśmy nawet nie podejrzewaliśmy, że nasza praca będzie tak bardzo zorientowana na Medziugorje. Wierzymy, że w przyszłości potrzeby będą jeszcze większe, dlatego już teraz w przedszkolach i szkołach podstawowych oraz średnich wygłaszamy pogadanki o tym jak zachowywać się w górach i jakie niebezpieczeństwa tam czyhają. W ten sposób pragniemy przybliżyć młodzieży naszą działalność i zmotywować ją, aby do nas dołączyła. W planach mamy założenie szkoły juniorów dla chłopców i dziewcząt w wieku 16 do 18 lat, abyśmy ich przygotowywali i wprowadzali w misję ratownictwa górskiego oraz rozwijali świadomość tego jak ważny i piękny jest wolontariat. Wolontariat jeszcze ciągle nie istnieje w świadomości naszych rodaków. Dlatego należy edukować i zachęcać ludzi. Każdemu z nas zostało dane coś, co mogłoby pomóc komuś innemu. To może być wiedza, umiejętności czy praca, którą wykonujecie, wasze zainteresowania – zawsze w wolnym czasie możecie to robić w ramach wolontariatu. Większość z nas zaczęła przygodę z pogotowiem w poszukiwaniu adrenaliny, a młodsi chcieli się wykazać. Połączyliśmy przyjemne, ale jednak męczące z pożytecznym i poprzez to odkryliśmy nowe uczucie, którego z niczym nie można porównać – satysfakcję płynącą z pomagania, która buduje nas jako ludzi i wiernych. Pragniemy zapewnić, aby z naszym odejściem pogotowie nie przestało działać. Dlatego starsi członkowie pozostają w pogotowiu jako logistycy i przekazują swoją wiedzę oraz doświadczenie młodszemu pokoleniu.

Aby fachowo udzielać pomocy, ale także chronić osoby, które miały wypadek potrzebujecie sprzętu, który jest naprawdę kosztowny. Czy otrzymujecie pomoc finansową od państwa i lokalnych władz?

Rocznie cena sprzętu dla jednego ratownika w warunkach zimowych i letnich wynosi 2 000 – 2 500 euro. Mowa tylko o podstawowym sprzęcie, nie o technicznym zapleczu. Nie otrzymujemy pomocy od państwa, najczęściej finansujemy się z własnych źródeł, które są skromne, więc improwizujemy. Pracujemy niekompletnie wyposażeni, często korzystamy ze sprzętów, które są już w opłakanym stanie. Dlatego wielu naszych członków zrezygnowało. Obrona cywilna naszego województwa pożyczyła nam trochę sprzętu, ale jednak pozostaje on ich własnością i mogą poprosić o zwrot, kiedy tylko zapragną. Jesteśmy im jednak bardzo wdzięczni. Co do władz lokalnych gmina Čitluk, kiedy powstaliśmy dała nam 2 000 € i udostępniła pomieszczenie 80 m², które wymagało adaptacji, na co wydaliśmy większość pieniędzy. To jest cała pomoc, jaką otrzymaliśmy. Aktualnie rozmawiamy z panem Marinem Radišićem z gminy Čitluk oraz przedstawicielami Medziugorja i Bijakovići oraz kancelarią parafialną w Medziugorju w sprawie zakupu pojazdu, bez którego zostaliśmy w zeszłym roku oraz jednego samochodu dostawczego a także o kwestii finansowania naszego pogotowia. Mamy nadzieję, że obietnice, które padły zostaną spełnione. Nawet jeśli otrzymamy te pojazdy będziemy odpowiedzialni za to, aby je wyposażyć i dostosować do naszych potrzeb.

Swoją działalnością obejmujecie duży obszar Bośni i Hercegowiny, a także część Chorwacji. Jednak najwięcej interwencji macie w Medziugorju. Jak jesteście zorganizowani?

Ściśle współpracujemy z innymi jednostkami w Bośni i Hercegowinie, ale także w Chorwacji. Dla nas nie ma granic, działamy jak jeden organizm, więc wszystkie ich sytuacje wymagające interwencji są naszymi i na odwrót. Oprócz interwencji w ciągu roku mamy także wspólne ćwiczenia i szkolenia. Na terytorium, za które jesteśmy odpowiedzialni jesteśmy do dyspozycji przez wszystkie dni w roku 24 godziny na dobę. Nasz oficjalny numer to +385 63 55 44 33. Głównie wzywają nas policja i pogotowie, strażacy, wolontariusze zakonu maltańskiego, przewodnicy, właściciele pensjonatów. Kiedy otrzymujemy wezwanie przez komunikator Viber informujemy o nim naszych członków. Wszyscy, którzy są w pobliżu zgłaszają się zostawiając pracę lub rodzinę. Staramy się być szybcy, zwłaszcza jeśli czyjeś życie jest zagrożone z powodu zawału serca albo jakiegoś większego wypadku. W Medziugorju, ale także w innych miejscowościach Bośni i Hercegowinie przy okazji różnych ważnych wydarzeń organizujemy całodzienne dyżury.

Troszczycie się nie tylko o naszych pielgrzymów, ale także o mieszkańców. Czy oni doceniają wasze starania czy macie ich wsparcie?

Chcielibyśmy podkreślić wspaniałe relacje z proboszczem o. Šakotą, który nas wspiera i docenia nasz wysiłek. Często, kiedy wpadamy w problemy finansowe, właśnie do niego dzwonimy w ramach „telefonu do przyjaciela”. Zakładamy, że wielu mieszkańców nie wie o naszym istnieniu, więc bardzo dziękujemy, że mamy okazję pokazać co robimy. Uważamy, że ułatwiamy życie właścicielom pensjonatów, gdy troszczymy się o pielgrzymów, którzy mieli wypadek. Niektórzy są nam za to wdzięczni, inni nie są. Chcielibyśmy podziękować ludziom, którzy nie potrzebowali naszej pomocy a sami nam pomagają: Dragan Vasilj-Žigić i Marinko Maka Ivanković, którzy w swoich pensjonatach zaoferowali nam bezpłatne zakwaterowanie dla ratowników przyjeżdżających nam pomagać z innych jednostek Bośni Hercegowiny oraz Chorwacji. Željko Šego Desiderio regularnie zaopatruje nas w wodę, Mate Vasilj-Pisa w swojej restauracji Šipovac u podnóża Križevaca regularnie serwuje nam bezpłatne napoje jak i Toma Šego w swojej kawiarni w wiosce Bijakovići. Pomaga nam także rodzina Pehar spod Niebieskiego Krzyża, która za każdym razem, gdy mamy interwencję na Górze Objawień udostępnia nam swój garaż, żebyśmy mogli korzystać z prądu, wody i napojów. Jeśli kogoś pominęliśmy, najmocniej przepraszamy. Pragnęlibyśmy, aby mieszkańcy zrozumieli jak wielki jest nasz wysiłek. Poświęcamy dużo czasu i pieniędzy na przygotowania i interwencje, nosimy wielkie ciężary na trudnych i niedostępnych ścieżkach, często przeszkadzają nam wysokie i niskie temperatury, zaniedbujemy nasze rodziny, cierpi nasza praca, a czasami narażamy także nasze własne życie. Dlatego potrzebujemy zarówno wsparcia jak i pomocy mieszkańców, aby ten „płomień” wolontariatu w nas nie zgasł. Byłoby pięknie, gdyby istniał fundusz przeznaczony dla naszego pogotowania, mieszkańcy mogliby tam wpłacać małe kwoty, abyśmy łatwiej mogli zaspokoić nasze potrzeby.

Jesteście rozpoznawalni dzięki swoim czerwonym koszulkom, zwłaszcza przy większych wydarzeniach w Medziugorju. Co o was myślą pielgrzymi?

W państwach, z których pochodzą służby takie jak nasza są czymś oczywistym. Są dobrze zorganizowane, opłacane przez państwo, ale ich usługi są płatne. Dlatego kiedy dowiadują się, że jesteśmy wolontariuszami dziwią się, dziękują i błogosławią nas. To jest dla nas zarówno nagroda jak i motywacja. Wierzymy, że także w ten sposób dajemy świadectwo o Medziugorju i ludziach pochodzących z tych terenów. Nawiązaliśmy także wiele przyjaźni. Nasz przyjaciel Irlandczyk Bernard Bradley pomaga nam już od dłuższego czasu. Dostaliśmy od niego drona, który bardzo ułatwia nam pracę, zwłaszcza w przypadku poszukiwań. Nakręcił także filmik promujący nasze pogotowie, który pokazuje w całej Europie, można go obejrzeć na Youtube wpisując „Medjugorje Mountain Rescue Team”. To są piękne doświadczenia, które motywują nas do kontynuowania naszego wolontariatu.

Czy prowadzicie statystyki dotyczące interwencji? Ile ich mieliście w ubiegłym roku?

Informacje o każdej naszej aktywności skrupulatnie zapisuje Marijana Marinčić. Jesteśmy zobowiązani do prowadzenia takiej dokumentacji, abyśmy mogli informować Związek Górskiego Pogotowania Ratunkowego, ale także by usprawiedliwić wydane środki finansowe wobec tych, którzy nam pomagają. Rocznie mamy od 100 do 150 interwencji, średnio co trzeci dzień, z czego 80 % interwencji jest w Medziugorju. Oprócz akcji poszukiwawczych i ratowniczych, w których się specjalizujmy, uczestniczyliśmy także w akcjach gaszenia pożarów na Górze Objawień, ale także w innych rejonach Bośni i Hercegowiny.

Macie małe biuro w miejscowości Čitluk. Z uwagi na to, że najczęściej działacie w Medziugorju czy potrzebujecie biura także tutaj?

Potrzebujemy pomieszczenia w Medziugorju, w którym moglibyśmy magazynować sprzęt, z którego niemal codziennie korzystamy. Część pomieszczenia zaadoptowalibyśmy na sypialnie, z których mogliby korzystać ratownicy przyjeżdżający z pomocą z innych jednostek Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji. O tym także negocjujemy z lokalnymi władzami Medziugorja i Bijakovići i mamy nadzieję, że nam pomogą. W Medziugorju koniecznością jest wprowadzenie codziennych dyżurów. Dużo schorowanych i starszych ludzi wspina się na obie medziugroskie góry, co czasem stanowi zagrożenie ich życia. W takich sytuacjach liczą się minuty i nie jest łatwo zbierać wolnych wolontariuszy w Čitluku, lepiej byłoby mieć gotowych ludzi, którzy wyruszą z Medziugorja. Należałoby jednak zatrudnić tych ludzi, ponieważ oni muszą z czegoś żyć. Tutaj znowu napotykamy na problemy finansowe.

Współpracujecie z innymi służbami jak: policja, straż pożarną czy placówki zdrowotne?

Charakter naszej pracy wymaga współpracy z wymienionymi służbami. Oni doceniają naszą pracę, istnieje współpraca, ale mogłaby być lepsza. Do tego potrzeba więcej komunikacji i to na najwyższych szczeblach, aby wszyscy działali jeszcze lepiej. Najlepszą współpracę mamy z wolontariuszami zakonu maltańskiego, ale także ze strażą pożarną, której wielokrotnie pomagaliśmy przy gaszeniu pożarów, oni także pomagali nam wiele razy.

Wasze zaangażowanie wymaga dużo czasu. Czy cierpi na tym wasze życie rodzinne i praca?

Oczywiście, że cierpią. Kiedy mamy interwencję nasi członkowie są zmuszeni brać wolne w pracy, co oznacza utratę dniówki, a czasami także niezadowolenie pracodawcy. Osoby prowadzące własną działalność tracą klientów, którzy nie mogą długo czekać na usługę. Wielu z nas ma żony i dzieci, które najbardziej cierpią z powodu naszej nieobecności Pracujemy nie tylko w dni robocze, ale także w weekendy i święta. Przy bardziej wymagających akcjach zdarzało się, że przerywaliśmy urlopy. Odbija się to także na rodzinnych finansach, ponieważ większość potrzebnego sprzętu kupujemy sami. Jeśli jeszcze dodamy do tego stres i niepewność, która im towarzyszy z powodu niebezpieczeństwa, na które jesteśmy narażeni, wówczas widać, że to duże poświęcenie. Lecz zarówno ich jak i nas samych motywuje to, że widzą, że komuś pomogliśmy albo uratowaliśmy mu życie.

Czy macie wrażenie, że wasza dobra wola i wysiłek nie są wystarczająco doceniane? Czy kiedykolwiek myśleliście o zrezygnowania z wolontariatu?

Zdarzają się momenty, kiedy chęci nas opuszczają. Czasami zaboli nas drwina albo złośliwy komentarz, ale kiedy przychodzi wezwanie zapominany o wszystkim i działamy dalej. Na nasze zaangażowanie nie patrzymy jak na pracę, stało się naszą misją, której towarzyszy modlitwa, modlitwa zarówna nasza tuż przed interwencją jak i modlitwa tych, którzy nas wspierają. Wierzymy, że właśnie te modlitwy nas ochroniły, ponieważ było wiele niebezpiecznych sytuacji, w których do tej pory, dzięki Bogu, nikt z naszych członków nie odniósł obrażeń.

Istniejecie na Facebooku, na którym opisujecie co robicie, ale także ogłaszacie czego potrzebujecie. Ile osób was obserwuje i czy was pomagają?

Obserwujących jest sporo, ale niestety niewiele osób reaguje na nasze apele z prośbą o pomoc. W zeszłym roku, gdy zepsuł nam się pojazd, opublikowaliśmy numer konta z nadzieją, że uda nam się zgromadzić pieniądze na nowy. Mało ludzi odpowiedziało, więc nadal korzystamy z naszych prywatnych pojazdów. Jesteśmy jednak wdzięczny tym, którzy odpowiedzieli na nasz apel. Na Facebooku opublikowaliśmy ich nazwiska oraz kwoty, które nam ofiarowali. To jest także sposób, w który pragniemy im podziękować. W internecie publikujemy także informacje o wszystkich naszych działaniach i motywujemy ludzi, aby się do nas przyłączyli.

Czy ma pan jakieś przesłanie dla nas wszystkich na koniec wywiadu?

Jeszcze raz dziękujemy za okazję, że możemy się przedstawić czytelnikom. Naszym pragnieniem jest, żeby ludzie zrozumieli, że mowa o wymagającej i odpowiedzialnej pracy. Kiedy zaczynaliśmy nie wiedzieliśmy dokąd nas to zaprowadzi. Nasze początkowe marzenie, aby wypełnić czas wolny zamieniło się w misję, która zbliżyła nas zarówno do Boga jak i do ludzi. Dlatego prosimy was: pomóżcie nam, abyśmy dalej mogli wam pomagać!

——-

Wolontariuszy można wesprzeć dokonując wpłaty na konto:
306 000 2765 442810
otwarte w ADDIKO BANKA,

wpłaty z zagranicy:
IBAN: BA393060002765446884
SWIFT: HAABBA22

Jelena Burazer

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry