Popołudniowy medziugorski obrazek

Do Medziugorja przyjechałem w środę wieczorem, około godziny 19. Trzy i pół godziny po przyjeździe specjalnego wysłannika Stolicy Apostolskiej arcybiskupa Henryka Hosera SAC, który przyjechał chwilę po tym jak odmówiono koronkę do Bożego Miłosierdzia, którą radio Mir Medziugorje postanowiło dalej emitować także po zakończeniu Roku Miłosierdzia. Kiedy jechałem autostradą w kierunku Medziugorja dowiedziałem się, że arcybiskupa serdecznie przywitano. Nie mogłem od razu zobaczyć nagrania zamieszczonego w internecie, więc obejrzałem je dopiero w czasie postoju. Widać było serdeczne powitanie, wejście do kościoła na modlitwę i krótkie przemówienie, z którego od razu można było wyczuć, że wysłannik Stolicy Apostolskiej przyjechał na misję z dobrą wolą. Następnego dnia dowiedziałem się, że to przywitanie miało jednak rysę, ponieważ moim kolegom dziennikarzom nie wolno było podejść i fotografować z bliska specjalnego wysłannika, a ochroniarze (pewnie nieprzywykli do takich wydarzeń i niewiedzący, jak się zachować) zabronili im wejścia do kościoła św. Jakuba. To szkoda, ponieważ pozostaliśmy bez dobrej jakości zdjęć upamiętniających tę historyczną chwilę i nie mieliśmy jak umieścić tego wydarzenia na szerszą skalę w mediach. Lecz nawet ten incydent nie przyćmił „przyjazdu papieża do Medziugorja”, jak powiedział mi pewien parafianin, szczęśliwy, że zrealizowało się marzenie jego życia.

Medziugorje tego wieczoru było jak zwykle spokojne. Przespacerowałem się wokół kościoła. Dopiero co skończyła się Msza święta. Tego dnia nie było adoracji, więc pielgrzymi rozeszli się do swoich pensjonatów. W restauracjach nie było tłumów. Wszędzie panował spokój. W pewien sposób wyjątkowy spokój. Abp Hoser spożywał swój pierwszy posiłek w Medziugorju, kolację z medziugorskimi franciszkanami. To była jego pierwsza noc pod medziugorskim niebem.

Doszedłem do wniosku, że jego życzeniem jest unikanie dziennikarzy i spotkań z nimi. Na pewno nie chciał wywołać żadnego zamieszania, a ciekawość nas, dziennikarzy jest często zbyt wielka i zadajemy pytania, na które jeszcze nie ma odpowiedzi. Abp Hoser dopiero przyjechał, ale jako doświadczony pasterz wiedział, że na pytania, na które nie ma odpowiedzi, nie można precyzyjnie odpowiedzieć. Dlatego zdecydowałem się z boku i w nienarzucający się sposób śledzić wszystko to, co dzieje się wokół tej historycznej wizyty.

Następnego dnia, w czwartek, ruszyłem w kierunku kościoła i zauważyłem medziugorskiego proboszcza – o. Marinka, jak wchodzi po schodach do starej plebanii. Wiedziałem, że został tam zakwaterowany abp Hoser. Zdecydowałem się zaczekać, żeby się z nim przywitać, kiedy już z nim porozmawia. Usiadłem na pobliskim murku. Słońce. Ciepło. Pokój i radość, typowe medziugorskie wiosenne południe. Po prostu dotykalna łaska. Po 10 minutach zobaczyłem o. Marinka z abp. Hoserem i jego sekretarzem wychodzących z kancelarii parafialnej. Ruszyłem w ich kierunku i dopiero wtedy zauważyłem, że przy schodach czeka na nich pewien człowiek. Gdy podszedłem bliżej, usłyszałem, jak pyta proboszcza: „Ojcze czy mógłby ojciec wyspowiadać moją żonę? Ma raka…”

O. Marinka to pytanie zaskoczyło i odpowiedział, że z wizytą przyjechał specjalny wysłannik Stolicy Apostolskiej i że właśnie odprowadza go na obiad na plebanię. Z pewnością miał także na głowie wszystkie pozostałe organizacyjne obowiązki.

„Czy nie wie Pan, że jest tutaj specjalny wysłannik Stolicy Apostolskiej?” – spytał zdziwiony proboszcz.

„Nie. Nie mam pojęcia. Moja żona potrzebuje spowiedzi” – odpowiedział mężczyzna nie zdając sobie sprawy, że z powodu przyjazdu wysłannika Stolicy Apostolskiej znajduje się w centrum historii, w centrum wydarzeń historycznych. Dla niego jednak ten wymiar był całkiem nieznany i nie potrzebował go. On potrzebował spowiedzi dla żony. Teraz.

O. Marinko zatrzymał się na chwilę, kilka kroków przed nim byli abp Hoser i jego sekretarz.

„W porządku, tylko odprowadzę biskupa na obiad, a wy zaczekajcie przy tej wielkiej literze „I”, przyjdę za około 10 minut” – powiedział.

Kobieta i mężczyzna podeszli do litery, która oznacza Biuro Informacyjne i czekali. Ja także byłem w pobliżu, czekając, aż kobieta się wyspowiada. Chciałem zgłosić się do proboszcza i spytać go, co ma się dziać później. Kierowała mną zwykła dziennikarska ciekawość. Cała okolica była skąpana w słońcu i naprawdę było wspaniale. Widziałem, że kobieta i mężczyzna są bardzo smutni, zmagają się z wielkim cierpieniem. Kto wie, jaki to był rodzaj raka i ile lekarze dali jej życia… Myślałem o tym w słońcu, które ogrzewało tymi samymi promieniami zarówno mnie, ciekawskiego dziennikarza, jak tych dwoje obarczonych ogromnym cierpieniem.

Faktycznie po krótkiej chwili pojawił się proboszcz i zaprosił kobietę na plebanię. Mężczyzna usiadł na tym samym murku, na którym wcześniej siedziałem i wtedy niczym błyskawica w mojej głowie pojawiła się myśl: To jest właśnie Medziugorje! To była ta czysta, krystalicznie jasna ewangeliczna myśl, błyskawiczna chwila poznania, namacalny wniosek…

Oczy całego świata w tych dniach były skierowane na Medziugorje z powodu przyjazdu specjalnego wysłannika Stolicy Apostolskiej po 36 latach od początku objawień. Kościół na różnych poziomach okazuje troskę o Medziugorje. Papież Franciszek wysyłając swojego osobistego delegata praktycznie sam przyjeżdża do Medziugorja, któremu przez te wszystkie lata towarzyszyły burze i nawałnice ze wszystkich stron, a ten człowiek nie ma o tym pojęcia. On w swoim sercu ma wyłącznie swoje cierpienie. Jest tak samo, jak w Ewangelii kiedy ludzie przychodzą do Jezusa i proszą go o ratunek, ponieważ mają opętaną córkę lub ich sługa jest chory lub chodzi o przyjaciela , chorego i umierającego Łazarza, którego Jezus tak umiłował. Oni przychodzili do Niego ze swoim cierpieniem i wiarą, że On im pomoże. Za każdym razem Jezus przystawał – właśnie tak jak zrobił to o. Marinko. Jezus przerywał na chwilę podróż, w którą wyruszył, spowiadał człowieka z jego grzechów, uwalniał go, pozbawiał cierpienia i dawał mu nowe życie.

To, na co patrzyłem tego słonecznego popołudnia, to była Ewangelia w praktyce, w rzeczywistości, w życiu. Żywa Ewangelia. To jest właśnie Medziugorje – cały czas towarzyszyła mi ta myśl. To jest Medziugorje… Ani papież, ani biskup, ani wysłannik papieża, lecz wiara tego człowieka, jego cierpienie, które sprawiło, że pociągnął za habit następcę Chrystusa i poprosił o spowiedź.

Potwierdzenie moich przemyśleń przyszło dzień później z ust samego abp Hosera, który powiedział, że spowiedź jest największym cudem Medziugorja. Oczywiście, nie wiedział o cierpieniu tej kobiety i jej męża, widział 50 księży spowiadających długie kolejki czekające przed konfesjonałami… A wszystko to w rzeczywistości jest częścią tej samej historii.

Dlatego nie było mi przykro, że w pierwszych dniach pobytu abp Hosera w Medziugorju dziennikarze byli odsunięci. Na poboczu głównych wydarzeń, na tym murku, na słońcu pod schodami starej plebanii dowiedziałem się być może więcej o wszystkim, niż mógłbym się dowiedzieć w wywiadzie z wysłannikiem Stolicy Apostolskiej. Wywiadzie udzielonym na wyłączność, o którym tak marzyłem. Z tego jednego popołudniowego medziugorskiego obrazka można bowiem wyczytać dużo więcej niż ze wszystkich wywiadów, analiz i komentarzy. Dlatego, że ten obrazek pochodzi prosto z Ewangelii. Żywej i namacalnej Ewangelii. Właśnie takiej, jaką możecie spotkać pod medziugorskim niebem.

Darko Pavičić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 11)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry