Poprzez post i wyrzeczenia będziecie mocni w wierze

Maryja, Królowa Pokoju jako matka dziękuje nam za wyrzeczenia w okresie Wielkiego Postu. Matka Maryja dziękuje nam, ponieważ kocha. Tylko serce wypełnione miłością jest wdzięcznym sercem. Lecz to my powinniśmy Jej podziękować za to, że nas zachęca, wzywa, kocha i oręduje za nami u swojego Syna Jezusa. Ona nas wzywa pragnąc, abyśmy podejmowali kolejne wyzwania i pościli. Mówi nam o poście i wzywa do niego, a także do wyrzeczeń dla nas samych, dla naszego szczęścia i radości. Ona przychodzi w tych naszych czasach, aby nam pomóc, ponieważ wie, że jesteśmy jeszcze w drodze, tak jak sama powiedziała: „Wy, drogie dzieci, nie możecie sami tego uczynić, dlatego jestem tu po to, by wam pomóc” (orędzie z 4 grudnia 1986 roku).

Maryja Panna pragnie, abyśmy niczym roztropne panny z Ewangelii mieli wystarczającą ilość oleju, zachowali zapalone lampy na przejście pana młodego. Żyjemy w czasach oczekiwania na pana młodego. O tym Jezus sam mówił nam w Ewangelii: „Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć”. Post powinien sprawić, że oczekujemy na przyjście Jezusa. On nam obiecał, że przyjdzie. Kiedy? Tego nie wie nikt.

Post chrześcijański to nie dieta

Post chrześcijański jest znakiem, że Jezus nadchodzi i że wielka pokusa, która ma poprzedzać koniec czasów już się zbliża. Post, jak się zdaje, odgrywał podobną rolę w życiu Jezusa. W pustynnej samotności, tuż przed rozpoczęciem nauczania publicznego, kuszenie Jezusa było połączone z postem. To była prawdziwa walka twarzą w twarz z diabłem i Jezus go pokonał (Łk, rozdział IV) „Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła” (Mt, 4,1)

Post chrześcijański nie jest jakąś dietą, która ma służyć zachowaniu równowagi fizycznej i psychicznej. To by nie wystarczyło. Głód, który odczuwa ciało powinien nas bezpośrednio nakierunkować na pewien inny głód: głód Boga. Głód ciała i ducha harmonijnie łączy się w poście przeżywanym w Duchu Świętym i dzięki temu może stać się techniką modlitwy. Ponieważ ten, kto pości, musi w swoim ciele poczuć, że człowiek nie żyje tylko chlebem, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Boga.

Izak Sirac opowiada nam dziwną, ale ważną anegdotę. Pewien mnich miał zwyczaj jeść tylko dwa razy w tygodniu. W pozostałe dni przestrzegał ścisłego postu. Lecz zauważył, że post staje się niemal niemożliwy na samą myśl, że będzie musiał przerwać modlitwę i milczenie w trakcie dnia. Post, w czasie którego mnich nie mógł od samego początku liczyć na nieprzerwaną modlitwę, stawał się w taki sposób fizycznie niemożliwy. Ten sam autor przytacza historię o innym mnichu, który doświadczył czegoś całkiem odwrotnego. Jak tylko próbował pogrążał się w samotności i modlitwie, nie mógł jeść i musiał się zmuszać do jedzenia, co nie zawsze mu się udawało, ponieważ prowadzi nieustanną, wolną i niczym niezakłóconą rozmowę z Bogiem i to bez najmniejszego wysiłku.

Post głęboko oddziałuje na człowieka

Post zatem normalnie przerasta w modlitwę, a modlitwa w nieunikniony sposób prowadzi do spontanicznego powstrzymywania się od jedzenia i picia. Tu znowu spotykamy się z sercem i ciałem i ich owocnym wzajemnym działaniem. Jak to jest możliwe? Zanim post stanie się modlitwą i nie może już istnieć bez modlitwy, powinien utracić w ludzkim sercu jeszcze jeden nowy wymiar. Post dotyczy człowieka i jednego z jego najbardziej podstawowych rytmów: podwójnego rytmu jedzenia, który objawia się na zmianę jako potrzeba i jako przyjemność. Od pierwszej chwili swojego istnienia poza łonem matki, istota ludzka porusza się między tymi dwoma stanami. Może dzięki temu pozostać przy życiu i z czasem przyjąć postawę wobec rzeczy, które je otaczają. Noworodek jest albo głodny, albo syty. Potrzeba i zaspokojenie jej, głód i sytość ze swoimi cechami cierpienia i błogości zmieniają się na przemian. Im człowiek starszy, im bardziej rozwija głębię swojej istoty, tym głębsza staje się jego potrzeba i tym mniej można nasycić się pokarmem materialnym. Nadchodzi dzień, kiedy budzi się w nim głód i pragnienie Boga, a pragnienie to wnika w jego ciało: „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego” (Ps 42,2-3). Od tego momentu jedynie Jezus może całkowicie ugasić to pragnienie: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije!” (J 7,37). „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7,39).

Post głęboko oddziałuje na człowieka. Może nieść ból, ale mu nie szkodzi, jeśli powstrzymywanie się ciała jest wiernie ukierunkowane na głębszą wytrzymałość duchową. Wyrzeczenie się pokarmu oznacza, że pragniemy wyrazić, nawet za pomocą ciała, głód za nowym światem i za Jezusem, chlebem, który zstąpił z nieba (J 6,33).

Post sprawia, że żyjemy swoją własną istotą, w stanie głębokiego głodu całego stworzenia, głodu, którego nie możemy zaspokoić na poziomie ciała, jedynie Duch Święty może go zaspokoić, ponieważ Duch jest tym, który zawsze daje siłę i nadaje sens postowi i modlitwie. On, który wysłuchuje modlitw: bez miary, ponad wszelką potrzebę i ponad wszelkie pragnienie.

„Dzieci, poprzez post i wyrzeczenia będziecie mocni w wierze” – mówi nam Matka Boża w orędziu z 25 marca 2007 roku. Post i wyrzeczenie są warunkami koniecznymi do otrzymania Bożej łaski. Nasze wyrzekanie się jest niczym naczynie, do którego Bóg przelewa swoją łaskę. Święta Matka Teresa mówi: „Trzeba stać się pustym, aby Bóg mógł nas wypełnić”. Post i wyrzeczenia są częścią naszej pracy nad wiarą. „Bóg stworzył nas bez nas, ale nie może zbawić nas bez nas” – mówił św. Augustyn. W Wielkim Poście powinniśmy się wyrzekać i czynić pokutę tak, jakby zbawienie zależało tylko od nas, a wszystko inne zależało tylko od Boga. Modlić się bez wyrzeczeń to jak zatrzymać się w połowie drogi. To jest jak wiosłowanie łodzią przywiązaną do brzegu. Nie odbijemy od brzegu, dopóki nie odwiążemy łodzi. Nie możemy wyrzucić grzechu z naszego ciała i świata, w którym żyjemy. Ale możemy sprawić, by grzech w nas umarł i wtedy nie ma on już nad nami władzy. Wyrzekanie się to właśnie zadawanie śmierci grzechowi.

Post i miłość są nierozłączne

Kiedy Matka Boża mówi nam o wyrzeczeniu, nie ma na myśli tylko pokuty dla ciała i wyrzeczeń, lecz także duchową pokutę i wyrzeczenie. Sama pokuta ciała i post nie są wystarczające i mogą nas wpędzić w pychę, będziemy niczym faryzeusze i skupimy się na formalnej stronie tych czynności. Mogą nas wpędzić w udowadnianie naszej siły, a nie poddawanie naszej woli Bożej woli. Dlatego w jednym z orędzi Matka Boża mówi: „Post stał się dla was obyczajem, którego nikt nie chce przerwać. Pośćcie sercem”. Post i miłość są nierozłączne. Nie można pościć bez miłości ani nie można kochać bez postu rozumianego w najszerszym znaczeniu. Modlitwa jest także naszą odpowiedzią na Bożą miłość. Dlatego postu nie da się oddzielić od modlitwy. Post bez modlitwy jest zwykłą dietą odchudzającą. Post bez modlitwy jest w istocie rzeczy pewnym krążeniem wokół samego siebie. Post porusza wszystkie nasze siły duchowe i siłę serca, całe wnętrze kieruje ku Bogu.

Nasz Wielki Post nie powinien kończyć się w Wielkanoc. Zdecydować się na post i żyć nim oznacza walczyć o wolność. Nie będzie mieć sensu, jeśli wyrzekniemy się jakichś rzeczy tylko w okresie Wielkiego Postu, a po jego zakończeniu do nich wrócimy. Wtedy nasze wyrzeczenie może stać się oszukiwaniem samego siebie. Człowiek może stać się pyszny i zadowolony sam z siebie i powiedzieć: Jestem silny, mogę to zrobić. W tym przypadku okres Wielkiego Postu staje się tylko przerwą w tym uzależnieniu, a w rzeczywistości w człowieku nic się nie zmienia. Post i wyrzeczenie nie są udowadnianiem naszej siły, lecz poddawaniem naszej woli woli Boga. Najbardziej owocne i najlepsze wyrzeczenie to wyrzeczenie się samego siebie. Jezus nam powiedział: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie” (Mk 8,34).

Maryja Panna przychodzi do nas i mówi do nas nie dlatego, żeby nas pozbawić radości życia, lecz pragnie, abyśmy byli szczęśliwi, normalni i wolni w Bogu. Podziękujmy Maryi z serca, ponieważ nie zmęczyła się z nami. My także nie zmęczmy się codziennym odpowiadaniem na wezwanie naszej Niebieskiej Matki Maryi.

o. Ljubo Kurtović OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 15)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry