Pozostańmy wierni temu, do czego wzywa nas Matka Boża

Posiłki Maryi (Mary’s Meals) zgodnie ze słowami ich założyciela są owocem Medziugorja. W październiku 2017 roku świętowano 25 lat przyjazdu starej ciężarówki, którą ze Szkocji w trakcie wojny przywieziono do Hercegowiny pomoc humanitarną. Z tej inicjatywy później, dość nieoczekiwanie, zrodziły się Posiłki Maryi – globalny ruch, który dzisiaj karmi ponad 1 200 000 głodnych dzieci na całym świecie. Członkowie wielkiej rodziny Posiłków Maryi od 9 do 11 października przebywali w Medziugorju, by uczcić 25 lat działalności i podziękować Bogu oraz Matce Bożej za to dzieło. W sali Jana Pawła II 9 października odbyła się uroczystość, w której oprócz założyciela Magnusa, uczestniczyła także jego żona Julie, Milona von Habsburg – ambasadorka Posiłków Maryi, Željka Markić – założycielka chorwackiego oddziału Posiłków Maryi, Gay Russell i Dalitso Mcheka. To była okazja do rozmowy z założycielem Posiłków Maryi Magnusem MacFarlane-Barrow.

W pierwszej kolejności chciałabym panu pogratulować 25 lat działalności humanitarnej!

Dziękuję.

Przyjeżdża pan często do Medziugorja, lecz tym razem powód jest naprawdę szczególny.

Każda wizyta w Medziugorju to radość i błogosławieństwo, tym razem przyjechaliśmy uczcić 25 lat działania Posiłków Maryi i podziękować za wszystko Matce Bożej. To były dla nas prawdziwie błogosławione dni przepełnione głęboką wdzięcznością.

Historia tego jak zaczął się związek rodziny MacFarlane-Barrow z Medziugorjem jest ciekawa.

Dowiedzieliśmy się o Medziugorju z publikacji prasowej, a było to w pierwszych latach objawień. Jako młodzi członkowie rodziny namówiliśmy rodziców, aby pozwoli nam pojechać do miejsca, gdzie objawia się Matka Boża. W 1983 roku ze Szkocji do Medziugorja pojechała grupa młodzieży. Medzugorje i wszystko to, co wtedy przeżyliśmy, tak nas zachwyciło, że po powrocie do domu nie mogliśmy przestać o tym mówić. Nasi rodzice zdecydowali się pojechać do Medziugorja, dostrzegając w nas pozytywne zmiany, a po ich powrocie wszystko w naszej rodzinie stało się nowe. Nasz dom w Szkocji stał się domem modlitwy (Craig Lodge Family House of Prayer). Zaczęliśmy promować duchowość medziugorską, szerzyć orędzia Matki Bożej, a moja siostra Ruth zaczęła pisać o objawieniach w Medziugorju. Kiedy na terenie byłej Jugosławii wybuchła wojna, zorganizowaliśmy pomoc humanitarną i przywieźliśmy ją do Bośni i Hercegowiny. To było w 1992 roku, a zatem 25 lat temu. Gdy inni usłyszeli o naszym przedsięwzięciu, zaczęli przysyłać jedzenie i inne środki pierwszej potrzeby i w ten sposób to, co miało być jednorazową pomocą, przekształciło się w organizację: Scottish International Relief (Szkocka Pomoc Międzynarodowa). Od tamtej pory wiele się wydarzyło.

Dzisiaj, niemal 35 lat od naszego pierwszego przyjazdu, trudno jest sobie wyobrazić, w jakim kierunku potoczyłoby się nasze życie, gdyby nie było Medziugorja.

Wielkim wsparciem w czasie przywożenia pierwszych ciężarówek z pomocą humanitarną była Julie, pielęgniarka, która później stanie się pańską żoną.

W dedykacji książki „Barak, który nakarmił milion dzieci” jest o niej tak napisane: „To jest książka dla Julie, bez której nie byłoby niczego, o czym bym pisał”.

Julie zetknęła się z Medziugorjem jak młoda osoba. Gdy wybuchła tutaj wojna, zapragnęła pomóc. W taki sposób się poznaliśmy. Wspólnie przywoziliśmy pomoc do Bośni i Hercegowiny, pomagaliśmy uchodźcom w Chorwacji. Szkocka Pomoc Międzynarodowa pomagała także dzieciom z Rumunii i Liberii.

Kiedy i jak zrodził się pomysł Posiłków Maryi?

Pomysł powstania Posiłków Maryi zrodził się w Malawi i to całkiem przez przypadek. Spotkaliśmy się z pewną rodziną, która żyła bez ojca i z umierającą matką. Spytałem najstarsze dziecko – czternastoletniego Edwarda, co by chciał. Jego odpowiedź była bardzo prosta. Powiedział: „Chciałbym mieć wystarczająco dużo jedzenia, żeby przeżyć i żebym pewnego dnia mógł iść do szkoły”. Należało zatem głodnemu dziecku zapewnić pożywny posiłek w miejscu pobierania nauki. Wiele naszych doświadczeń zdobytych w poprzednich latach połączyło się w tę prostą ideę: nasze przywiązanie do Maryi, Matki Jezusa, zaskakujące spotkanie z Nią w Bośni i Hercegowinie, gdy jeszcze byśmy nastolatkami, liczne spotkania z biednymi dziećmi w kolejnych latach, spotkania z dziećmi, które nie mogły iść do szkoły z powodu ubóstwa i głodu, słowa usłyszane od Edwarda i coraz większa świadomość, że problemy, z którymi mierzą się najuboższe wspólnoty na świecie, mogą pokonać jedynie zdrowi ludzie, którzy mają przynajmniej podstawowe wykształcenie. W taki sposób w Malawi zaczęliśmy serwować pierwsze Posiłki Maryi.

W tym wielkim projekcie z pewnością jest wiele administracyjnej pracy. Ilu ludzi jest zaangażowanych w cały projekt? Jak to wszystko funkcjonuje?

Niemal cała nasza praca opiera się na wolontariuszach. To są ludzie, którzy swój czas poświęcają na zdobywanie środków, gotowanie i serwowanie posiłków, a także ci, którzy modlą się za naszą pracę. Oni są najlepszymi ambasadorami Posiłków Maryi. Na przykład tylko w Malawi mamy ponad 80 tysięcy wolontariuszy. A wyobraźcie sobie, ilu ich jest we wszystkich krajach? Jeśli mam być zupełnie szczery: sami nawet nie wiemy, ilu ludzi jest zaangażowanych w pracę Posiłków Maryi.

W Medziugorju w tym tygodniu przebywali członkowie naszej wielkiej rodziny z licznych państw, które są włączone w prace Posiłków Maryi. My w Posiłkach Maryli lubimy mówić o sobie, że jesteśmy jedną wielką rodziną, a nie organizacją. Takie uczucie w szczególny sposób towarzyszy nam, gdy jesteśmy tutaj w Medziugorju.

Na ile w ten projekt włączają się lokalne wspólnoty?

Jest dla nas szczególnie, aby projekt wspierały lokalne wspólnoty, bo bez ich wsparcia trudno byłoby go realizować. Kiedy tylko jest to możliwe, kupujemy jedzenie od lokalnych producentów – w taki sposób pomagamy lokalnej gospodarce.

Ciekawe jest to, że także dzisiaj główną siedzibą Posiłków Maryi jest barak w Szkocji. Czy to ma przypominać o tym, że należy zachować skromność?

Ten barak pożyczyłem od mojego ojca w 1992 roku na dwa tygodnie i 25 lat później jeszcze ciągle w nim jestem. Nadal działamy w baraku, ponieważ on ciągle i na nowo nam przypomina, że we wszystkim powinniśmy zachować skromność, że należy działać w duchu ubóstwa. Kiedy ludzie dają nam środki finansowe oczekują, że nakarmimy dzieci, a nie że środki wydamy na jakieś nowocześnie wyposażone biura. Istnieje jeszcze jeden powód, dlaczego zostałem w tym baraku. Znajduje się w pobliżu domu modlitwy, który prowadzą moi rodzice. Tam jest kaplica z Przenajświętszym Sakramentem, w której codziennie się modlimy.

Globalna działalność wymaga licznych podróży. Często jeździ pan do miejsc, które są bardzo niebezpieczne. Czy kiedykolwiek groziło panu niebezpieczeństwo?

Tak, czasami bywałem w niebezpiecznych miejscach, na przykład w Somalii w trakcie wielkiego głodu w tym kraju i to było trochę przerażające. Albo np. na Haiti, gdzie pracowaliśmy na przedmieściach – tam prawo właściwie nie obowiązuje. Ale zazwyczaj towarzyszą mi mieszkańcy, którzy troszczą się o mnie i doradzają mi, gdzie mi wolno iść, a gdzie nie. Często to są misjonarze albo misjonarki i właśnie jednym z większych przywilejów mojej działalności jest to, że mogę przebywać z tymi ludźmi, widzieć ich odwagę. Obecnie w moich myślach szczególnie są obecni nasi współpracownicy z Sudanu Południowego, gdzie sytuacja jest trudna. Codziennie karmimy tam kilka tysięcy dzieci, a to jest możliwe dzięki naszym współpracownikom z tamtejszego kościoła, którzy codziennie ryzykują swoje życie, aby dzieci otrzymały posiłek. Oni ryzykują dużo więcej niż ja.

Jak na to wszystko patrzą pańskie dzieci?

Te podróże nie są tak często, jak może uważają ludzie. Ale nawet kiedy podróżuję, one nigdy nie są same. Mamy siebie nawzajem i ludzi, którzy nas kochają i modlą się za nas. W tym tygodniu w Medziugorju poznałem pewną zakonnicę z Zadaru, która każdego dnia modli się w intencji Posiłków Maryi i naszej rodziny. Naprawdę uważam, że nam to pomaga, kiedy ludzie się za nas modlą. Oprócz tego mamy telefony komórkowe, więc wszystko jest prostsze i łatwiejsze. Cała siódemka naszych dzieci w pewien sposób jest powiązana i włączona w prace Posiłków Maryi. Tego lata nasz najstarszy syn, piętnastoletni Calum, sześć tygodni był wolontariuszem w małym centrum informacyjnym w Medziugorju i tak mu się to spodobało, że najchętniej by tu został.

Posiłki Maryi dzisiaj na świecie są godnym pochwały projektem promowanym przez zwykłych ludzi, ale także przez znane osoby.

Ludzie doceniają w tym projekcie jego prostotę. Coś funkcjonującego w tak prosty sposób tak bardzo zmienia na lepsze życie najuboższych. To naprawdę cudowne, że pomagają nam także znane osoby, ale my Posiłki Maryi chętnie widzimy jako projekt zwykłych, młodych, starych, ubogich ludzi, którzy w swoim otoczeniu poprzez małe dzieła miłości czynią ten świat lepszym.

Czy w trakcie tych 25 lat kiedykolwiek pojawiła się chęć odpoczynku od wszystkiego, a może nawet zrezygnowania z tego projektu?

Szczerze – nie. Oczywiście, że czasami jestem zmęczony. Zdarzają się przykrości, natrafiamy na brak akceptacji, ale nigdy nie pomyślałem o zarzuceniu tego projektu. Wręcz przeciwnie, cały czas jestem zaskoczony tym, ile Bóg nam daje każdego dnia, ponieważ ja nie mam do tego kwalifikacji, nie wiem dlaczego właśnie nas wybrał. Nie opuszcza mnie także uczucie głębokiej wdzięczności za to, że mogę żyć w taki sposób. Po 25 latach nadal dziękujemy Bogu za wszystko i każdego dnia pragniemy zrobić jeszcze więcej.

W swoim świadectwie podkreśla pan, jak ważna jest modlitwa.

Jestem przekonany, że pomimo tego, że jest wielu ludzi, którzy pragną pomóc, byłoby to niemożliwe bez modlitwy. Bardzo ważne jest, abyśmy nie stracili tego z pola widzenia. W domu modlitwy, który prowadzą moi rodzice, ludzie modlili się dziesięć lat, zanim w ogóle zrodził się pomysł Posiłków Maryi. Jest dla nas ważne, aby to dzieło pozostało zakorzenione w modlitwie i prawdziwym zdaniu się na Bożą Opatrzność.

Tak jak na świecie wzrastają potrzeby, tak samo Posiłki Maryi się rozwijają.

Właśnie przygotowujemy się do tego, aby zacząć wydawać pierwsze obiady w Etiopii. Jesteśmy szczęśliwi z tego powodu, ponieważ dzieci w tym kraju naprawdę potrzebują Posiłków Maryi. Ale także we wszystkich innych krajach, w których działamy, są dzieci, które jeszcze czekają na Posiłki Maryi. Po prostu kontynuujemy naszą pracę zawsze myśląc o tym, że jeszcze są czekające na nas dzieci. Nie stawiamy sobie żadnych wielkich celów, lecz chętnie myślimy o tym, jak o wielu małych dziełach miłości. To jest ważniejsze niż myślenie o liczbach.

Czy chciałby pan coś przekazać naszym czytelnikom na koniec tej rozmowy?

Dziękuję tym wszystkim, którzy wspierają naszą pracę w jakikolwiek sposób. Pragnę im przekazać, że ważne jest każde nawet najmniejsze dzieło miłości, że to zmienia życie młodych ludzi. Jeszcze raz pragnę poprosić o modlitwę za Posiłki Maryi, abyśmy jak najszybciej mogli dotrzeć do głodujących dzieci. Dzisiaj 61 milionów dzieci nie chodzi do szkoły z powodu głodu i naprawdę wierzymy, że możemy im pomóc, jeśli będziemy się modlili i pozostaniemy wierni temu, do czego wzywa nas Matka Boża. Proszę także o modlitwie w intencji, aby nasza praca była kontynuowana ku chwale naszej Niebieskiej Matki i Jej Syna Jezusa.

Milka Rozić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry