O. TOMISLAVEM PERVAN OFM

Prawda o Medziugorju jest zamiatana pod dywan

Wywiad z o. doktorem Tomislavem Pervanem, wybitnym teologiem i medziugorskim księdzem.

Medziugorje jeszcze czeka na papieski werdykt. I choć specjalna komisja już dawno zakończyła swoje prace i przekazała raport, choć zapowiadano już ogłoszenie decyzji, papież Franciszek, o którym mówi się, że nie jest skłonny uwierzyć w medziugorskie objawienia, ciągle milczy. Lecz wiadomości z Watykanu napływają i właśnie o nich rozmawialiśmy z o. dr. Tomislavem Pervanem – wybitnym teologiem, który już od wielu lat działa w Medziugorju.

Watykanista Andrea Tornielli, którego informacje są bardzo wiarygodne, opublikował niedawno informację, że komisja ds. Medziugorja, którą powołał papież Benedykt XVI, uważa, że pierwsze objawienia Matki Bożej (od 24 czerwca do 3 lipca 1981 roku) mają charakter nadprzyrodzony, to znaczy, są autentyczne, a wszystko pozostałe jest pod znakiem zapytania. Jak ojciec by to skomentował? Czy można patrzeć na Medziugorje właśnie tak – dzieląc wydarzenia na fazy?

Niewytłumaczalne jest dla mnie to rozgraniczenie objawień na pierwsze dziesięć dni i później. Nie mogę zrozumieć, jakimi kryteriami kierowali się członkowie komisji przy wprowadzaniu takiego podziału. Dziś w sieci dostępny jest zapis tego, co 25 lipca 1981 w święto św. Jakuba w trakcie udzielania sakramentu bierzmowania powiedział biskup miejsca Pavao Žanić przed wszystkimi zgromadzonymi. Powtórzył wielokrotnie: „Dzieci nie kłamią”, krytykując ówczesne media i oficjalną ateistyczną politykę. Wiemy, że ateistyczni agitatorzy w Dzień Obrońcy (4 lipca) atakowali Medziugorje w mediach, mówiąc o kontrrewolucji w Medziugorju. Może członkowie Komisji kierują się rozróżnieniem „objawień” od „wizji”, co w istocie nie jest tym samym. Objawienia pochodzą z zewnątrz, wizje zaś mogą pochodzić od samego podmiotu.

Zastanawia mnie, dlaczego wszystkie dotychczasowe komisje pomijały badania naukowe, które były przeprowadzane na widzących przez 20 lat, pokrywanie się, synchronizację i równoczesność reakcji w chwili kiedy zaczyna się „objawienie” i w momencie kiedy się kończy. Niezrozumiały jest dla mnie także nagły „odwrót”, którego dokonał biskup miejsca w stosunku do swojej pierwotnie pozytywnej i aprobującej postawy, która trwała przynajmniej miesiąc. Pierwotne był przekonany, że nie jest mowa o kłamstwie i manipulacji oraz że franciszkanie tego nie wymyślili. Proboszcz na samym początku nie był obecny w parafii, wrócił z podróży dopiero w sobotę a objawienia zaczęły się w środę. Z pewnością należy wykluczyć o. Tomislava Vlašicia, który przyjechał do Medziugorja dopiero we wrześniu i o. Slavka Barbaricia, który w tym czasie studiował za granicą. Pozostaje dla mnie niejasne, co zachęciło biskupa miejsca, aby zmienił swoje pierwotne stanowisko i w późniejszych latach oskarżał poszczególnych franciszkanów, charyzmatyków i innych o to, że wszystko to jest manipulacją. Może czas i dokumenty ujawnią jakieś fakty.

Wydaje się, że dla członków komisji najbardziej problematyczni są widzący. Postrzegają widzących jako osoby psychicznie normalne, wierzą, że nie byli instruowani przez franciszkanów, ale nie wierzą w to, że Matka Boża nadal ukazuje się każdemu z osobna.

Objawienia nie sprawiają, że człowiek automatycznie staje się świętym. Człowiek musi przez całe życie współpracować z łaską i wzrastać w świętości. Myślę, że musimy wziąć pod uwagę także pierwotne zaskoczenie widzących, zamieszanie, które zapanowało także w nich jak i wokół nich. To było coś nowego, nieznanego. Partia, komitety, milicja, groźby, przesłuchania. W tych pierwszych dniach panowała niepewność, której towarzyszyło medialne zamieszanie i osądzenie dzieci. Także sam proboszcz nie był pewien, jak to się wszystko skończy i co się w rzeczywistości dzieje. Nie wiedział, czy to nie jest prowokacja ze strony tajnych , za pomocą której chcą go oskarżyć o próby obalenia reżimu, ponieważ wcześniej żądali jego przeniesienia z Posušja. Wszystkie te wątpliwości nie dawały mu spokoju w tych pierwszych dniach.

Komisja ma wątpliwości co do „zaprogramowania” objawień, które miały ciąg dalszy, choć widzący zapowiedzieli, że ustaną.

Co to „zaprogramowania” objawień myślę, że nie ma tutaj nic do zarzucenia. W Fatimie Maryja mówiła małym pasterzom, aby przychodzili w to samo miejsce każdego 13 dnia w miesiącu o tej samej godzinie, koło południa. W Lourdes Matka Boża także powiedziała Bernadetce, że będzie się objawiać w kolejnych miesiącach, od lutego do lipca. Ostatnie objawienie miało miejsce w dzień wspominania Matki Bożej z góry Karmel 16 lipca. Tak samo było z objawieniami w Kibeho, które miały miejsce jakoś równolegle z medziugorskimi objawieniami do 1988 roku. Tam również Maryja mówiła widzącym, kiedy będzie następne objawienie. W Kibeho biskup wziął sprawy w swoje ręce, powołał komisję złożoną z teologów, psychologów, lekarzy specjalistów i Kościół na początku tego stulecia uznał objawienia trzech z siedmiu widzących.

Patrząc na wiadomości płynące z Watykanu, problematyczne jest także zachowanie niektórych widzących w tak zwanym „hercegowińskim przypadku”.

Uważam za skrajnie błędne włączanie Maryi i objawień maryjnych w bieżące konflikty albo kontrowersyjne teologiczne kwestie, które panują w Kościele, a które były wyjątkowo aktualne w tamtym czasie w Hercegowinie. Maryja nigdy nie rozwiązuje kontrowersyjnych, codziennych kłótni, ale przychodzi jako Królowa Proroków powiedzieć światu, co ma robić. Ona zawsze przychodzi przed swoim Synem, na Niego wskazuje w swoich objawieniach, a objawienia dzieją się z mocy Ducha Świętego. Bez Ducha nie ma objawień. Objawienia są co do zasady aktualizacją i realizacją Ewangelii. One są w służbie nawrócenia i ewangelizacji, odnoszą się do wszystkich.

Może biskup miejsca myślał, że Matka Boża poprzez objawienia pomoże mu, aby franciszkanie oddali parafie, które na mocy decyzji Rzymu należały do nich i były im przydzielone. Szkoda, że w tamtym czasie biskup miejsca nie zachowywał się spokojniej i w bardziej dyskretny sposób bez publicznego potępiania widzących i franciszkanów. Dzięki temu uniknęłoby się mnóstwa problemów i byłoby mniej goryczy w sercach wszystkich uczestników wydarzeń.

Widzącym cały czas się zarzuca, że żadne z nich nie wstąpiło do zakonu, że się wzbogacili itd. Jak ojciec ocenia ich dzisiaj, czy możemy ich uważać za wiarygodnych świadków?

Widzący są ludźmi ze swoimi wadami i zaletami, sympatiami i antypatiami. Ich zachowanie nie jest doskonałe, pozostają po ludzku ograniczeni, nie są automatycznie świętymi osobami. Czego od nich oczekujemy, gdy sami dajemy sobie dyspensę od drogi świętości?

Bez udziału woli samych widzących u trojga z nich codzienne objawienia z czasem ustały. U Jakova to miało miejsce, gdy przebywał w 1998 roku w Ameryce, dokładnie 3 lata przed atakiem na World Trade Center w Nowym Jorku (11 września 2000). Płacząc, zakomunikował to z Ameryki śp. o. Slavkowi Barbariciowi. Czy to był czysty przypadek?

Kościół uznał objawienia w La Salette we Francji z 1846 roku. Dwójka widzących, Maksymin i Melania po objawieniach wiedli dość burzliwe życie. Maksymin zmarł nie skończywszy 40 roku życia. Bernadetta z Lourdes nie była najszczęśliwsza w klasztorze z powodu tego, jak ją traktowano. Życie tych, którzy znajdą się w centrum uwagi, w żaden sposób nie jest łatwe. Tak samo jest w Medziugorju. Od początku objawień szóstka widzących nie ma żadnej prywatności. Widzący są cały czas obserwowani, możemy śmiało powiedzieć, że ukradziono im dzieciństwo i młodość, komentuje się ich życie, małżeństwa, bogactwo i tak dalej. Pomimo gróźb i prób zastraszenia ich, pozostali do końca wierni swoim wypowiedziom z początku objawień. Nigdy nie zaprzeczyli faktowi, że w tych pierwszych dniach pod koniec czerwca 1981 roku, zostali pozbawieni swojej codzienności i włączeni do gry, której nie chcieli i nie przewidywali tego, co będzie dalej

Dlaczego nie zdecydowali się na życie w klasztorze albo zakonie?

Maryja pozostawiła im wybór. Bóg nikogo do niczego nie zmusza. Czy myśli pani, że życie w rodzinie jest łatwiejsze od tego w klasztorze? Skoro fatimska widząca Łucja w swoich notatkach zapisała, że ostateczna walka toczy się dzisiaj o małżeństwo i rodzinę, wówczas ich wybór małżeńskiego i rodzinnego życia jest świadectwem dla całego świata. To jest świadectwo o wartości rodziny, kiedy widzimy, jak rozpadają się rodziny, niszczy się małżeństwo, jak podważa się świętą wspólnotę mężczyzny i kobiety, gdy parlamenty ogłaszają związki jednopłciowe „małżeństwami” itd.

W 2017 roku Kościół obchodził setną rocznicę objawień fatimskich. Zapomina się o fakcie, że Franciszek miał tylko wizje, że Hiacynta miała wizje i słyszała głos oraz słowa Matki Bożej, a jedynie Łucja porozumiewała się z Najświętsza Maryją Panną. Wszystko, co napisała o objawieniach, uczyniła w klasztorze, niemal 25 lat po objawieniach. Czy po tylu latach można wszystko pamiętać? To przypomina Ewangelie, które powstały w drugim pokoleniu po śmierci Pana. Dlaczego medziugorskie wydarzenie nie miałyby być tak samo wiarygodne, jeśli są utrwalane zarówno na nagraniach, w pisanych dokumentach, ale także badane naukowo od samego początku? Wspomnę tylko badanie, które prowadził słoweński psychiatra i parapsycholog Ludwik Stopar pod koniec 1992 roku, kiedy byłem proboszczem. Bez równych sobie jest pisemne świadectwo, które pozostawiła po sobie pani Darija Klanac, z domu Škunca, która sto razy przemierzyła Atlantyk, ponieważ jest przekonana, że tutaj działa Matka Boża, a także świadectwa włoskich lekarzy z Mediolanu. Ponadto swoje świadectwa dali dr Henri Joyex z Montpellier czy salezjanin, psycholog i parapsycholog prof. Andreas Resch z Innsbrucku. Najlepszym badaczem Maryjnych objawień w Lourdes i największym mariologiem minionego wieku był ks. René Laurentin, który w wieku 100 lat zmarł w 2017 roku. Był tutaj obecny od końca 1982 roku. Jego opracowania dotyczące Lourdes dzisiaj są miarodajne i merytoryczne. Tutaj wypytywał i skrzętnie notował wszystko, co było związane z objawieniami, widzącymi i tak dalej. Był w Medziugorju trzy lata temu, już zupełnie niewidomy. Co go tak silnie przyciągało do Medziuorja? Dlaczego jego świadectwo jest pomijane w przypadku Medziugorja, co do którego twierdził, że jest bardziej ewidentne niż Lourdes, a przyjmuje się to dotyczące Lourdes, od którego dzieli nas półtora wieku? Czy istnieje wybiórcza prawda w stosunku do Medziugorja, czy z powodu jakichś interesów ta prawda jest zamiatana pod dywan?

Dlaczego te wszystkie komisje nie brały pod uwagę tych fundamentalnych i poważnych badań naukowych, tylko musiało dojść do tego, że raz członek jednej z komisji użył niewysterylizowanej(!) igły i nakłuł Vickę nad lewą łopatką w trakcie objawienia. Chciał sprawdzić, czy zareaguje. Byłem przy tym obecny i widziałem jak na bluzce Vicki pojawiła się krew.

Przypomnijmy sobie inny przypadek, który znajdował się w centrum wydarzeń ubiegłego wieku. Znowu nie aż tak dawno temu, bo w 1958 roku Święte Oficjum – dzisiejsza Kongregacja Nauki Wiary – osądziła zapiski wizji św. Faustyny Kowalskiej. Zostały niemal umieszczone na indeksie ksiąg zakazanych. Trwało to do czasu, gdy pojawił się Jan Paweł II, który zrehabilitował i promował jej dzieło. Kto dzisiaj nie słyszał o jej Dzienniczku i kto nie odmawia koronki do Bożego Miłosierdzia? Jest pierwszą świętą Nowego Tysiąclecia. Kto był w błędzie? Kto tutaj popełnił błąd? Jak mówi przysłowie: prawda jako oliwa – zawsze na wierzch wypływa.

Kontrowersje dotyczą także tajemnic: mówią, że wszystkich jest dziesięć, ale nawet dzisiaj nie jest jasne, czy jest ich łącznie dziesięć czy więcej. W latach osiemdziesiątych widzący mówili, że niektóre tajemnice dotyczą parafii, a niektóre świata, jeszcze inne zaś byłej Jugosławii, ale ani jedna jeszcze nie została ujawniona. Logiczne jest pytanie: jaki sens ma tajemnica dotycząca państwa, które się dawno rozpadło?! Albo tajemnica o wielkim znaku na Górze Objawień, która rzekomo już powinna się zrealizować. Co ojciec o tym sądzi?

Co do wspomnianych „tajemnic” mogę podzielić się osobistym doświadczeniem. Zostałem proboszczem w Medziugorju w sierpniu 1982 roku. Na dzień przed świętem Niepokalanego Poczęcia NMP, 7 grudnia 1982 roku, byłem z widzącymi w pomieszczeniu, gdzie objawiła im się Matka Boża. Wcześniej poprosiłem widzącą Ivankę Ivanković, aby w moim imieniu poprosiła Matkę Bożą w pewnych intencjach. W czasie objawienia Jakov, Marija, Vicka i Ivanka byli bardzo poważni. Po objawieniu schowali się w rogu tego pomieszczenia. Spytałem Ivankę, co się stało. Odpowiedziała mi, że nie mogła zadać Matce Bożej moich pytań, ponieważ tego wieczoru, w trakcie tego objawienia, Matka Boża powierzyła im nową tajemnicę. O jej treści nie chciała ani nie mogła nic powiedzieć Ale było widać po wyrazie jej wyrazy twarzy, że mowa o czymś poważnym. Co widzieli, czego doświadczyli, tego nie wiem. Moje pytanie brzmi: skąd oni, tacy prostoduszni i nieuczeni mogli mówić o „tajemnicach”, gdyby nie słyszeli czegoś „z drugiej strony”? Możemy tylko snuć przypuszczenia. Oni milczą na ten temat. Nie było szansy, aby o wspomnianych tajemnicach komukolwiek udało się dowiedzieć albo wyciągnąć coś od najmłodszego z nich Jakova, który zachowywał się w dziecinny sposób. O wszystkim mówił spontanicznie, jak to dziecko, ale kiedy była mowa o tajemnicach, natychmiast milczał. Dlatego nie przyszło mi do głowy, aby ich o to pytać albo z nimi o tym rozmawiać. Słyszałem tylko, że widząca Mirjana na 10 lat przed ogłoszeniem w Chorwacji niepodległości mówiła o wolnej Chorwacji. Także fatimska widząca Łucja dopiero na żądanie biskupa usiadła i zapisała tajemnice w duchu posłuszeństwa wobec pasterza Kościoła. Tutaj zaś w przypadku medziugorskich widzących nikt ze strony odpowiedzialnych w hierarchii kościelnej nie zajmował się nimi na poważnie. W Kibeho widzący przewidzieli ludobójstwo, które miało miejsce w 1994 roku.

Jaki jest aktualny status Medziugorja? Wiele osób nazywa je sanktuarium, chociaż wiemy, że nikt nie nadał Medziugorju tego statusu: ani biskup miejsca, ani Konferencja Biskupów, ani Stolica Apostolska.

Nie ma statusu sanktuarium, ponieważ to należy do kompetencji lokalnego ordynariusza. Moglibyśmy nazwać Medziugorje miejscem modlitwy. Niemcy mają określenie „Gebetsstätte”, którego używają w odniesieniu do Heroldsbach, Heede i innych miejsc, gdzie objawiała się Maryja, ale Kościół tego nie uznał. Później zostały nazwane miejscami modlitwy. W Heroldsbach widzący byli nawet ekskomunikowani.

Swój dzisiejszy status Medziugorje zawdzięcza w największym stopniu emerytowanemu papieżowi Benedyktowi, który w 1985 roku wyjął je spod jurysdykcji biskupa miejsca z powodu oczywistej stronniczości i przekazał je w ręce Konferencji Biskupów i kardynała Kuharicia. Komisja, która została wtedy powołana, wydała swoją merytoryczną opinię w 1991 roku, tuż przed wybuchem wojny na Bałkanach. Trzeba było czekać następnych 20 lat, aby ta sama osoba, wówczas przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary, osiem lat temu jako papież, powołała komisję, która zajęła się problematyką Medziugorja. Te 20 lat minęło na wzajemnym przerzucaniu się argumentami za i przeciw na wszystkich poziomach między żarliwymi przeciwnikami i jeszcze bardziej żarliwymi zwolennikami. Komisja wykonała swoją pracę i przekazała dokumentację do watykańskich urzędów. Obecny papież wielokrotnie powtarzał, że komisja, na czele której stał kardynał Ruini, wykonała „dobrą, bardzo dobrą pracę”.

Pielgrzymi i tak przyjeżdżają, najwyraźniej nie obchodzi ich oficjalne uznanie Medziugorja?

Wszystkich nas bardzo dziwi brak troski biskupa miejsca w stosunku do milionów pielgrzymów, którzy przyjeżdżają do Medziugorja. W praktyce Medziugorje jest traktowane jak wszystkie inne parafie w diecezji, a liczby pokazują zupełnie coś innego. Miliony udzielonych Komunii świętych, tysiące księży i tym podobne. W ciągu ostatnich lat przyjeżdżają głównie pielgrzymi ze wschodu Europy, z krajów bałtyckich, zwłaszcza z Polski. Możemy codziennie widzieć tutaj autobusy z Polski. Dlaczego przyjeżdżają do Medziugorja skoro mają swoją Częstochowę? Sama jazda do Medziugorja, nierzadko starymi autobusami, trwa 2 dni. Co ich tutaj przyciąga? Wierzę, że pielgrzymują tutaj z powodu pozytywnych doświadczeń, które stały się tutaj ich udziałem. Konstytucja dogmatyczna o kościele Lumen gentium podkreśla, że „ogół wiernych, mających namaszczenie od Ducha Świętego (por. 1 J 2,20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu”. Od samego początku mamy w Kościele zasady lex orandi, lex credendi, co znaczy: norma modlitwy, normą wiary oraz lex orandi statuit legem credendi, czyli o prawie wiary niech stanowi prawo modlitwy. Wiara, to znaczy dogmaty powstały poprzez modlitwę i służenie Bogu, co potwierdza nam Nowy Testament. Dogmaty tylko interpretują prawdę Nowego Testamentu. Jeśli mamy w Medziugorju Kościół powszechny „z czterech wiatrów”, jeśli tutaj wszyscy się modlimy, sławimy Pana, adorujemy Go, czy to nie jest działanie Ducha Świętego? Maryja, widzący i objawienia są dopiero na drugim planie. Możliwe, że widzący na początku znajdowali się w centrum uwagi, dzisiaj jednak są na drugim planie, ponieważ niektórzy z nich nawet nie mieszkają na terenie parafii.

Często ojciec mówi, że dla ojca największym cudem jest to, że Medziugorje stało się konfesjonałem świata. Tymczasem bp Perić powiedział jasno, że liczne spowiedzi, komunie i możliwe nawrócenia nie są dowodem autentyczności objawień Matki Bożej.

Niechętnie sięgam po to określenie „konfesjonał świata”. Stało się niczym złota myśl i brzmi trochę banalnie. Ktoś inny ukuł to określenie. Lubię podkreślać, że Medziugorje jest najpiękniejszym i najlepszym owocem samego Soboru. Jeśli Sobór chciał odnowy Kościoła, ewangelizacji świata, powrotu do źródeł, wówczas to właśnie tutaj się dzieje. W centrum jest Eucharystia, adoracja Przenajświętszego Sakramentu, modlitwa, silna wiara. Abyśmy byli uczestnikami stołu Pańskiego, warunkiem wstępnym jest sakrament pojednania, pokuta, spowiedź, które niemal zniknęły na Zachodzie. Wszyscy, którzy spowiadali w medziugorskich konfesjonałach nie zadają sobie pytań, co do autentyczności objawień NMP, lecz podziwiają szczere, prawdziwe, głębokie życiowe spowiedzi i łaski, które się tutaj rozlewają. Ostatnie 15 lat spędziłem tutaj głownie w konfesjonale i można tu doświadczyć cudów łaski. Ludzie doznają uzdrowienia zarówno na duchu, jak i czasami na ciele. Metafizyczny cud nawrócenia czasem jest silniejszy i bardziej efektywny od fizycznego uzdrowienia, kiedy dzięki sile łaski i interwencji Chrystusa człowiek akceptuje krzyż choroby.

Dzisiaj mamy tutaj około 50 zamykanych konfesjonałów. Lecz przypomnijmy, że w pierwszych dniach i miesiącach objawień ludzie przychodzili na spowiedź przed kościół. Ówczesne spowiedzi były dla mnie dowodem na to, że coś ważnego dzieje się w Medziugorju, że królestwo szatana jest niszczone, że szatan przegrywa walkę i traci grunt pod nogami, że komunizm „zrobił już swoje” na świecie. To były gruntowne, życiowe, poruszające spowiedzi. Dlatego przeciwko Medziugorju i widzącym wystąpił w tamtym czasie cały aparat państwowy, aby wszystko to w zarodku zniszczyć i zdławić. To jednak nie było możliwe, ponieważ nie powstało dzięki ludzkiej woli i pragnieniu, ale był to zamysł i decyzja Boga.

Jaka jest przyszłość Medziugorja?

Pozytywne doświadczenia, które ludzie zabierają ze sobą oraz świadectwo przekazywane ustnie, od samego początku były tą wewnętrzną siłą, tym zapłonem, by ludzie zdecydowali się ruszyć na pielgrzymkę do Medziugorja, zwłaszcza w pierwszych latach objawień, kiedy trwały prześladowania i szykanowania. To były czasy, kiedy nie było nawet najbardziej podstawowych warunków ani żadnej infrastruktury, by można było przyjąć taką liczbę pielgrzymów. Dlatego dzisiaj wierzę właśnie w pozytywne świadectwo medziugorskich pielgrzymów dotyczące duchowej, modlitewnej oferty w Medziugorju. Codzienny rytm modlitw i oferta duchowa jest czymś, czego nie znajdziemy w innych sanktuariach na świecie. Na pielgrzymach szczególnie wrażenie robi codzienny wieczorny program modlitw. W innych sanktuariach to się dzieje tylko w sezonie, jest dostępne dla grup, a tutaj mamy program, który przez cały rok, dzień po dniu, jest realizowany w wielu językach. To zachwyca ludzi i pragną przenieść to do swoich parafii.

Z doświadczenia, które zgromadziłem, pełniąc przez lata posługę w Austrii, Niemczech i Szwajcarii, mogę powiedzieć, że właśnie medziugorscy pielgrzymi są najbardziej aktywni w swoich miejscowych kościołach. Medziugorje nie musi się obawiać o swoją przyszłość. Po owocu poznaje się każde drzewo – powiedział Pan. Jeśli owoce są zdrowe i pozytywne, z czasem będą się pomnażać. Nie widzę żadnych istotnych odstępstw w wierze, zachowaniu i moralności, które pochodziłyby z Medziugorja i szerzyły się na świecie. Oczywiście zawsze znajdą się fanatycy, którzy swoje wyobrażenia przypisują Matce Bożej.

Dlaczego Kościół jest tak podzielony w sprawie Medziugorja? Sam papież Franciszek rzekomo powiedział, że Matka Boża nie jest listonoszem, żeby każdego dnia przynosić orędzia.

Nie chciałbym nikogo oskarżać z powodu podziałów wśród ludu i kleru co do Medziugorja, ale myślę, że wytrwałe zaprzeczanie władz miejscowych w ciągu 36 lat wszystkiego, co się tutaj działo, a jest związane z objawieniami, stworzyło właśnie ten podział między ludem a klerem. Osobiście jestem tutaj obecny od pierwszych dni i teraz, kiedy w pewien sposób podsumowuję moje życie, nie mogę powiedzieć, że uwierzyłem w kłamstwa i że się mylę. Nigdy tego nie chciałem, zawsze chciałem być wierny Kościołowi i zakonowi, być z Kościołem, w Kościele, z nim myśleć, współodczuwać, dla niego żyć, wierzyć w to, w co wierzy Kościół i wiele rzeczy do tej pory napisałem właśnie z miłości do Boga, Chrystusa, Kościoła i Maryi. Wiara w objawienia nie jest niczyim obowiązkiem, ale jest niemożliwym stwierdzenie, że na początku za tym wszystkim nie stała bezpośrednia interwencja samego Nieba, interwencja, która odbija się echem na całym świecie. Co do słów papieża, że Matka Boża nie jest listonoszem nie musi być tak, że miał na myśli wyłącznie Medziugorja. Codziennie, także w Medziugorju spotykamy różnych fanatyków, którzy przedstawiają swoje notatki, wizje, wieszczą apokaliptyczne wydarzenia i zapowiadają upadek. Takie osoby są także w Rzymie wokół papieża, i – w co wierzę – codziennie wysyłają mu swoje „notatki”, „wizje” i „orędzia”.

Umieszcza ojciec medziugorskie wydarzenia w kontekście historycznym, łączy objawienia Matki Bożej z tym co dzieje się u nas i na świecie. Czy ma ojciec jakieś nowe przemyślenia na ten temat?

Dokładnie 31 lat temu amerykański prezydent Reagan w podzielonym Berlinie wygłosił swoje historyczne przemówienie, w którym wzywał Gorbaczowa, aby w końcu zburzył ten mur, symbol wstydu dla całego świata. W swoim wystąpieniu odniósł się do tego, co 25 lat wcześniej powiedział w Berlinie prezydent Kennedy „Jestem berlińczykiem”. Kto mógł wtedy przewidzieć, że mur upadnie za dwa lata? Nikt! Niebo posłużyło się Maryją i polskim papieżem, który w ogóle nie chciał prowadzić dialogu z komunistami. Ze złem nie ma dialogu, nie ma rozmowy. Papież dał nam przykład. Maryja nas do tego wzywa. Zło się szerzy. Nie ma z nim dyskusji, wszyscy potrzebujemy życiowego zwrotu, nawrócenia, silnej wiary. Sytuacja jest bardzo poważna, wartości są wypaczone, grzech w świadomości wielu ludzi w ogóle nie istnieje, piekło także. Musimy wrócić do Jezusa i uczynić to, co nam mówi. Słowa Maryi wypowiedziane w Kanie Galilejskiej obowiązują tak samo wówczas jak i dzisiaj. Medziugorje ze swoją ofertą duchową i modlitewną może być drogowskazem.

W czerwcu 1981 roku doświadczyliśmy na górze, która się wtedy nazywała Crnica, a dziś Góra Objawień, duchowego zapłonu, detonacji, która odbiła się echem na całym świecie, która rozniosła się po całym świecie. Naszym zadaniem jest przekazywać pochodnię wiary, nie tracić Ducha. To był początek, a nie cel ani sens posłannictwa Maryi. Również dzisiaj wzywa nas swoim matczynym głosem. Nie możemy powiedzieć, że nie słyszymy. Właśnie tak jak te miejsca, które widziały niewidzialne i słyszały niesłychane słowa, przeciwko którym Jezus wypowiedział najcięższe słowa. Oby to nie powtórzyło się w naszym pokoleniu! Jesteśmy świadkami tego, że człowiek rozpoczął walkę ze Stworzycielem i cudownym Bożym stworzeniem. Dokąd nas to doprowadzi? Tylko Niebo zna odpowiedź. Dlatego Maryja wytrwale wzywa nas do nawrócenia, wiary i modlitwy. Do powrotu do naszego Źródła.

o. Tomislavem Pervan OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry