Przez lata słyszałam w swoim wnętrzu głos Matki Bożej

Jelena Vasilj, teolog obdarzona darem lokucji mieszka z mężem Massimilianem Valente i trójką dzieci w Rzymie, naszym czytelnikom opowiada o tym cudownym doświadczeniu.

VASILJ: Wydarzyło się to 15 grudnia 1982 roku, kiedy w swoim wnętrzu najpierw usłyszałem głos anioła. To trwało kilka tygodni. Dopiero potem spotkałam się z Matką Bożą. Anioł w ten sposób przygotowywał mnie na to spotkanie.

DZIENNIKARZ: Co powiedział pani anioł, gdy usłyszała go pani po raz pierwszy?

VASILJ: Byłam wtedy na lekcji biologii w szkole w Medziugorju. Trochę się nudziłam, spytałam która jest godzina i kiedy lekcja się skończy. Nagle usłyszałem głos, który mi powiedział, że jest 10:20. Przyjaciółka potwierdziła, że jest 10:20. Można powiedzieć, że to właściwie banalne doświadczenie, nic nadprzyrodzonego, tymczasem ten głos przykuł moją uwagę. Kiedy wróciłam do domu, ponownie usłyszałam wezwanie, ale tym razem było głębsze. To było wezwanie do modlitwy i radości. Ten głos spytał mnie, czy jestem radosna, wtedy w swoim wnętrzu poczułam radość nie do opisania. Następnie przedstawił mi się i powiedział, że jest aniołem i pragnie mnie prowadzić. Spytał, czy jestem gotowa przyjąć to wezwanie. To był pierwszy dzień.

DZIENNIKARZ: Czy anioł przedstawił się pani, posługując się jakimś imieniem?

VASILJ: Powiedział tylko, że jest aniołem.

DZIENNIKARZ: Komu się pani z tego zwierzyła?

VASILJ: Przyjaciółkom.

DZIENNIKARZ: Czy uwierzyły pani?

VASILJ: Były trochę podejrzliwe. Nie potrafiłyśmy wyjaśnić, co się dzieje. Powiedziały o tym moim rodzicom. Tata opowiedział to o. Tomislavowi Vlašiciowi, który stwierdził, że jest to wewnętrzny głos. Uwierzył mi i przez długi czas prowadził mnie duchowo.

DZIENNIKARZ: W jaki sposób słyszała pani ten głos?

VASILJ: Nie można tego porównać z ludzkim głosem, ponieważ nie można go opisać, posługując się katagoriami fizycznymi. Mowa o rodzaju natchnienia. Może czegoś takiego doświadcza poeta, kiedy w swoim wnętrzu w określonym momencie czuje pojawiające się słowa. Przy czym ja nie doświadczam tego jako czegoś swojego, bo to natchnienie pochodzi z innego źródła.

DZIENNIKARZ: Co działo się później?

VASILJ: Zamysł tego daru był jasny. Anioł powiedział, że pragnie prowadzić mnie poprzez modlitwę i życie duchowe. Nie prosił od razu o zorganizowanie grupy modlitewnej, ta prośba pojawiła się dopiero po sześciu miesiącach. Moje kuzynki, przyjaciółki i ja spontanicznie gromadziłyśmy się, żeby wspólnie się modlić. Można powiedzieć, że one także otrzymały dar modlitwy, a niektóre z nich słyszały wewnętrzny głos.

DZIENNIKARZ: Jak wyglądało spotkanie z Matką Bożą?

VASILJ: Anioł powiedział mi, że spotkam Matkę Bożą, ale nie wiedziałam, że usłyszę Jej głos. Myślałam, że spotkam Ją w jakiś inny sposób. W trakcie tego pierwszego spotkania widziałam w swoim wnętrzu obraz Jej twarzy i nie otrzymałam żadnego orędzia. Dopiero następnego dnia usłyszałam Jej głos.

DZIENNIKARZ: Jak wyglądała ta postać?

VASILJ: To nie była trójwymiarowa wizja, bardziej mowa o wewnętrznym wrażeniu. Proszę sobie wyobrazić, że śni pan z otwartymi oczami, obraz jest tak bardzo żywy, realny.

DZIENNIKARZ: Czy widziała pani kolory?

VASILJ: Matka Boża była cała biała, nie widziałam innych kolorów.

DZIENNIKARZ: Czy mogła pani rozpoznać włosy, twarz, oczy?

VASILJ: Przy takich wewnętrznych doświadczeniach trudno opisać wygląd osoby, szczególnie anioła. Nigdy nie mogłam zidentyfikować jego twarzy. To pozostaje dla mnie wielką tajemnicą.

DZIENNIKARZ: Czy anioł przybrał jakiś kształt?

VASILJ: Anioł wyglądał jak chłopak w wieku około 12 lat.

DZIENNIKARZ: Czy miał skrzydła?

VASILJ: Tak, miał skrzydła. On się nam ukazuje takim, jakiego go sobie wyobrażamy. Dlatego Matka Boża w Afryce jest czarnoskóra, a Chinach ma skośne oczy… Anioły nie mają ciała, dlatego mogą przyjąć dowolną postać.

DZIENNIKARZ: Czy pani spotkania z Matką Bożą miały miejsce o określonej godzinie?

VASILJ: Mniej więcej o tej samej godzinie: około 15. Dopiero gdy dorosłam, zrozumiałam, że to jest wielki znak. Jezus umarł około godziny 15. O tej godzinie odmawia się koronkę do Bożego Miłosierdzia. Można zatem powiedzieć, że istotą wszystkiego jest Boża miłość do nas i między nami, ponieważ Matka Boża nalegała na tę wspólnotę. Później Matka Boża powiedziała także widzącej Marii w jednym z orędzi, że Medziugorje jest nie tylko miejscem modlitwy, lecz także miejscem spotkania.

DZIENNIKARZ: O co prosiła panią Matka Boża?

VASILJ: Abyśmy byli wierni swojemu powołaniu, abyśmy się realizowali jako chrześcijanie, byśmy szukali Boga i Jego woli, a modlitwa jest sposobem, aby się z Nim spotkać. Uczyła nas otwierać serce, uczyła nas modlić się sercem, abyśmy słyszeli ten wewnętrzny głos. Wszyscy powinniśmy słuchać wewnętrznego głosu, ponieważ Bóg każdemu w pewien sposób się objawia. Jeśli nie w żaden inny sposób, to wówczas poprzez sumienie.

DZIENNIKARZ: W tym czasie miały miejsce objawienia dla pozostałych medziugorskich widzących. Czy kontaktowała się pani z nimi?

VASILJ: Próbowałam, lecz wokół nich było mnóstwo ludzi, którzy traktowali mnie jak konkurencję. Oprócz tego widzący mieli mnóstwo obowiązków, więc nigdy nie rozmawiałam z nimi o moim doświadczeniu.

DZIENNIKARZ: Jakie są różnice między pani doświadczeniem a doświadczeniem widzących, którzy widzą Matkę Bożą trójwymiarowo?

VASILJ: Nigdy nie miałam takich doświadczeń jak oni, więc nie mogę tego dokładnie wytłumaczyć. Odnoszę wrażenie, że to, czego doświadczają, nie zależy od wewnętrznego nastawienia, chociaż są też przeciwne opinie, że to doświadczenie jednak głęboko wnika we wnętrze i że człowiek nie pozostaje bierny. W przypadku mojego doświadczenia bycie biernym nie jest możliwe. Ponieważ jeśli serce nie otworzy się na Boga, wówczas Bóg nie może wejść do tego serca.

DZIENNIKARZ: Matka Boża dała pani określone zasady dla grupy modlitewnej. Jaki był cel grupy?

VASILJ: Założyliśmy grupę modlitewną w czerwcu 1983, a cel był jasny. Matka Boża szukała młodych ludzi, którzy jeszcze byli wolni. Prosiła, żebyśmy poświęcili dużo czasu na te spotkania. Dzisiaj wydaje mi się, że prowadziła nas przez szkołę modlitwy, aby każdy z nas odkrył swoje życiowe powołanie albo sposób, w jaki konkretnie może służyć w życiu.

DZIENNIKARZ: Ile osób liczyła wasza grupa modlitewna?

VASILJ: Na początku było około 60 osób, a na końcu około 30. Program był wymagający, więc większość ludzi szybko rezygnowała. Trzeba było się modlić trzy razy w tygodniu po 1,5 godziny. Później Matka Boża poprosiła o jeszcze dodatkowe dwie, trzy godziny osobistej modlitwy dziennie i post…

DZIENNIKARZ: Kiedy grupa modlitewna przestała działać?

VASILJ: Jej działalność nie zakończyła się konkretnego dnia. Można to tak ująć, że doświadczenie po ośmiu latach we wspólnocie modlitewnej stało się mniej intensywne. Nie mogę powiedzieć, że to ostatnie spotkanie miało miejsce, ponieważ istnieje zarówno dar, jak i darczyńca. Podsumowując: grupa modlitewna działała intensywnie przez osiem lat.

DZIENNIKARZ: Czy pani w ciągu tych ośmiu lat słyszała codziennie głos Matki Bożej?

VASILJ: Czasami nawet kilka razy dziennie. Nie było określonego rytmu, tak jak w przypadku pozostałych widzących.

DZIENNIKARZ: Czy uważa pani, że medziugorskie objawienia są wielkim Bożym planem dla ludzkości?

VASILJ: Wierzę w wielki Boży plan, ale nie musi być zawsze mowa o jakiś strasznych rzeczach. Bóg jest Ojcem, który nas kocha, Matka Boża nie przyszła nas straszyć. Jednym z Jej pierwszych orędzi skierowanych do widzących było przesłanie: pragnę z wami być w niebie. Ona jako matka cały czas tęskni za tym, żeby zawsze być z nami. Na świecie jest dużo zła, nie można temu zaprzeczyć, ale powiem teraz coś, co może pana zszokować: nasze grzechy, nasze niedoskonałości są właściwie drobiazgami w morzu Bożej miłości. Bóg jest tak nieskończony, że nie wierzę w istnienie tak wielkiego zła, które mogłoby zagrozić Jego miłości.

DZIENNIKARZ: Dlaczego zatem Matka Boża objawia się tak długo w Medziugorju i dlaczego w taki sposób?

VASILJ: Myślę, że to, co jest nadprzyrodzone, w pewien sposób powinno się stać zwyczajne. Bóg jest z nami, nazywa się Emmanuel i powinniśmy żyć tak, jak żyli Adam i Ewa – w Bożej obecności. Pierwszy człowiek tak żył. Bóg każdego dnia rozmawiał z nim, spacerował z nim w raju. Uważam, że Medziugorje jest kawałkiem raju. Dla mnie jest. Dzięki codziennemu spotkaniu z Panem każdy z nas może zasmakować tego, jak będziemy żyć w raju.

DZIENNIKARZ: Dlaczego medziugorskie objawienia w znaczący sposób różnią się od pozostałych objawień?

VASILJ: Wierzę, że to nie objawienia się zmieniły, ale zmienił się człowiek. Medziugorje jest pełne mistycyzmu, tam większość ludzi głęboko doświadcza Boga. Wierzę, że żyjemy w określonym czasie, o którym Stary Testament wspominał tak: „starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia” (Jl 3,1). Może znajdujemy się w historycznej chwili, kiedy wiele serc może przyjąć to orędzie. Dzisiaj nie ma tylu różnic w sensie duchowym nawet między świeckimi i zakonnikami. Wierzę, że w Medziugorju dzieje się właśnie to, co opisywał św. Paweł: narodził się nowy człowiek, nie ma już różnic między ludźmi, Bóg daje się wszystkim.

DZIENNIKARZ: Czy ma pani dzisiaj doświadczenie lokucji?

VASILJ: Nie mam.

DZIENNIKARZ: Kiedy się skończyło?

VASILJ: Trwało do 1995 roku. Nie wiem, czy byłabym jeszcze w stanie tego słuchać. Moja wiara się zmieniła, stała się bardziej konkretna, słowa zamieniły się w uczynki. Mam teraz okazję żyć wszystkim tym, o czym mówiła Matka Boża.

DZIENNIKARZ: Kiedy poznała pani swojego męża Massimiliana?

VASILJ: Wydaje mi się, że to było w 1995 roku.

DZIENNIKARZ: Kiedy zdecydowaliście się na małżeństwo?

VASILJ: To było chyba w 2000 roku. Pobraliśmy się w Medziugorju w 2002 roku.

DZIENNIKARZ: Czy myślała pani kiedykolwiek o wstąpieniu do zakonu?

VASILJ: Myślałam o tym i pragnęłam tego, ale wierzę, że Bóg przygotował dla mnie to, co mam teraz.

DZIENNIKARZ: Wielu księży zarzuca widzącym to, że wszyscy zdecydowali się na małżeństwo. Dla niektórych ludzi jest to nawet dowód przeciwko medziugorskim objawieniom. Co pani o tym sądzi?

VASILJ: Myślę, że to smutne i jest to powód do zmartwienia. Ludzie w ogóle nie są świadomi tego, w jakim świecie żyjemy. Św. Jan Paweł II w Familiaris consortio napisał: rodzina jest miejscem walki między złem i dobrem [tłumaczenie z chorwackiego, nie udało się znaleźć tego cytatu w tekście adhortacji apostolskiej – uwaga redakcji]. Nie jest problemem to, że seminaria duchowne są puste, lecz to, że człowiek jest pusty. Jest on pusty, bo utracił swoje powołanie, swoją istotę. Myślę, że Matka Boża przychodzi, aby odnowić ten obraz rodziny, ponieważ jeśli nie odnowimy rodzin, trudno będzie o odnowienie życia duchowego.

Jelena Vasilj

Rozmawiał Žarko Ivković

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 14)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry