Świadectwa uczestników

Tony i Nour Moussallem, Liban

To jest wielka łaska i radość, że znaleźliśmy się w Medziugorju właśnie teraz i mogliśmy uczestniczyć w rekolekcjach dla par małżeńskich. Jesteśmy rodziną, która żyje wiarą i modlitwą w rodzinie, jesteśmy wdzięczny Bogu za wszystko, czego dokonał w naszym życiu. To, co mnie poruszyło w trakcie tego spotkania, to fakt, jak wiele konkretnych odpowiedzi na codzienne pytania dotyczace życia rodzinnego otrzymałem, na przykład, jak być lepszym ojcem, jak moja żona może być lepszą żoną… Otrzymaliśmy dużo wskazówek, jak rozwijać nasze życie małżeńskie i nadać mu nową jakość. Jak nauczyć się komunikować, żyć zdrowiej… Zuważyłem w sobie wiele rzeczy, które jeszcze muszę, z Bożą łaską, zmienić jako małżonek i ojciec. To są tak głębokie rany i problemy, że mogę je rozwiązać tylko wspólnie z Bogiem. Usłyszałem wiele nowych rzeczy, ale także o wielu już wiedziałem, choć jeszcze nie wprowadziłem ich do mojego życia. To spotkanie otwarło mi oczy i serce, bym miał więcej zaufania sam do siebie, ponieważ teraz jestem ojcem (nasz syn ma 5 miesięcy), a chcemy mieć więcej dzieci. Zobaczyłem zatem, jakim mężem i ojcem pragnę się stać, aby dawać dobry przykład moim dzieciom.

Nour: To jest dla nas prawdziwy prezent. Myślę, że Bóg do nas przemówił w ciągu tych dni, ponieważ właśnie czegoś takiego teraz potrzebowaliśmy. O wielu rzeczach wiedzieliśmy i o wielu wiemy, jak powinny wyglądać, ale zawsze jest dobrze, gdy ktoś przypomni nam, jak pokonywać codzienne trudności. Największym darem będzie dla nas to, jeśli codziennie zaczniemy się powolutku zmieniać. Tak jak powiedziała to dr Jozefina Škarica: „Nawet małe zmiany mogą oznaczać wielką różnicę w relacjach małżeńskich”.

Dragan i Dragica Babić, Viteza

Dragan: Przyjechaliśmy tutaj dzięki mojej żonie, która śledzi, co się dzieje w Medziugorju. Ona mi powiedziała: W Medziugorju są organizowane rekolekcje dla par małżeńskich, powinniśmy tam jechać. Zgodziłem się. Potrzebowałem trochę odpoczynku dla ducha i ciała, więc przyjechaliśmy. Teraz się bardzo cieszę, że jesteśmy tutaj. Nasze dzieci mieszkają w Szwajcarii, wczoraj zadzwoniłem do nich i powiedziałem: Dzieci, to jest coś najpiękniejszego, co wasz tata widział w życiu! Jakim szczęściem byłoby, gdybym wcześniej uczestniczył w takich rekolekcjach. Z pewnością niektóre moje decyzje życiowe byłyby inne i lepsze. Lecz lepiej późno niż wcale!

Dragica: Słyszałam o tych rekolekcjach od przyjaciółki, która uczestniczyła w rekolekcjach postu i modlitwy. W moim sercu pojawiło się pragnienie, aby tu przyjechać. Modliłam się: Boże, dotknij mojego męża, żeby się zgodził. I udało nam się przyjechać. Dziękuję za to Bogu, ponieważ jest cudownie. Jako uczestnicy wszyscy myśleliśmy, że wiemy wszystko i że nie popełniamy żadnych błędów, myśleliśmy: Takie jest życie. Ma swoje dobre i złe strony. Lecz gdy pozwolimy, aby modlitwa wniknęła do głębi naszego serca, kiedy zdamy się na Pana, wówczas zrozumiemy, jak bardzo się myliliśmy. Dzięki Panu za to, że nam wybacza i że zachęceni, możemy się starać dalej robić postępy. Myślę, że teraz moje życie będzie inne. Te rekolekcje są naprawdę najpiękniejszą rzeczą, jakiej doświadczyłam w moim życiu, choć mam za sobą 30 lat małżeństwa, mam trzy córki i sześcioro wnucząt. Mam nadzieję, że nasze małżeństwo jeszcze bardziej się umocni, a miłość będzie jeszcze mocniejsza. O wszystkim tym powiedzieliśmy naszym dzieciom, ponieważ pragniemy, aby oni też tutaj przyjechali. Kupiliśmy dużo wykładów na CD, bo pragniemy je rozdać i dawać świadectwo naszym przyjaciołom, tak by wszystkie rodziny się nawróciły i poprawiły.

Angela i Zoran Kovilić, Dusseldorf (Niemcy)

Angela: Do Medziugorja przyjeżdżamy już od wielu lat, a na rekolekcjach dla par małżeńskich jesteśmy po raz trzeci. To, co mnie najbardziej poruszyło tym razem, to były słowa dr Škaricy, że w małżeństwo trzeba inwestować, co oznacza, że małżeństwo trzeba karmić. Należy je karmić dawaniem uwagi, zrozumieniem i akceptacją… Największe wrażenie wywarły na mnie słowa, że należy karmić je czasem, który sobie nawzajem poświęcamy. I to powinna być godzina, w trakcie której są tylko mąż i żona. Tęsknię za taką godziną sam na sam z moim mężem, żebyśmy mogli rozmawiać o naszych uczuciach. Mam nadzieję, że wtedy mój mąż bardziej by się otworzył. Z drugiej strony, z uwagi na to, że się starzejemy, myślę, że dzięki temu wspólnemu czasowi nauczylibyśmy się lepiej wzajemnie rozumieć się i kochać. Ja bym się przed nim nie wstydziła ani on przede mną. Widzę, jak bardzo pragnę takiej miłości.

Zoran: Moje doświadczenie jest dobre. Jestem tutaj już po raz trzeci. Dostrzegam pewne zmiany w sobie. Zachodzą one powoli. Nie są jeszcze stuprocentowe, ale robię postępy. Tym razem dzieci opłaciły nam pobyt, ponieważ widziały, że tego potrzebujemy. Bardzo się poświęciłem pracy, zaniedbywałem rodzinę i teraz odczuwam ból z powodu tego, że pewnych rzeczy nie robiłem. Dzisiaj jest mi z tego powodu przykro. Dopiero w tym momencie to do mnie dociera.

Wywiad z dr Jozefiną Škaricą

Dr Jozefina Škarica, urodzona w 1948 roku, jest mężatką, matką czwórki dzieci, lekarką. Po ukończeniu medycyny pracowała w Centrum Medycznym w Szybeniku w Chorwacji. W 1985 roku uzyskała specjalizację z medycyny szkolnej. Śp. biskup Srećko Badurina w 1993 roku założył w Szybeniku Ośrodek Doradztwa dla Młodzieży, Małżeństw i Rodzin, a dr Škaricę mianował kierowniczką tej instytucji. Po dwuletnich studiach w Zagrzebiu, w 2004 roku zdobyła dyplom doradcy życia rodzinnego. Przez ostatnie 20 lat uczestniczy w kursach przygotowujących do małżeństwa, wygłasza liczne wykłady oraz prowadzi seminaria w Chorwacji i za granicą na temat małżeństwa, rodziny i wychowania. Dr Škarica dwa razy (w 2007 i 2014) była wykładowczynią na rekolekcjach dla par małżeńskich w Medziugorju, była także gościem na jednym z ubiegłorocznych wielkopostnych wykładów dla medziugorskich parafian. Jej wykłady cechuje jasność spojrzenia na problem i konkretne rady mające służyć polepszeniu komunikacji w relacji małżeńskiej i wychowywaniu dzieci.

Pani doktor, jak odkryła pani misję pomagania parom małżeńskim?

Przez dwadzieścia lat pracowałam w przychodni jako pediatra, specjalista medycyny szkolnej. Tam spotykałam zarówno dzieci, jak i rodziców. Gdy przychodziło do mnie dziecko mające problemy w szkole, najpierw kontaktowałam się z rodzicami i właśnie dzięki temu odkryłam, że prawdziwy problem leży między rodzicami, w ich cierpieniu, ich męce…. Nie mieli czasu dla dzieci. Albo wrzeszczeli i krzyczeli, a wszystko to wpływało na dzieci. Dzieci dostawały w szkole złe oceny. Wzywało się dzieci, a należało pomóc rodzicom, ich życiu małżeńskiemu. W taki sposób, dzięki tej konkretnej praktyce, zrodził się mój zawód. Później studiowałam jeszcze pięć semestrów w Zagrzebiu, co umożliwił mi europejski Caritas. Uzyskałam dyplom doradcy życia rodzinnego, zdobyłam dodatkową wiedzę teoretyczną o tym, jak ważna jest tematyka małżeńska.

Czy jest jakieś główne przesłanie, które chciałaby pani przekazać uczestnikom rekolekcji dla par małżeńskich?

Żeby się kochali, żeby do siebie wrócili, żeby dużo więcej czasu spędzali razem. Małżonkowie bowiem mają skłonność do tego, by swoją relację umieszczać na ostatnim miejscu. Kiedy zaczynają się pojawiać dzieci, one stają się numerem jeden. Potem muszą dużo pracować, jeśli mają więcej dzieci, muszą jeszcze więcej pracować… I w taki sposób powoli oddalają się od siebie, stają się dla siebie obcy, pojawia się niezadowolenie, tak mijają lata, a to niezadowolenie zaczyna narastać. Wychodzi z nich gorycz, która jeszcze bardziej ich niszczy. W rzeczywistości oboje są ofiarami, ofiarami niewiedzy! Gdy miłość w małżeństwie „nie działa”, to jest to znak, że te dwie osoby nie potrafią utrzymywać swojej relacji. Ponieważ we wszystko trzeba inwestować! Cokolwiek byśmy robili w życiu, w cokolwiek byśmy inwestowali – to się udaje. Inwestujemy w dom – i jest wybudowany. Inwestujemy w ogród – mamy piękne warzywa. A ludzie nie inwestują w swoje małżeństwo. Po pierwsze, nie wiedzą, jak i w jaki sposób. To właśnie powinno być istotą wszystkich takich spotkań dla par małżeńskich, właśnie rozmowa z nimi o tym, jak rozwiązywać problemy, jak zacząć się komunikować, w jaki sposób ożywić miłość małżeńską, jak znajdować czas dla siebie, jak umieścić tę drugą osobę znowu na pierwszym miejscu. Jest tu wiele do zrobienia!

Jakie jest Pani zdanie na temat sytuacji małżeństw w naszym regionie?

Jest ona trudna. Oczywiście istnieją piękne małżeństwa i ludzie, którzy się o siebie troszczą. Niestety, dużo więcej jest tych, którzy się wymijają. Wszystko to jest przykre i smutne, a dzieje się najczęściej niechcący. Każdy, kto wstępuje w związek małżeński, myśli: moje małżeństwo będzie udane, będzie najlepsze… Łatwo jest, gdy małżonkowie są naprawdę skoncentrowani na sobie nawzajem. Ale gdy tylko zaczną przychodzić na świat dzieci, pojawiają się jakieś inne troski (problem dachu nad głową, brak pracy, problemy w pracy) i małżonkowie w tylu miejscach się rozdzielają, wszystko chcą rozwiązać, a w gruncie rzeczy odpuszczają swoją relację.

Czy łatwiej jest małżeństwom, w których obecna jest wiara?

Z pewnością takie małżeństwa są lepsze, ponieważ są bardziej cierpliwe i chyba szybciej przyjmą cierpienie. Choć małżeństwo nie jest po to, by w nim cierpieć. Małżonkowie powinni nauczyć się w nim żyć. Sama wiara nie jest wystarczająca, aby małżeństwo było dobre. Stanowi jakby tylko jedną trzecią człowieka. A gdzie są ciało i psychika i rozwiązywanie wszystkich problemów w małżeństwie? Z pewnością „tak” dla wiary, ale obok niej należy dbać o inne wspomniane przeze mnie sprawy.

Paula Tomić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 15)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry