„Tak” życiu

Wspólnota dla kobiet w trudnej sytuacji „Matka Kryspina” powstała w ramach działalności instytucji odpowiedzialnej za wychowywanie dzieci w wieku przedszkolnym „Matczyna Wioska” w wiosce Bijakovići. W 2005 roku wspólnota przeniosła się do Vionicy, do prywatnego domu ofiarodawczyni, pani Nady Prskalo, która mieszka w Ameryce. Właśnie wtedy dyrektor „Matczynej Wioski” o. Svetozar Kraljević z pomocą innej ofiarodawczyni (pani Kay Berry) zapewnił bardziej odpowiednią przestrzeń do prowadzenia tej działalności, w której pracujemy do dzisiaj. Od samego początku w tym projekcie krócej lub dłużej działały: s. Bonifacija Barbarić, s. Lidija Glavaš, s. Vitalija Križanac i od 2017 roku s. Leopoldina Kovačević. Dzięki swojej cichej i pokornej służbie, nie narzucając się, dzieląc się doświadczeniem życiowym, dzięki głębokiej i ciągłej modlitwie osiągają widoczne owoce w pracy z kobietami będącymi ofiarami przemocy domowej i własnych błędnych decyzji. Z siostrami współpracują jeszcze trzy osoby, pracujące w służbie zdrowia, sztuce i edukacji: Suzana Kosinec, Kristina Pehar i Desa Jelavić. Wszyscy cierpliwie się staramy i z miłością służymy życiu.

Spotkał mnie ten zaszczyt i błogosławieństwo, że w ostatnich latach byłam świadkiem wielu trudności, przeciwności losu, wytężonej pracy, ale także radości, ulgi i zwycięstw, które przywracają szacunek do samego siebie i uśmiech na twarzy tych, których życie było niesprawiedliwie zagrożone.

Na początku działalności opracowałyśmy nasze posłannictwo, sposób pracy i cele, które chciałybyśmy osiągnąć. Przede wszystkim zdecydowałyśmy się otworzyć drzwi kobietom i dziewczynom bez względu na ich narodowość i wyznanie, właśnie tak jak uczy nas Jezus Chrystus. Postanowiłyśmy dzielić miłość i ofiarować siebie osobom w potrzebie na wzór Jezusa, który oddał życie za każde ludzkie stworzenie.

Jako podstawę wszelakiej pomocy, mocny fundament, z którego później będą mogły wyrosnąć zdrowe budowle życia, wybrałyśmy modlitwę i wymyśliłyśmy sposób życia oparty na modlitwie. Obejmuje on: poranne zawierzenie Panu (różaniec, rozważanie Ewangelii, rozmowy o życiu religijnym), wspólną koronkę do Bożego Miłosierdzia o godzinie 15, wieczorne dziękowanie Bogu za przeżyty dzień, za wszystkie radości, ale także cierpienia, odwiedzanie medziugorskich wzgórz jak i najważniejsze: żywe spotkanie z Jezusem Chrystusem w trakcie Mszy świętej.

Raz w tygodniu praktykujemy Lectio divina, czyli spotkanie wokół Słowa Bożego, które okazało się bardzo przydatne i inspirujące. Dzięki Żywemu Słowu naszym podopiecznym udaje się otworzyć, zaczynają mówić o swoich trudnościach, krytycznie się do nich odnosząc, co jest połową drogi do duchowego uzdrowienia. W każdy piątek odmawiamy tysiąc „Zdrowaś Maryjo” w intencji chorych i wszystkich tych, którzy polecają się modlitwie wspólnoty.

Cały czas zachęcamy nasze podopieczne do modlitwy sercem, aby weszły w żywą i przyjacielską relację z Panem i pewnego dnia, kiedy stąd wyjdą, prowadziły życie na nowych, zdrowych fundamentach. By walczyć o życie nienarodzonych dzieci, otworzyliśmy drzwi przede wszystkim dziewczynom w ciąży, które zostały odrzucone przez ojców dzieci, ale także przez własne rodziny. Nie zapewniamy im tylko opieki materialnej, ale troszczymy się także o ich pozostałe potrzeby: duchowe, zdrowotne, prawne… Nasze relacje z nimi są natchnione i przeniknięte Bożą miłością. To oznacza, że opuszczonym kobietom w ciąży, pozostawionym bez jakiekolwiek pomocy i wsparcia dajemy szansę, aby poczuły radość płynącą z macierzyństwa, aby zostały ze swoim dzieckiem, wychowywały je i troszczyły się o nie. Wszyscy wiemy, że dla dziecka nie ma piękniejszego i świętszego miejsce niż w pobliżu serca matki. W tych trudnych przypadkach staramy się skontaktować z ojcami, którzy „uciekli”, jeśli jest to możliwe albo z rodzicami ciężarnych kobiet, żeby wspólnie umówić się i ustalić, jak w przyszłości będziemy się o nie troszczyć. Jak to wygląda? Ojcowie są praktycznie nie do odnalezienia, a rodzice w swoim tradycyjnym środowisku (większość kobiet i dziewczyn pochodzi z Hercegowiny) napotykają na wielkie problemy. Boją się osądzenia i tego, że sąsiedzi będą ich obmawiać, „wyrzekają się” własnych córek, aby pokazać, że nie zgadzają się z ich stylem życia. Takie reakcje są dla nas zrozumiałe, wiemy, że także rodzice muszą przejść drogą adaptacji i zaakceptowania tej sytuacji. Zawsze powtarzamy: „Na szczęście ciąża trwa 9 miesięcy, więc mamy czas, żeby się porozumiewać i pozytywnie wpłynąć na rodzinę”. Powolutku nawiązujemy z rodzicami przyjacielskie relacje, a kiedy dziecko się urodzi, zapraszamy ich w odwiedziny. W chwili kiedy widzą te małe, cudowne stworzenia, rozpływają się z miłości. Ma miejsce święta transformacja i ze zdenerwowanych, sfrustrowanych rodziców stają się dumnymi dziadkami i babciami. Działa modlitwa i miłość. Chwała niech będzie za to Panu!

Przez 16 lat naszej działalności zaledwie kilka razy zdarzyło się, że matka nie została z dzieckiem, a było tak najczęściej dlatego, że matka miała poważne problemy zdrowotne, to znaczy, nie była w stanie troszczyć się o dziecko. W takich sytuacjach odpowiednie ośrodki opieki społecznej po porodzie odpowiadają za niemowlęta, znajdują im nowy dom, a mama wraca do nas, by odzyskać pełnię sił.

Druga grupa kobiet, które szukają u nas pomocy, to kobiety doświadczające przemocy domowej. Często mają rany i siniaki, udaje im się uciec z dziećmi. Mają ze sobą tylko te ubrania, które miały na sobie. Przychodzą po 5, 10, 15 latach małżeństwa, pozbawione godności, niepewne, bez szacunku do samych siebie, zrozpaczone, wyniszczone fizycznie i psychicznie. Bardzo smutna jest okoliczność, która się cały czas powtarza, że matki, które przez lata znosiły przemoc ze strony partnera (alkohol, narkotyki, uzależnienie od gier hazardowych, przemoc ekonomiczna, przemoc fizyczna) muszą opuszczać domy z dziećmi, które mają traumę, podczas gdy winni pozostają w domach, są pewni siebie i nie muszą martwić się o przetrwanie.

Według nas to jest największy i najtrudniejszy problem, ponieważ dotyczy całej rodziny, w której wtedy wszyscy są przegranymi: ojciec, matka, dzieci. Szczególnie dzieci strasznie cierpią, patrząc na rodziców, którzy się biją, krzyczą i wyzywają. Te dzieci potrzebują naszej uwagi, miłości i staramy się dać im to, czego nie otrzymały w rodzinie.

Natchnieni przesłaniem Ewangelii, staramy się ją naśladować i konkretnie realizować. Dlatego podchodzimy do tego problemu w bardzo uważny sposób rozróżniając ofiarę od stosującego przemoc, ale nie zajmując strony żadnego z małżonków. To są bardzo złożone relacje, w których każda ze skonfliktowanych stron ponosi swoją odpowiedzialność. Naszym celem jest, aby dzięki terapii i modlitwie, uświadomić maltretowanym kobietom ich rolę w małżeńskim kryzysie, ale także przywrócić im godność i wiarę we własne talenty oraz zdolności. Pragniemy pomóc ratować małżeństwa, jeśli jest to w jakikolwiek sposób możliwe. Staramy się nawiązać kontakt z opuszczonymi małżonkami, aby dzięki otwartości, radom i wsparciu wpłynąć na nich, by szukali pomocy w rozwiązaniu problemu, który z ich strony doprowadził do kryzysu w małżeństwie. Wielkim błogosławieństwem, przede wszystkim dla rodzin, a także dla nas, jest sytuacja, gdy uda nam się pośredniczyć w takich sytuacjach i kiedy małżeństwo, dzięki nowym fundamentom wzajemnego szacunku i zrozumienia, przetrwa. Mam mnóstwo doświadczeń związanych właśnie z takimi pośrednictwem. Natomiast faktycznie są mężowie, którzy choć powinni być siłą i wsparciem dla rodziny, nie przyjmują żadnej pomocy i dalej prowadzą swój stary sposób życia. To zamyka możliwość powrotu matkom i dzieciom, chociaż zdarza się, że wracają do nieuzdrowionych relacji, a potem przyjeżdżają prosić nas o pomoc po raz drugi.

Trzecią grupę stanowią dziewczyny, które walczą z nałogiem. One w naszej wspólnocie nie mają możliwości całkowitego uwolnienia się od narkotyków, ponieważ to nie jest nasza misja. Nie mamy do tego odpowiednich warunków, żeby im w tym pomóc, ale przygotowujemy je do wstąpienia do odpowiednich wspólnot. Postawmy sprawę jasno: one czynią u nas ten pierwszy i najważniejszy krok na drodze uzdrowienia. Inne wspólnoty terapeutyczne (Cenacolo i Papa Giovani), z którymi blisko współpracujemy, nie przyjmują dziewczyn, które są jeszcze w fazie fizycznego uzależnienia. Wiedząc, jaki to jest trudny okres dla osoby uzależnionej, bo kryzys fizyczny i cierpienie nie do zniesienia sprawiają, że znów wracają na ulicę, nasza wspólnota umożliwia im, aby łatwiej pokonały te trudności i wytrwały na drodze. Współpracujemy z Centrum ds. prewencji i pozaszpitalnego leczenia uzależnień w Mostarze i dziewczyny pod kontrolą przechodzą terapię metadonem, która ułatwia im pokonanie tego kryzysu. Ważne jest, żeby wspomnieć, że ta terapia jest krótka, trwa 2 do 3 tygodni. To nie jest zamiennik narkotyków, tylko pomoc w złagodzeniu etapu pierwszej abstynencji. Powoli wchodzą także w życie modlitewne, prowadzimy je na cotygodniowe spotkania do wspólnot terapeutycznych leczących uzależnienia i kiedy nadejdzie czas, przygotowane wstępują do takiej wspólnoty. Ich droga przez to jest łatwiejsza, a możliwości ostatecznego uzdrowienia większe.

Przyjaciele i pielgrzymi często pytają nas, jak udaje nam się pomagać przy takiej różnorodności problemów. Nasza odpowiedź jest zawsze taka sama: „Wierzymy, że wszystkie grzechy i upadki, typowe dla człowieka, pojawiają się w życiu, kiedy oddalamy się od Boga i jego praw. Bez względu na to o jakim programie mowa, rozwiązanie zawsze leży w odnowieniu relacji ze Stworzycielem, z wejściem w wymiar duchowy, gdzie można w nowy i głębszy sposób spojrzeć na przewinienia i zastąpić je dobrymi i pozytywnymi decyzjami”.

Codzienne życie wspólnoty zawiera się w regule św. Benedykta Ora et labora. Wszystkie prace domowe, takie jak sprzątanie, pranie, gotowanie, a także prace w ogrodzie wykonują nasze podopieczne. Dzięki temu wyrabiają w sobie nawyk pracy, którego wiele z nich nie miało. Takie prace każda żona i kobieta powinna wykonywać codziennie. Jeszcze jeden aspekt pomocy realizuje się poprzez kreatywne wyrażenie siebie. W naszej pracowni wykonujemy wspaniałe prace: ozdobne pudełka, kolorowe różańce, uśmiechnięte anioły, malujemy kamyki wyłowione w rzece, przygotowujemy biblijne cytaty… Tutaj zaczynają wierzyć w siebie, odkrywają talenty, zdolności i umiejętności, które były zakopane pod nieporządkiem i życiowym cierpieniem. Terapia poprzez pracę pozytywnie wpływa na wszystkie podopieczne, zwłaszcza na kobiety, które były bite, ponieważ odkrywanie tych nowych darów przywraca im godność i rozbija obraz, jaki mają o sobie, jaki się w nich stworzył przez te lata maltretowania i lekceważenia.

Nasze przetrwanie i kwestie materialne są w rękach Niebieskiego Ojca. On nad nami czuwa, zapewnia nam środki do życia, działa poprzez dobrych ludzi, którzy mają serce, są wrażliwi na cierpienie i potrzeby innych i sami są gotowi wyrzec się swoich dóbr, aby nam pomóc nie tylko w sposób finansowy, ale także dzięki ofiarnej modlitwie. Wszyscy oni pozostają w naszych modlitwach i bardzo im dziękujemy!

Byłe i obecne podopieczne dają świadectwo tego, jak wspólnota płynęła na ich życie i co im dała

„Wspólnota „Matka Kryspina” uczyniła dla mnie i moich dzieci wiele dobrego. Zaoferowała nam dom i pomoc, gdy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Ten dom jest szczególny, ponieważ to nie jest tylko azyl, w którym można się ukryć w przypadku życiowych burz, lecz jest to dom, który oferuje miłość, zrozumienie cierpliwość i siłę…

Dzięki modlitwie poznałam Chrystusa, poznałam sama siebie, a kochając Chrystusa udało mi się zmienić to, co jest dla mnie złe. Tutaj spotkałam Żywego Jezusa poprzez święte słowa, Msze święte, spowiedź, pracę i dzięki spędzaniu czasu z pozostałymi podopiecznymi. Żywa relacja z Bogiem to najcenniejsze, co wyniosłam ze wspólnoty i dzisiaj bardzo mi pomaga w codziennych życiowych sytuacjach, nadaje mojemu życiu sens. Często z dziećmi odwiedzam wspólnotę, ponieważ w niej jest moja kochana i szczególna rodzina”. Magda R

„Do wspólnoty „Matka Kryspina” wstąpiłam jako opuszczona ciężarna kobieta. Wciąż pamiętam, co myślałam w momencie, gdy tu przyjechałam: Co ja jako dziewczyna z Bośni, innego wyznania, poniżona i osądzona zarówno ze strony ojca dziecka jak i swojego narodu, emocjonalnie wycieńczona, psychicznie niestabilna mogę oczekiwać od wspólnoty innego wyznania i zupełnie nieznanych mi ludzi? Już po tygodniu moje serce poczuło, że to sam Bóg otworzył mi nową drogę i że jestem w odpowiednim miejscu. Wspólnota to nie dom oferujący bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie, lecz dom, który funkcjonuje dzięki miłości Jezusa. Wszystkie moje życiowe upadki zostały wyleczone z pomocą tych, którzy dzięki Jego miłości tutaj mieszkają. Poznałam tutaj siebie, zaakceptowałam moje ograniczenia, nauczyłam się także, że dzięki modlitwie i miłości mogę się zmienić. We wspólnocie urodziłam syna, który tutaj stawiał swoje pierwsze kroki, był otoczony troską i uwagą. Jestem dumna ze swojej drogi, którą często porównuję z drogą Marii Magdaleny. W tej chwili kiedy ręce były podniesione, aby mnie ukamieniować, wyciągnięta ręka wspólnoty poprzez miłość Chrystusa podniosła mnie z błota, oczyściła i pokazała mi nowe życie. Otrzymałam błogosławieństwo i wiedzę, że idę z Bogiem w sercu i poradzono mi, żebym już nie grzeszyła”. Lejla M

„Uciekając przed bijącym mnie mężem alkoholikiem i nieuporządkowanym życiem, zagubiona, zmęczona i przestraszona zapukałam do drzwi wspólnoty „Matka Kryspina”. Zdecydowałam się na ten krok, bo tak mi poradziła ich była podopieczna, którą znam, a której dzięki ich pomocy udało się zorganizować życie i nadać mu sens. Wszystkie piękne rzeczy, o których moja przyjaciółka mi opowiadała, są prawdą. Tutaj mam dom, otrzymuję miłość. Tutaj nieegoistycznie troszczą się o mnie i moje dziecko. Mój strach, niepewność z każdym przeżytym dniem maleją. Wiele dla mnie znaczy modlitwa, ponieważ dzięki niej ponownie wpuściłam do mojego życia Jezusa, a tym samym prawdziwe wartości. Zrozumiałam, że nie muszę się bać swojego krzyża, ponieważ przekonałam się, że nie niosę go sama. Pan jest zawsze przy mnie, a także moja nowa rodzina. Wierzę, że także dla nas otworzy drogę”. Nikolina O

Desy Jelavić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry