Tutaj w Medziugorju Bóg przemienia serca

Lubię obserwować pielgrzymów w Medziugorju i widzieć radość na ich twarzach. Szczególnie podobają mi się i ciekawią mnie ci, którzy decydują się tutaj zostać, by pomagać naszym zakonnikom, a także na wiele sposobów także nam – parafianom. Przez wszystkie te lata było wielu księży z różnych krajów, którzy w naszej parafii zostawali na kilka miesięcy, a nawet lat. Stopili się z nami, stali się częścią naszej wspólnoty. Jednym z nich jest o. Leon Pereira, ksiądz, którego codziennie spotykamy w kościele. Do Medziugorja po raz pierwszy przyjechał w 1991 roku jako dwudziestolatek i od tamtej pory do dzisiaj Medziugorje stanowi dla niego punkt odniesienia. Z uwagi na to, że rozmowy i spotkania z tym kochanym człowiekiem zawsze są ciekawe i przydatne, pomyślałam, że byłoby dobrze, żebyście także wy, drodzy czytelnicy Głosu Pokoju, dzięki temu wywiadowi, lepiej go poznali.

Ojcze Leonie proszę przedstawić się naszym czytelnikom.

Nazywam się o. Leon Pereira, jestem dominikaninem i pochodzę z Anglii. Z franciszkanami w Medziugorju mieszkam i pracuję już dwa lata. Opiekuję się angielskojęzycznymi pielgrzymami. Otrzymałem zgodę od mojego prowincjała, że mogę zostać w Medziugorju tak długo, jak długo będę tutaj potrzebny i medziugorscy franciszkanie będą tego chcieli.

Czy jest czymś nietypowym, że dominikanin mieszka z franciszkanami?

Właściwie to nie. Te dwa zakony w historii zawsze współpracowały i były ściśle powiązane. Lubię żartować, że wspólne życie jest dla mnie trudne jedynie z jezuitami.

Skąd ojciec pochodzi?

Urodziłem się i dorastałem w Singapurze, do którego w latach 30-ych ubiegłego wieku z Indii w poszukiwaniu pracy przyjechali moi dziadkowie. Moi rodzice urodzili się w Singapurze, który jest pod silnymi wpływami Chin. Z uwagi na to, że jest tam 85% Chińczyków, także nasza kultura jest głównie chińska. Ja także z racji mojej mentalności, czuję się jakoś bardziej Chińczykiem niż mieszkańcem Indii. Po ukończeniu szkoły średniej i dwuipółletniej służby wojskowej kontynuowałem edukację w Anglii i tam zostałem.

Co ojciec studiował?

Ukończyłem medycynę. Pracowałem przez pewien czas jako lekarz w wielkim szpitalu w Leeds. Najpierw na SOR-ze, a po zrobieniu specjalizacji na oddziale pulmonologii.

Kiedy po raz pierwszy usłyszał ojciec o Medziugorju?

Po raz pierwszy usłyszałem o Medziugorju jeszcze jako chłopiec w 1983 roku, a po raz pierwszy przyjechałem tutaj w 1991 roku. Muszę podkreślić, że dla nas katolików w Singapurze Medziugorje jest bardzo ważne. Od 1985 roku do dzisiaj wielka liczba wiernych z Singapuru pielgrzymowała do Medziugorja. Większość z nich po powrocie do swoich domów zaczęła odmawiać różaniec, chodzić na adorację a także pościć w środy i piątki. Nasz arcybiskup często mówi: „Medziugorje przemieniło naszą diecezję”.

Skąd u ojca powołanie kapłańskie?

Zawdzięczam je właśnie Medziugorju, w którym zostało zasiane ziarno powołania. To uczucie nie opuszczało mnie w czasie odbywania służby wojskowej, ani później w czasie studiów medycznych. I choć po studiach dostałem dobrą pracę w zawodzie, wiedziałam, że to nie jest to czym chciałbym się w życiu zajmować. Czas mijał, a we mnie dojrzewała decyzja do tego, żeby zostać księdzem. Musiałem się zdecydować do jakiego zakonu chce wstąpić. Wiedziałem tylko trochę o księżach diecezjalnych, lecz ciągnęło mnie do zakonu. Na studiach często spotykałem członków różnych zakonów, lecz kiedy spotkałem i lepiej poznałem , zdecydowałem, że to jest wspólnota, do której pragnę należeć.

Jak przebiegała droga do kapłaństwa?

Rozpocząłem nowicjat w 1998 roku w Edynburgu – stolicy Szkocji. Później studiowałem nauki dominikańskie na Oksfordzie. Po święceniach kapłańskich w 2004 roku pojechałem na dwa lata studiować do Rzymu, gdzie na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu (Angelicum) uzyskałem dyplom z teologii moralnej. Po powrocie ze studiów pełniłem posługę uniwersyteckiego kapelana, przeora i proboszcza w Leicester. W czasie gdy mieszkałem w Leicester, wykładałem teologię moralną w diecezjalnym seminarium w Birmingham i teologię dogmatyczną na Oksfordzie. Przez kilka lat byłem także redaktorem portalu torch.op.org, oficjalnej strony naszej dominikańskiej wspólnoty. Po służbie w Leicester zostałem przeniesiony do Londynu.

Był ojciec bardzo aktywny i wiele zrealizował.

Nie uwarzam, że wiele uczyniłem w życiu, ani nie jestem przekonany co do tego, że ludzkie życie mierzy się liczbą dokonanych dzieł. Proszę sobie przypomnieć jak wezwanie „Hosanna” szybko zamieniło się w „Ukrzyżujcie go”. Ludzkie pochwały nic dla mnie nie znaczą. Trzymam się słów św. Jana od Krzyża: „Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości”.

Mówiąc te słowa brzmi ojciec jak poeta…

Poezja jest bardzo ważna. Poezja, muzyka i teologia są największymi ludzkimi osiągnięciami. Jeden z założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki John Adams powiedział, że musiał być żołnierzem i farmerem, aby jego syn mógł być sprzedawcą, nauczycielem albo doktorem i aby w końcu jego wnuk mógł stać się artystą albo poetą. To jest ostateczne osiągnięcie naszej cywilizacji. Bycie doktorem nie jest jakąś wielką rzeczą. Uwierzcie mi, dobrze o tym wiem. Ale bycie dzieckiem Bożym i poetą to są wielkie rzeczy.

Teraz jest ojciec w Medziugorju. Czy to jest krok do przodu czy do tyłu?

Przebywanie tutaj w Medziugorju to dla mnie spełnienie wszystkich moich potrzeb. Czuję, że całe moje życiowe podróżowanie było tylko przygotowaniem do Medziugorja. Po pierwsze tutaj jestem w domu, ponieważ tutaj jestem z moją Niebieską Matką. Ona jest Tą, która mnie kieruje i prowadzi przez życie. Pod Jej płaszczem czuję się najlepiej i najpewniej. Po drugie: muszę się modlić, a tutaj mogę to robić. Tutaj w Medziugorju Bóg przemienia serca.

Czy i na ile Medziugorje zmieniło się od czasu kiedy ojciec był tu po raz pierwszy?

Matka Boża już na początku objawień powiedziała, że przyszła tu, ponieważ tutaj wielu ludzi wierzy. Pamiętam babcie z chustkami na głowach i różańcami w ręku, jak prowadziły całe rodziny do kościoła na modlitwę. To są moje wspomnienia ówczesnego Medziugorja. Znowu tego potrzebujemy. Nie musimy się ubierać jak nasze babcie, ale potrzebujemy tego samego ducha modlitwy tych, którzy w ciężkich czasach „głosili” Medziugorje, byśmy nie stali się cyniczni i depresyjni.

Jak widzi ojciec Medziugorje w czasach, które nas czekają?

O. Slavko Barbarić często mówił: „Pod koniec wielu tych, którzy śledzili Medziugorje, zwątpi i przestanie wierzyć w medziugorskie wydarzenia”. Wierzę, że oczyszczenie znowu przyjdzie, a my ponownie odkryjemy to, co naprawdę jest ważne i co jest potrzebne. Nawrócenia, niczym te z początku objawień, ponownie się wydarzą. A potem nastąpi wielka radość! Innymi słowy, widzę przyszłość Medziugorja radośniejszą, niż przedstawiała się jego przeszłość. Ironia polega na tym, że powinno być nam żal tych bogatych – posiadających materialne rzeczy, ponieważ oni mają najmniej. Jest w nich zbyt mało pokoju i szczęścia.

„Drzewo figowe wprawdzie nie rozwija pąków, nie dają plonu winnice, zawiódł owoc oliwek, a pola nie dają żywności, choć trzody owiec znikają z owczarni i nie ma wołów w zagrodach. Ja mimo to w Panu będę się radować, weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu” (Ha 3,17-18).

Te słowa wybrałem na swoje święcenia, ponieważ wiele dla mnie znaczą. One są dla mnie słowami nadziei i wiary.

Co ojciec przekazałby młodzieży?

Często słyszymy, że młodzież to przyszłość Kościoła. Nie. Wy, młodzi, nie jesteście przyszłością, wy jesteście jego teraźniejszością! Świat, w którym żyjecie, pragnie was zastraszyć, narzucając wam przekonanie, że wiara to kaftan szaleńca, że wiara nie pozwala wam wyrazić siebie. Jest jednak przeciwnie! Radujcie się i głośno głoście wiarę! Wiara daje wam wolność bycia prawdziwie tymi, kim jesteście. Bądźcie odważni i nie bójcie się. Realizujcie swoje marzenia! Szukajcie Jego pomocy, nie bądźcie zaślepieni przemijającymi rzeczami tego świata. Zapamiętajcie: nie ma nic nowego pod słońcem. Jedynie nowy jest On, który od słońca pochodzi… Tylko Bóg i Jego łaska tworzą nowe.

Jakieś przesłanie na koniec?

„U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,26).

W „Fauście” Goethego Szatan przedstawia się słowami: Ja jestem duchem, który wciąż zaprzecza! […] mój nieprzyjaciel na zawsze będzie moim nieprzyjacielem. Moja droga jest silna i niewzruszona niczym góra.

Lecz Jezus jest Bożym „tak” dla nas. Gdzie Szatan mówi „nie, tak nie może być”, Bóg, kiedy Go wezwiemy, przyjdzie i powie „tak”. On mówi „tak” dla naszych nadziei, „tak” dla życia, „tak” dla wybaczania, „tak” dla nawrócenia, „tak” dla zamiany mojego wroga w brata. I dzięki Bogu za to!

Snježana Zovko

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry