W Medziugorju znajdzie się coś dla każdego

Wywiad z Thomasem Tomem Lascellesem

W czasach, kiedy ludzkość przeżywa kryzys duchowy, kiedy wiele chrześcijańskich i moralnych wartości się dewaluuje, niebo Kościołowi daruje Medziugorje, w którym nas Matka Boża już 37 lat wzywa do zmiany, pokoju, modlitwy, nawrócenia, prawdziwej wiary, a to jest właśnie to, czego nam dzisiaj najbardziej brakuje. Codziennie jesteśmy świadkami tych zmian tutaj w Medziugorju. W rozmowie z młodym mężczyzną, który pochodzi z Newcastle upon Tyne, na północnym wschodzie Anglii, przedstawiamy jego świadectwo. Dwudziestoletni Thomas Tom Lascelles urodził się z porażeniem mózgowym. Całe swoje życie, praktycznie od urodzenia, jest przykuty do wózka inwalidzkiego. Pomimo fizycznego inwalidztwa nie istnieją dla niego przeszkody ani nierozwiązywalne problemy życiowe. Medziugorie jest dzisiaj jego drugim domem, w którym mieszka i realizuje swoje marzenia.

Thomasie, kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o Medziugorju?

Usłyszałem o Medziugorju jeszcze w dzieciństwie, gdy czytałam ulotki zawierające informacje o pielgrzymkach do tego miejsca. Sama nazwa jakoś utkwiła mi w pamięci, ponieważ to jest trudne do wypowiedzenia słowo. Pamiętam, że pytałem matkę, jak poprawnie wypowiedzieć słowo Medziugorje. O tym, co się tutaj działo, nie wiedziałem wiele, oprócz tego, że gromadzi się tu mnóstwo pielgrzymów z całego świata i dużo się modlą. Pierwsze bardziej konkretne informacje otrzymałem od przyjaciela Senana Ryana, zakonnika z Irlandii, który zawsze mówi z zachwytem o Medziugorju.

Kiedy zdecydowałeś się przyjechać do Medziugorja?

Pewnego razu spytałem brata Senana, dokąd jedzie na urlop. Odpowiedział mi: jadę do Medziugorja. Ponownie go spytałem, bardziej dla żartów: czy mogę pojechać z tobą? Ku mojemu zdziwieniu odpowiedział: tak. W taki niemal nieplanowany sposób, w lipcu 2015 roku, przyjechałam ze swoją pierwszą pielgrzymkę do Medziugorja. Wrażenia z tej pielgrzymki były czymś nadzwyczajnym. Wiele pięknych rzeczy w Medziugorju zapadło mi w pamięci, szczególnie zaś wieczorny program modlitw, na którym wspólnie modliły się dziesiątki tysięcy ludzi z całego świata. Wówczas pomyślałem: tak, wiara tutaj naprawdę jest żywa. Po powrocie do Anglii tęskniłem za Medziugorjem i nie mogłem się doczekać ponownego przyjazdu. Następna wizyta w Medziugorju miała miejsce już kolejnego roku. Ten tydzień był jeszcze lepszym doświadczeniem, wypełnionym wieloma łaskami i błogosławieństwami. Od tamtej pory dzielę swój czas między Anglię a Medziugorje. Wynająłem nawet tu, w Medziugorju mieszkanie.

Co tak mocno przyciąga pielgrzymów z całego świata do Medziugorja?

Przede wszystkim obecność Matki Bożej, ale nie tylko to. Wielu ludzi po pielgrzymce do Medziugorja mówi: Pragnę zabrać ze sobą przynajmniej część tego pokoju, a to jest najpiękniejsza i najbardziej wartościowa pamiątka, którą pielgrzym stąd może zabrać do swojego domu. Oni we wspólnocie, w której żyją, dając przykład, stają się świadkami pokoju, nawrócenia i nowego życia. Ludzie widzą pozytywne zmiany w życiu tych, którzy doświadczyli Medziugorja i to jest to, co najbardziej ich tutaj przyciąga. A kiedy już raz przyjedziecie do Medziugorja, wówczas cały czas będziecie do niego wracać.

Co byś wyróżnił w programie modlitw, który proponuje się tutaj pielgrzymom?

Msza święta jest oczywiście centralną częścią programu dla wszystkich pielgrzymów. To jest czas i okazja do naszego osobistego spotkania z Jezusem. Adoracje są ważne i uczestniczy w nich wiele osób. Góra Objawień i Križevac są także obowiązkowymi punktami programu każdego pielgrzyma. Lecz mnie tutaj osobiście fascynuje wielka liczba wiernych, którzy w długich kolejkach czekają do spowiedzi. Myślę, że Medziugorje dzięki temu stało się rozpoznawalne na świecie. Osobiście poznałem tutaj wielu ludzi, którzy niemal zapomnieli o spowiedzi i po wielu latach ponownie przystąpili do tego sakramentu. Myślę, że dzieje się tak dzięki wyjątkowemu poświęceniu medziugorskich zakonników. Spowiedź tutaj jest codziennie możliwa od wczesnego poranka do późnego wieczora.

Duża liczba pielgrzymów, którzy przyjeżdżają do Medziugorja jest z Anglii.

Dzięki Bogu, że tak jest. Żyjemy w czasach, w których kryzys wiary odczuwa się na całym świecie. To oznacza, że potrzeba i poszukiwania Boga jeszcze ciągle istnieje. Niestety zgodnie z wieloma wskaźnikami muszę powiedzieć, że wiara w Anglii powoli obumiera. W miejscowości, w której mieszkam, średni wiek tych, którzy chodzą na Mszę świętą to około 50 lat albo więcej. Młodzi ludzie niemal w ogóle nie chodzą na mszę. W przeciwieństwie do Newcastle upon Tyne, tutaj w medziugorskim kościele spotykamy mnóstwo młodych ludzi z całego świata. Pięknym przykładem dla młodzieży są właśnie młodzi chłopcy i dziewczęta z tej parafii, którzy codziennie uczestniczą we Mszy świętej. Istnieje tyle programów i różnych form działania, dzięki którym wasza młodzież jest mocno zaangażowana w życie tej parafii. Tam, skąd , tego nie ma. Istnieje jeszcze jeden powód, dlaczego jestem bardzo wdzięczny młodzieży z tej parafii. Trochę wam zazdroszczę waszej Framy (Młodzieży Franciszkańskiej). Atmosfera, w której ci młodzi ludzie się spotykają i spędzają czas, jest czymś wyjątkowym.

Za co jesteś szczególnie wdzięczny młodzieży z parafii Medziugorje?

Od mojego pierwszego przyjazdu do Medziugorja, niecałe 2 lata temu, miałem dwa wielkie marzenia: wspiąć się na Górę Objawień i na Križevac. Dzięki chłopcom ze wspólnoty Cenacolo moje pierwsze marzenie się spełniło. Modlitwa na Górze Objawień była dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Szukałam potem sposobu, aby zrealizować moje drugie wielkie marzenie i zdobyć Križevac. Pomyślałem, że w tym wielkim przedsięwzięciu chłopcy z Cenacolo mogliby mi ponownie pomóc. Lecz tym razem powiedzieli mi, że ze względów bezpieczeństwa nie wolno im wynieść mnie na górę. Nie traciłem jednak nadziei, ponieważ wiedziałem, że Boża Opatrzność wyznaczy czas i sposób, w jaki zdobędę Križevac. Jak to zwykle bywa, ona działa właśnie wtedy, kiedy najmniej tego oczekujemy. W tym roku w Wielki Czwartek podszedł do mnie młodzieniec z tej parafii, Darko Zovko i spytał:

– Thomasie, czy chcesz jutro iść na Križevac?

– Czy pytasz na poważnie? – odparłem.

– Tak, mówię poważnie – odpowiedział.

– I wyniesiecie mnie na Križevac? – spytałem ze łzami w oczach.

– Tak, ja i moi przyjaciele chcemy cię wynieść na Križevac – odpowiedział zdecydowanie Darko.

Przepełniała mnie taka radość, że nie mogłem spać całą noc. Cały czas płakałem. To przedsięwzięcie było jeszcze bardziej wyjątkowe, ponieważ ze wszystkich dni w roku wydarzyło się właśnie w Wielki Piątek. Następnego dnia przyszli po mnie i autem zawieźli do podnóża góry Križevac, a potem zaczęli mnie nieść od stacji do stacji w stronę krzyża. Siedziałem na metalowym krześle, które pożyczyli ze wspólnoty Cenacolo. Na rękach tych młodych ludzi naprawdę poczułem, że jestem na drodze z Chrystusem. Chciałbym podkreślić także to, że gdy wnosili mnie na górę, jedyna myśl, która mi towarzyszyła, była następująca: WŁAŚNIE TAKIE JEST W RZECZYWISTOŚCI MEDZIUGORJE.

Wygląda na to, że także młodzi mężczyźni, którzy cię nieśli, w ten sposób doświadczyli Wielkiego Piątku?

Z pewnością tak było (Thomas się śmieje), ponieważ nie jestem szczupły. Gdy się wspinaliśmy, większość parafian już schodziła ze wzgórza. Ci, którzy mnie znali, byli prawdziwie poruszeni gestem miłości tych młodych ludzi. Pamiętam, że spotkaliśmy nawet proboszcza, o. Marinka. Nigdy nie zapomnę radości i dumy na jego twarzy, czy to z mojego powodu czy z powodu uczynku tych młodych mężczyzn.

Potrzebowaliśmy około półtorej godziny, aby dotrzeć na szczyt. Kiedy w końcu tam dotarliśmy, jeszcze ciągle nie mogłem uwierzyć, że moje marzenie się ziściło. Przepełniała mnie radość, szczęście, pokój, ale także smutek, ponieważ to jednak było nabożeństwo drogi krzyżowej.

Kiedy podeszliśmy pod krzyż, ustawili mnie na miejscu, które zakładałem, że jest rodzajem siedziska u podnóża krzyża. Dopiero później zrozumiałem i dowiedziałem się, że to jest w rzeczywistości ołtarz. Czułem się trochę niezręcznie, ponieważ nigdy w życiu nie siedziałam na ołtarzu, ale nie było innego odpowiedniejszego miejsca, żeby mnie odstawili. Następnie odeszli na bok i zostawili mnie, abym w ciszy podziękował Panu. Byłem pogrążony w myślach i nie pamiętam jak długo byliśmy tam nad górze. Siedziałem oparty plecami o krzyż i modliłem się w różnych intencjach: za siebie, za moją rodzinę, przyjaciół, za wszystkich w Anglii. Szczególnie modliłem się za tych młodych mężczyzn, którzy mnie tu wynieśli i robię to także dzisiaj.

Czy pamiętasz ich imiona?

Oczywiście, jak mógłbym je zapomnieć? Dzięki swojej wielkoduszności, pokorze i poświęceniu ich imiona trwale zapisały się w moim sercu. To są Daniel Buntić, Ivan Čilić, Nenad Čilić, Robert Elez, Luka Šego, Franko Gugić, Bernard Zovko i Darko Zovko. Jeden z nich jest mechanikiem, pozostali to właściciel hotelu, student, właściciel pensjonatu, taksówkarz.

W jaki sposób Medziugorje wpłynęło na twoje życie?

Medziugorje całkowicie zmieniło moje życie. Tutaj znalazłem odpowiedzi na wiele ważnych życiowych pytań.

Jakich pytań?

Od zawsze w pewien sposób pociągało mnie powołanie kapłańskie, lecz nigdy do końca nie byłem pewny, czy chodzi tylko o powierzchowne zainteresowanie, czy Bóg mnie rzeczywiście wzywa, abym poświęcił mu się do końca życia. Po przyjeździe do Medziugorja zobaczyłam, z jaką odpowiedzialnością, ofiarnością, miłością i cierpliwością tutejsi franciszkanie służą każdemu pielgrzymowi, który tutaj przyjeżdża. To mi w pewien sposób otwarło oczy i przekonało mnie co do decyzji, że moim życiowym posłannictwem jest bycie księdzem. Podkreśliłbym, jeśli mi wolno, osobę proboszcza o. Marinka, który z powodu swojej radosnej, niestrudzonej służby jest wspaniałym przykładem pracownika na Bożej niwie. Zawsze znajduje czas dla każdego. Jedną z rzeczy, którą mi pokazał swoim przykładem jest to, że małe uczynki mogą mówić głośniej niż słowa, ponieważ czasami zdarzają się sytuacje, gdy nie musisz nic mówić, wystarczy delikatny uśmiech. Dzięki niemu otrzymałem wiele łask i błogosławieństw. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczny. Jednym z powodów, dlaczego pragnę spędzać więcej czasu w Medziugorju, jest nauka języka chorwackiego. Pewnego dnia pragnę przywdziać habit franciszkański, skończyć teologię i – jeśli Bóg pozwoli – zostać hercegowińskim franciszkaninem. Nie miejcie wątpliwości co do tego, że dla młodego człowieka na wózku inwalidzkim jest to niemożliwe do zrealizowania.

Co byś chciał przekazać czytelnikom Głosu Pokoju?

Istnieją stereotypy o różnorodności, zwłaszcza dotyczące ludzi o szczególnych potrzebach. Jeśli jesteście tacy, to już jest wystarczający powód, aby ludzie was zaszufladkowali. Ludzie mnie często pytają, jak to się dzieje, że pomimo fizycznego inwalidztwa, jestem tak szczęśliwy. Uważam, że bycie szczęśliwym w życiu nie jest zarezerwowane tylko zdrowych i nigdy nie uważałam się za kogoś odmiennego, szczególnego, mniej wartościowego, a już na pewno nie czułem się mniej szczęśliwy. Tak jak wszyscy normalni ludzie, ja także mam potrzeby, pragnienia i marzenia. „Moja niezdolność” może być i jest także „moją zdolnością”. Pragnę przekazać młodzieży, że nic nie jest niemożliwe, jeśli ma się wiarę. Moja wiara mnie niesie, daje mi siłę i nadzieję we wszystkich trudnych chwilach i w czasie pokus.

Na końcu chciałbym przekazać wszystkim: Przyjedźcie do Medziugorja, ponieważ tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.

Miljenko Musa

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry