siostra Houda Fadil

W naszych sercach dużo miejsca zajmuje Matka Boża

Wywiad z siostrą Houdą Fadoul

Nie spotyka się często takich osób jak siostra Houda Fadil, przeorysza ekumenicznej wspólnoty z klasztoru Deir Mar Musa. Przed Bożym Narodzeniem 2017 roku sparafrazowała słowa Jezusa z Ewangelii według św. Jana „Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15,19) mówiąc: „Wy jesteście na świecie, ale nie jesteście ze świata”. Co nietypowe, właśnie to zdanie może najprecyzyjniej i w najbardziej zwięzły sposób opisać s.Houdę Fadoul. Skromna, pokorna i w niecodzienny sposób uduchowiona kobieta nie musi dużo mówić, aby wywrzeć silne wrażenie na rozmówcy. Może właśnie dlatego, że żyje każdym słowem, które wypowiada – do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni. To osoba promieniująca pokojem, co działa pouczająco, mająca w sobie odruch pomagania i współczucia, dzieląca się wszystkim, co się przed nią znajduje – od kawałka chleba po miłość – tę zaletę wytrwale wciela w życie w swojej wspólnocie.

Na pierwszej w naszym regionie Nocy Świadków zorganizowanej we wrześniu 2018 roku przez Stowarzyszenie Maranatha (Marana tha! Przyjdź Panie Jezu! – uwaga redakcji) pod patronatem papieskiej fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie s. Houda wystąpiła jako świadek czasu i miejsca, w którym żyje, to znaczy Syrii XXI wieku. Noc Świadków odbyła się także w Sarajewie, Kotorze i Dubrowniku. Co ciekawe, s. Houda nawet przez chwilę nie mówiła o koszmarze, którego jest świadkiem, lecz o pojednaniu, nadziei oraz potrzebie dialogu międzyreligijnego, który uważa za jedyne możliwe rozwiązanie dla tego starożytnego i – według wielu osób – dzisiaj całkowicie zniszczonego kraju. Moglibyśmy pomyśleć, że mowa o jakimś idealizmie religijnym, gdyby nie trudne warunki życia i bardzo konkretne dzieła pomocy bliźniemu w niebezpieczeństwie bez względu na przynależność religijną. Brzmi to jeszcze ciekawiej i niemal niewykonalnie właśnie dla nas, którzy mieszkamy obok siebie z naszymi różnicami i brakiem zaufania bardzo mocno podsycanymi po wojennych zniszczeniach doświadczonych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Lecz w rzeczywistości to są warunki, w których jej wspólnota właśnie żyje bez względu na to, że dla wielu ludzi wydaje się to nierzeczywiste, niemal tak jak mury starego klasztoru wybudowanego na fundamentach rzymskiej twierdzy z II wieku, a potem bazyliki z VI wieku, do której zgodnie z przekazem udał się Mojżesz Etiopczyk – święty kościoła prawosławnego (nie mylić ze św. Mojżeszem Etiopczykiem żyjącym w IV wieku – uwaga redakcji). Klasztor znajduje się na granicy Pustyni Syryjskiej w pobliżu miasta An-Nabk, około 80 kilometrów na północ od Damaszku. Jego dzisiejszy wygląd i charakter ekumeniczny w 1982 roku nadał mu włoski jezuita o. Paolo Dall’Oglio. Islamscy buntownicy porwały go w Syrii w 2013 roku, a prezydent Baszczar al-Asad ogłosił, że jest persona non grata. Wspomnieliśmy go w trakcie Nocy Świadków pośród innych zakładników, których los jest jeszcze nieznany. O. Jacques Mouraud także był porwany, ale udało mu się uciec z niewoli.

Oprócz bardzo trudnych warunków życia kwestią, która leży na sercu Syryjczykom, jest właśnie możliwość zaufania instytucyjnemu reżymowi lub obcym pośrednikom i niepewność co do istnienia pozytywnych ruchów mogących przynieść zmiany na lepsze kiedyś w przyszłości. Dlatego klasztor Deir Mar Musa jest cudowną oazą pokoju wciśniętą w góry na granicy pustyni, gdzie pokrzepienie ducha odnajduje coraz więcej ludzi, którzy niczym ludzie w dawnych czasach wycofują się do miejsc specjalnie wyrzeźbionych w skałach, aby w jedności z tym ogołoconym krajobrazem osiągnąć osobistą czystość duchową. Wspólnota opiera się na zasadzie gościnności Abrahama i dlatego nosi nazwę „Al-Khalil”, która pochodzi od imienia nadanego przez Boga Abrahamowi – praojcowi trzech monoteistycznych religii, a oznacza ono „przyjaciel Boga”.

Gdzie się siostra urodziła i w jakich warunkach dorastała?

Urodziłam się w 1964 roku w starej części Damaszku, gdzie znajduje się wiele kościołów i klasztorów. Z uwagi na to, że nie spotykałam wielu muzułmańskich dzieci, przyjście do naszego klasztoru stanowiło dla mnie duże wyzwanie, ponieważ naszą misją jest modlitwa i okazywanie gościnności narodowi muzułmańskiemu. Nie było łatwo i potrzebowałam szczególnego wysiłku duchowego, aby wytrwać w moim powołaniu – co nastąpiło wyłącznie dzięki pomocy Ducha Świętego.

Jestem drugim dzieckiem w rodzinie. Mam dwie siostry i brata. Wszyscy ukończyliśmy studia na Uniwersytecie Damasceńskim. Oni jeszcze ciągle mieszkają w Damaszku, nikt z nas nie opuścił kraju.

Ukończyła siostra Wydział Rolniczy Uniwersytetu Damasceńskiego i Papieski Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Jak wkroczyła siostrę do świata duchowości, co siostrę do tego zachęciło?

Pochodzę z rodziny katolickiej, która jest aktywna w kościele. Jestem pewna, że stąd wzięła się moja decyzja, ale najważniejsza była moja osobista decyzja, by oddać kierownictwo Bogu, aby umieścić Go w centrum i wyruszyć prawdziwą drogą chrześcijanina – co nadaje mojemu życiu sens. Dlatego zostałam obdarzona wielką radością i modlę się za wszystkich młodych, aby zebrali się na odwagę, by podjąć taką decyzję w swoim życiu.

Jesteśmy świadkami globalnego kryzysu związanego z uchodźcami. Dlaczego ludzie wyjeżdżają z Syrii?

Wielu ludzi wyjeżdża z Syrii przede wszystkim ze względu na dzieci, boją się o ich przyszłość, szczególnie jeśli dzieci są małe. Zatem strach dotyczący przyszłości rodzin znajduje się na pierwszym miejscu listy powodów dlaczego ludzie wyjeżdżają. Problemy ekonomiczne są także ważnym czynnikiem, ponieważ każdy produkt codziennie staje się coraz droższy, ludzie nie mają możliwości znalezienia pracy, więc życie stało się trudne. I choć wielu Syryjczyków ma nadzieję na powrót do ojczyzny, wybierają pobyt za granicą. Uważają, że tutaj nie ma dla nich w ogóle przyszłości po tym wszystkim, co się wydarzyło.

Jaka jest sytuacja katolików w Syrii i czy wyjeżdżają z kraju z takich samych powodów?

Wielu, a tak naprawdę przeważająca większość katolików, wyjeżdża, ponieważ są przerażeni islamskim ekstremizmem i reakcjami muzułmanów po tym, co się wydarzyło. Wojna wypaczyła obraz islamu, w naszym klasztorze staramy się ze wszystkich sił, aby dawać świadectwo dobrych relacji i głębokiego połączenia z naszymi muzułmańskimi przyjaciółmi.

Uważamy, że naszym obowiązkiem i misją jest modlić się za nich i wspierać ich, aby zrozumieli istotę naszej wiary chrześcijańskiej, która jest czystą miłością. To jest sposób w jaki nasz Pan żył przed nami dając przykład wszystkim, nie tylko chrześcijanom.

Zatem osobiste doświadczenie sprawiło, że zrozumiałam, że słowem-kluczem naszej misji jest miłość. Dlatego proszę was, módlcie się za nas, abyśmy zawsze byli dobrymi uczniami Chrystusa, z pomocą Bożej łaski.

Czy siostra kiedykolwiek sama myślała o wyjeździe z Syrii i dlaczego siostra tam została?

Miałam możliwość wyjazdu do Włoch zarówno prywatnie, jak i w ramach wspólnoty, ale zdecydowaliśmy pozostać w kraju i pomagać naszej małej wspólnocie chrześcijańskiej, aby przeżyła na tych ziemiach.

Po wojnie w An-Nabk, małym mieście oddalonym od naszego klasztoru 17 kilometrów, ludzie nam mówili, że nasza obecność bardzo im pomogła w tym, żeby zostać i przeżyć.

Dlatego uważam, że naszym zakonnym obowiązkiem jest pomagać ludziom, by wytrwali w chrześcijaństwie otoczeni muzułmańskimi przyjaciółmi w naszej ojczyźnie.

Wiele osób ma wątpliwości co do tego, czy ekumenizm i dialog międzyreligijny, którymi siostra codziennie żyje, są w praktyce wykonalne. Czy uważa siostra, że naprawdę można go wszędzie realizować i utrzymać i dlaczego to jest tak ważne?

Możemy prowadzić ekumeniczne życie pod warunkiem, że żyjemy uczciwie, nie tylko za pomocą słów, ale także czynów – o co staramy się w naszym klasztorze. Zapraszamy ludzi, aby tutaj przyjeżdżali i odwiedzamy w ich klasztorach, czasami przyjmujemy członków należących do innych kościołów. W naszym kraju musimy wprowadzać w życie ekumenizm, ponieważ taka jest nasza rzeczywistość. Jeśli zdecydowaliśmy się zgromadzić we wspólnocie jako jedno ciało Chrystusa, wierzę, że zbierzemy dobry plon dla naszego Kościoła i kraju.

Bliski Wschód jest przestrzenią, gdzie narodziły się wszystkie trzy monoteistyczne religie, lecz często ludzie Zachodu go nie doceniają z powodu nieustannych konfliktów, które się tam toczą i burzenia wielkich tradycji. Jaka była przeszłość i jaka jest przyszłość tamtejszych mieszkańców?

Dla ludzi na Bliskim Wschodzie wiara jest bardzo ważna i jest to coś, co jest w nich głęboko zakorzenione. Gdy politycy wykorzystują ten fakt do swoich celów, wówczas mogą zniszczyć dużo pięknych i wartościowych rzeczy, zarówno w kraju jak i w ludziach. Jest szczególnie niebezpieczne, gdy ubogim dają duże pieniądze, by ich wykorzystać. Kiedy polityka i pieniądze mieszają się do naszych relacji, wynikiem tego są katastrofy.

Z uwagi na to, że wasz klasztor ma charakter ekumeniczny, ile wspólnot mieszka w waszym klasztorze?

W naszym klasztorze mieszka tylko jedna wspólnota, do której należą zarówno katolicy, jak i prawosławni. Poprzez modlitwę i wspólne życie staramy się pokonać wzajemne trudności. Członków niebędących katolikami poprosiliśmy, aby wystąpili o pozwolenie od swojego Kościoła, aby zachować wzajemne relacje przy jasnym zrozumieniu roli papieża i ważności Kościoła katolickiego. Jest kilka takich klasztorów na świecie założonych przez o. Dall’Oglio.

Czy funkcjonują w taki sam sposób i jak wygląda współpraca między nimi?

Mamy trzy takie klasztory: w Syrii, we Włoszech i w Kurdystanie. Pielęgnujemy tę samą duchowość i głębokie relacje. Cały czas jesteśmy w kontakcie i od czasu do czasu jako przeorysza odwiedzam te klasztory, abyśmy zachowali jedność naszych wspólnot.

Jeden z tych klasztorów Mar Elian (św. Eliana), w 2015 roku został całkowicie zniszczony przez bojowników Państwa Islamskiego.

Czy istnieje nadzieja na to, by go odbudować?

Jesteśmy gotowi prosić o pomoc was wszystkich, a także różne fundacje, by odnowić klasztor Mar Elian, ale tylko wtedy, gdy ludzie będą chcieli tam wrócić i będziemy mieli całkowitą pewność na podstawie gwarancji, że będzie można tam bezpiecznie żyć.

W swojej książce Marc Fromager pisze, że chrześcijanie w obliczu przemocy Państwa Islamskiego nie mają wyboru, mogą: umrzeć, wyjechać albo przejść na islam. Czy boi się siostra, że waszą wspólnotę spotka podobny los?

Jesteśmy wytrwali w modlitwach, aby do nas nie dotarli, ale równocześnie jesteśmy świadomi niebezpieczeństwa po tym, co się dzieje w różnych miejscach Syrii.

Muzułmanów, którzy was otaczają, uważacie za przyjaciół – w jakim stopniu wspierają postawę Państwa Islamskiego?

Nasi muzułmańscy przyjaciele odczuwają wielki smutek z powodu tego, co dzieje się w imię islamu. Cały czas powtarzają, że to nie jest prawdziwy islam i przepraszają w imieniu islamu.

Czy istnieją rozbieżności między chrześcijanami różnych denominacji i jaka jest relacja z muzułmanami, którzy są dużo liczniejsi? Jak trudno jest pracować nad praktycznym zrozumieniem między religiami i jakie są owoce tej pracy?

Wszystko zależy od osobistego doświadczenia wyniesionego z wojny. Jeśli było negatywne, to niesie ze sobą konsekwencje, a dana osoba uważa, że wspólne życie jest niemożliwe. Lecz jeśli doświadczenie było pozytywne, tak jak w naszym przypadku: nasi muzułmańscy pracownicy zdecydowali się zostać z nami w czasie wojny, by nas bronić – wówczas widać, że wspólne życie jest nie tylko możliwe, ale i potrzebne. Dlatego uważam, że ich reakcja w czasie wojny jest właśnie owocem wspólnego życia w uczciwej chrześcijańskiej atmosferze. Powinniśmy im okazać miłość – tak jak mówił i czynił Chrystus.

Ważne, by ludzie wiedzieli, że dialog jest możliwy, tak jak i wspólne życie z naszymi muzułmańskimi przyjaciółmi, a dla przyszłości naszego kraju jest szczególnie ważne, żebyśmy zdecydowali się tutaj zostać.

Jak często siostra podróżuje i dlaczego?

Podróżuję tylko wtedy, gdy jest to potrzebne, to znaczy, gdy dostaję zaproszenie, aby mówić o naszej wspólnocie lub doświadczeniach albo odwiedzić wspólnotę w innym kraju. Nie podróżuję zatem często, ponieważ moim obowiązkiem jako przeoryszy jest bycie w centralnym klasztorze. To było szczególnie ważne w okresie konfliktów, kiedy zawsze byłam tutaj, by udzielać wsparcia wspólnocie i z solidarności z naszą małą wspólnotą chrześcijańską w An-Nabk.

Fundacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest organizacją, która wam pomaga. Czy otrzymujecie pomoc jeszcze od kogoś i kogo zwykli, spragnieni pokoju ludzie z Syrii w ogóle uważają za przyjaciół?

Jest wiele fundacji chrześcijańskich jak i naszych przyjaciół we Włoszech, Francji i Szwajcarii, którzy oferują nam pomoc. Jako zakonnicy doceniamy każdą pomoc, która do nas dociera. Wszyscy ludzie, którymi jesteśmy otoczeni oraz wierni w naszym kraju odczuwają taką samą wielką wdzięczność wobec wszystkich nam przychylnych.

Jakie wrażenie wywarła na siostrze Noc Świadków zorganizowana w naszym regionie, co by siostra wyróżniła?

Noc Świadków była bardzo dobrze zorganizowanym wydarzeniem, które należy pochwalić. Uważam, że proste i głębokie rzeczy wywierają na ludziach największe wrażenie. Moim zdaniem powinniśmy kontynuować tego rodzaju spotkania, abyśmy mogli opowiedzieć ludziom o naszych doświadczeniach i pokazać darczyńcom, w jaki sposób wykorzystujemy ich darowizny. Dla mnie był to także sposób, aby wyrazić wdzięczność za wszystko, co fundacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie dla nas uczyniła.

Siostra była po raz pierwszy w Medziugorju. Co siostra o nim słyszała przed przyjazdem?

Tak, po raz pierwszy byłam w Medziugorju, ale znam ludzi, którzy bardzo kochają i cenią to miejsce. Nasz Kościół przed wojną organizował dużo pielgrzymek do Medziugorja.

Siostra wymienia Matkę Bożą jako swoją najlepszą przyjaciółkę. Czy uważa siostra, że jej ochrona jest szczególnie ważna?

W naszych sercach dużo miejsca zajmuje Matka Boża. W naszym klasztorze zdecydowaliśmy się wprowadzić każdego dnia godzinną medytację przed mszą zgodnie z Jej radą, którą w ramach doświadczenia duchowego otrzymali o. Paulo i o. Jacques w trakcie pierwszej wojny w ich życiu, gdy przebywali w klasztorze Deir Mar Musa.

Nasza Matka Boża z Damaszku jest uwielbiana jako patronka Damaszku. Ludzie z sąsiedniej miejscowości opowiadali, że w czasie wojny ochroniła ich swoim płaszczem. Brat Jacques wierzy, że to Ona go ochroniła, gdy pewna osoba pomogła mu uciec z niewoli.

Czy nawiedziła siostra inne miejsca objawień maryjnych na świecie?

Tak, byłam w Lourdes i szczególne wrażenie wywarła na mnie modlitwa w intencji chorych.

Jak siostra opisałaby Medziugorje komuś, kto nigdy tutaj nie był?

Medziugorje jest miejscem naznaczonym uczuciem pokoju, dlatego byłoby cudownie spędzić tu czas na rekolekcjach. Ten pokój, który cię przenika, pomaga ci poczuć, że to jest miejsce modlitwy, miejsce stworzone do modlitwy, zwłaszcza gdy spotyka cię na tak miłe przyjęcie.

Co siostra pragnie powiedzieć na koniec naszego wywiadu?

Na koniec w imieniu całego narodu syryjskiego pragnę wyrazić wielką wdzięczność fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie za wielką pomoc, solidarność i szlachetność, którą nam nieustannie okazuje.

Davorka Jurčević-Čerkez

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 15)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry