Wszyscy jesteśmy jednym

Pielgrzymka z Karlovaca do Medziugorja w dniach 9-11 listopada 2018 r. (2 300 pielgrzymów)

Moje marzenie się spełniło. Pojechałam na pielgrzymkę do Medziugorja. Całe życie słyszałam o Medziugorju, lecz nie miałam okazji, żeby tam pojechać albo z powodu finansów, albo dlatego, że życie po prostu prowadziło mnie w jakimś innym kierunku. Ale drogi Pana często są nietypowe, zaskakujące i cudowne. Doczekałam się okazji i nie mogłam jej zmarnować.

Pielgrzymowanie do Medziugorja zaczęło się dla mnie dużo wcześniej niż w dniu wyjazdu. Przygotowaniami, organizacją i koordynacją zajmowaliśmy się w ciszy, spokojnie i w skupieniu, biorąc zawsze pod uwagę to, by przybliżyć ludziom wiarę oraz aby za naprawdę symboliczną cenę umożliwić ludziom udział w tej wyjątkowej pielgrzymce.

To na pewno była droga wspólnoty. Bez względu na to, z jakiej jesteśmy części województwa karlovackiego. Wyruszyliśmy w drogę w piątek 9 listopada 2018 roku w godzinach wieczornych. Każda grupa ruszała ze swojego miejsca zbiórki. My mieliśmy zbiórkę przed centrum sportowo-rekreacyjnym Korana około 22:30. Autobusy przyjeżdżały jeden po drugim, aż do momentu, gdy zabrały wszystkich pielgrzymów. Organizatorzy zaplanowali wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Pomyśleli absolutnie o wszystkim. Na miejscu wspólnej zbiórki dołączyły do nas pozostałe gminne i miejskie organizacje i po chwili wyruszyliśmy w stronę Medziugorja. Proszę sobie wyobrazić kolumnę autobusów wiozącą 2 300 pielgrzymów podążających do miejsca modlitwy i pojednania. Niektórym pielgrzymom udało się nawet zasnąć w autobusie. Ja nie zmrużyłam oka, ponieważ cały czas myślałam o tej małej miejscowości, która już niemal cztery dekady przyciąga miliony pielgrzymów z całego świata. Całonocna podróż zdawała się trwać zaledwie godzinę.

Dotarliśmy do Medziugorja we wczesnych godzinach porannych. Myślałam o kawie i o dniu, który jest przed nami. Nie miałam żadnych wcześniejszych wyobrażeń o tym, jak ta miejscowość wygląda, jak wygląda Križevac, Góra Objawień, kościół św. Jakuba… Trochę zaspani, wysiedliśmy z autobusów, a wtedy wszystko się zatrzymało. Czas. Miejsce. Myśli. Naszym pierwszym przystankiem był Križevac. To niemal mityczne wzgórze jest miejscem spotkania z Jezusem w Jego męce. Zaczęliśmy się wspinać na wzgórze i modlić. Wejście naprawdę nie jest łatwe. Ścieżka jest niebezpieczna i podążanie nią wymaga wiele wysiłku, lecz w modlitwie i wspólnocie wszystko było łatwiejsze. Zatrzymywaliśmy się przed stacjami drogi krzyżowej, które były oznaczone drewnianymi krzyżami i płaskorzeźbami z brązu. Odprawialiśmy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Jedni pielgrzymi zrezygnowali, drudzy dotarli do samego szczytu. To wejście przypominało mi trochę życie. Kroczymy ścieżką naszego życia i często napotykamy na przeszkody i problemy, o których myślimy, że są nie do pokonania. Lecz jeśli wystarczająco wierzymy w to, że te przeszkody przytrafiły się w odpowiednim momencie i odpowiednim miejscu oraz w czasie, gdy możemy je rozwiązać, wówczas żyjemy wiarą. Wiele osób zdziwiło się, skąd ma tyle sił, aby pokonać całą trasę drogi krzyżowej. Tak, jakby ktoś ich prowadził i pomagał im przez cały czas. Większość pielgrzymów po zejściu oświadczyła, że poczuła wewnętrzny pokój, radość, przyjemność. To było wyjątkowe uczucie, tak jakbyśmy pozbyli się ciężaru i szli dalej pewnym krokiem, raźniej i odważniej.

Pomimo tego, że mieliśmy za sobą długą noc i fizycznie wymagające wejście na górę, nikt z nas nie był zmęczony, a program miał swój ciąg dalszy. Około 15:30 spotkaliśmy się przed kościołem św. Jakuba. Z uwagi na tak dużą liczbę konfesjonałów jest jasne, dlaczego Medziugorje nazywają „konfesjonałem świata”. Wszyscy chętni przystąpili do spowiedzi i pojednali się ze sobą, Bogiem i ludźmi, którzy ich otaczają.

Po zrobieniu pamiątkowej fotografii przy ołtarzu polowym przywitał nas abp Henryk Hoser SAC – wizytator apostolski w Medziugorju. Abp Hoser serdecznie nas przywitał mówiąc, że przyjeżdżając tutaj do Medziugorja przyjechaliśmy do domu, do swojej Matki. Podziękował nam także za to, że zdecydowaliśmy się przyjechać do domu Bożego, gdzie Bóg czeka na swoje dzieci. Między innymi powiedział, że to miejsce jest źródłem łaski, w którym serwuje się pożywienie dla ducha. Podkreślił, że są tutaj trzy ważne miejsca: kościół św. Jakuba, Križevac i Góra Objawień.

Następnie katechezę wygłosił medziugorski proboszcz o. Marinko Šakota. Jego słowa zrobiły na nas szczególne wrażenie, ponieważ różniły się od większości katechez, które do tej pory mieliśmy okazję słuchać. Jego słowa były wyjątkowo ciepłe i bliskie ludziom.

Wieczorny program modlitw zaczął się od radosnych i bolesnych tajemnic różańca, po których została odprawiona Msza święta. Po mszy było błogosławieństwo dewocjonaliów, modlitwa o uzdrowienie duszy i ciała oraz chwalebne tajemnice różańca. Przez całą mszę wiele razy zwróciłam uwagę na energię i dobroć panującą między ludźmi – to jest coś nie do opisania. Miałam wrażenie, że właśnie tutaj otwarliśmy jakiś inny wymiar i poruszyliśmy jakiś trybik zmian w nas samych. Byliśmy mocniejsi od wszystkiego. Byliśmy bliżej Boga niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy z nas był niczym kropla w oceanie, a wszyscy tworzyliśmy tylko ten ocean. Tutaj wszyscy byliśmy jedną energią, jedną wizją. To było dobro, ciepło, radość i pokój.

Po Mszy świętej wolontariusze rozdali nam kolację, którą w postaci paczek przygotowali dla nas przyjaciele z gminy Ljubuški. Po kolacji wszyscy ruszyliśmy na adorację Najświętszego Sakramentu.

W niedzielę rano sama poszłam na Górę Objawień. Nie starałam się znaleźć drogi, która tam prowadzi, po prostu zdałam się na własną intuicję. Naprawdę miałam wrażenie jakby jakaś niewidzialna siła mnie tam przyciągała. Idąc ulicą pełną sklepów z pamiątkami i dewocjonaliami spotkałam wielu pielgrzymów, którzy obrali sobie ten sam cel. Od ostatnich zabudowań do miejsca objawienia prowadzi stroma ścieżka, dużo łatwiejsza do pokonania niż ta na Križevacu. Wspinając się do góry, obserwowałam twarze ludzi i na żadnej nie zauważyłam grymasu zmęczenia. Żaden krok nie był dla nich trudny. A jaka silną energię możecie poczuć, kiedy wyjdziecie na szczyt! Nie można tego z niczym porównać. To po prostu trzeba przeżyć.

Niektóre osoby płakały, inne się modliły. W tych chwilach zapomnieliśmy o wszystkich problemach, obowiązkach, wątpliwościach, urazach, kłótniach. To, co czuliśmy, to był pokój i szacunek do Stworzyciela. Nie było tam różnic między ludźmi. Nie wiadomo kto jest bogaty, a kto biedny, kto jest Chorwatem, a kto nie. Tam wszyscy byliśmy tacy sami. Miałam wrażenie, jakbym byłam tam przez kilka dni, jakbym już wszystkich znała. To, czego się nauczyłam, to lekcja, że musimy akceptować każdego człowieka i widzieć w nim tylko dobro. Tak bardzo chciałabym tam wrócić. Jak wspaniale byłoby spędzić kilka dni w Medziugorju, by w ciszy, na spokojnie móc zajrzeć do swojego wnętrza.

Pielgrzymka zakończyła się powrotem do domu. Byliśmy szczęśliwi, spełnieni, optymistyczni. Przerwy na odpoczynek były pełne śmiechu, rozmów i pieśni. Nikt nie był zmęczony. Jak być zmęczonym, kiedy wszystkie swoje ciężary zostawiłeś za sobą i spełniony idziesz dalej w kierunku nowych życiowych wyzwań?

Medziugorje naprawdę umacnia ducha i odnawia. Dosłownie każdy zakątek tej miejscowości oddycha pewną wyjątkową harmonią, pokojem, błogością i wiarą. By to zrozumieć po prostu trzeba tego doświadczyć. Doświadczenie Medziugorja pozostawia niezatarty ślad i uwierzcie mi, rozpali także to małe światełko, które w was migocze. Tam doświadczycie Nieba, Nieba na ziemi. Tam jesteście o krok bliżej Boga. Zanieście tam swoje prośby i potrzeby, powierzcie je Matce Niebieskiej. Uwierzcie mi, że stamtąd nie wrócicie takimi, jakimi wyruszyliście w drogę.

Ana Pešut

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 15)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry