Życie poświęcone pielgrzymom i Matce Bożej

W Medziugorju od 12 do 16 marca odbyły się rekolekcje dla ponad 110 pielgrzymów, którzy dzięki pani Mary Fernandez przyjechali głównie z Ameryki Łacińskiej (Kolumbia, Wenezuela Argentyna, Peru, Chile, Honduras, Portoryko, Panama, Brazylia, Meksyk i Nikaragua). Rekolekcje prowadził o. Marinko Šakota, tym razem mówił o tym, jak ważna jest modlitwa sercem, jak ważne jest wybaczenie, jak ważne jest dziękowanie. Wszystko było tłumaczone na język hiszpański. Program rekolekcji był bardzo prosty: codziennie rano i po południu katecheza, wieczorny program modlitw w parafii oraz modlitwa na Górze Objawień i Križevacu. Z panią Mary Fernandez rozmawialiśmy o tych rekolekcjach, ale także o jej misji organizowania pielgrzymek do Medziugorja.

Pani Fernandez, proszę się przedstawić naszym czytelnikom.

Nazywam się Mary Fernandez. Urodziłam się na Kubie, ale już 60 lat mieszkam w Miami na Florydzie. Zostałam wychowana w katolickiej rodzinie i uczęszczałam do katolickich szkół. Całkiem przypadkowo w 1988 natknęłam się na książkę o Medziugorju, której autorem był o. Jakov Bubalo. Ta książka głęboko zapadła mi w pamięć. Pracowałam w biurze podróży, które organizowało różne turystyczne wyjazdy po całym świecie. Poprosiłam o zgodę na zorganizowanie pielgrzymki i 23 września 1988 roku udało mi się zorganizować naszą pierwszą pielgrzymkę do Medziugorja. Uczestniczyło w niej 37 osób, wśród których był mój mąż. Od tamtej pory moje serce zostało tutaj. A później przez swoje biuro podróży zaczęłam organizować kolejne pielgrzymki.

Jak przebiegała dalej pani droga dawania świadectwa?

Od tamtej pory nieustannie staram się przyjeżdżać i przywozić pielgrzymów do Medziugorja. Bardzo dziękuję Bogu i Matce Bożej za to, że dali mi rodzinę, która rozumie, co robię i jakie to jest ważne, ponieważ bez ich wsparcia to by nie było możliwe. To jest moja 156 pielgrzymka. Mam nadzieję, że Bóg da mi jeszcze siły, żebym mogła w przyszłości przywozić tutaj ludzi. Robię to, bo cudownie jest patrzeć, jak oni się tutaj zmieniają, jak się na nowo rodzą, jak zaczynają inaczej patrzeć na swoje problemy. Także na tych rekolekcjach, w których teraz uczestniczymy, mogę wyraźnie widzieć, jak ludzie z dnia na dzień coraz bardziej się zmieniają, stają się coraz bardziej otwarci i spokojni – jak zaczynają odczuwać życie. Powtarzam im, że przyjechaliśmy tutaj, ponieważ Medziugorje jest przede wszystkim „szkołą życia”. Nie jesteśmy w tym miejscu przez przypadek, tylko zostaliśmy zaproszeni przez Boga i Matkę Bożą. To naprawdę wypełnia moje serce i moje życie.

Jestem bardzo zajęta osobą, ponieważ oprócz organizowania pielgrzymek mam wiele rodzinnych obowiązków z moją czwórką dzieci i dziewiątką wnuków, z którymi jestem bardzo związana. Więc nie jest mi łatwo znaleźć na to czas. Z drugiej strony pomimo tego, że mam 80 lat i starzeję się, w sercu jeszcze czuję się młodo i dopóki będę mogła, pragnę nadal przywozić pielgrzymów do Matki Bożej.

Kiedy zaczęła pani organizować rekolekcje?

Zaczęłam organizować rekolekcje w 1990 roku z o. Jozo Zovko. Kiedy on odszedł poprosiłam franciszkanów, czy mogę je dalej organizować, ponieważ widziałam dużo owoców tego, że ludzie są nie tylko na pielgrzymce, ale mają także wykłady i katechezy, kiedy trochę więcej dowiadują się o wierze i duchowości Medziugorja. Dzięki temu mogą głębiej dotrzeć do swojego serca. Na początku, od 2009 roku kilka rekolekcji prowadził dla nas o. Danko Perutina, a potem o. Marinko Šakota, który jest dla mnie wyjątkowym księdzem. On ma tak wiele do zaoferowania. Udaje mu się uspokoić ludzi, mówi tak, że ludzie go rozumieją. Czasem ludzie, którzy tutaj przyjeżdżają, to nie są osoby głęboko zakorzenione w wierze, ale jemu w jakiś sposób udaje się przybliżyć im wiarę.

Ile razy w roku organizuje pani pielgrzymki i rekolekcje?

To zależy od roku. W tym roku mam 6 pielgrzymek i dwa razy przyjeżdżam na rekolekcje. Pierwsze rekolekcje odbywają się teraz, a kolejne będą w lecie z o. Jozo na chorwackiej wyspie Badija. Jestem bardzo wdzięczna o. Marinkowi i całej parafii, która nam to umożliwia, ponieważ jest dla nas bardzo ważne, żeby mieć ten czas, w którym możemy doświadczyć naszego życia z innej, Bożej perspektywy. Wszyscy mamy swoje problemy w życiu, a tutaj z Matką Bożą odkrywamy, że to nie są prawdziwe problemy, dowiadujemy się, jak je rozwiązać albo jak je znosić z Jezusem.

Oprócz pielgrzymek, czy ma pani w domu także modlitewne wsparcie?

Od pierwszego przyjazdu do Medziugorja uczestniczyliśmy w spotkaniach grupy, którą prowadził wówczas ojciec Jeleny Vasilj. Oni nauczyli nas, jak się modlić, jak zorganizować grupę. Od tamtej pory do dzisiaj w każdą środę spotykamy się w moim domu. Kiedyś było nas 30 osób, dziś jest 14. Niektórzy członkowie założyli własne grupy modlitewne, ale wszyscy jesteśmy ze sobą bardzo związani. Czuję, że członkowie grupy modlitewnej są dla mnie niczym druga rodzina. Polecam to wszystkim pielgrzymom, ponieważ grupa modlitewna jest sposobem, aby Medziugorje zabrać ze sobą do domu.

Paula Tomić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry