Czy jestem godzien wrócić w objęcia Ojca?

Co zachęca młodych ludzi, aby podążali za Bogiem? Choć może lepszym pytaniem jest to: co młodych ludzi zmusza, aby zostawili Boga? To może być jakieś niemiłe doświadczenie w życiu. Wiara wpajana na siłę i rodzice, którzy zmuszają dzieci, aby szanowały coś, czego sami nie szanują, albo po prostu utrata pierwotnej świętości i strach z powodu popełnionych grzechów, zdrad, kłamstw, kradzieży albo lęk przed odrzuceniem w towarzystwie. Ile czasu potrzeba, aby człowiek ponownie powrócił do siebie, to znaczy, aby powrócił do Boga? Ile przeszkód trzeba pokonać, zanim uwierzy, że Bóg nigdy go nie opuścił, lecz to my byliśmy tylko przez pewien czas nieobecni? Jedną przeszkodę pokonał w pewien sposób także młody człowiek, który po spowiedzi opowiedział mi swoją historię.

Słuchawki w uszach

Każdy by sobie pomyślał, że to coś zwyczajnego, iż młodzież dzisiaj chodzi ze słuchawkami na uszach lub z kimś rozmawiając, albo cieszy się muzyką, którą kocha. Zagłuszający szum w głowie, impreza pod gołym niebem. Noc i bezkresne sklepienie niebieskie. W oddali zamiast stołu najpopularniejszego didżeja, zamiast imprezy oświetlonej różnokolorowymi światłami zmieniającymi się w rytmie współczesnej muzyki, stoi ołtarz oświecony światłem świec. Zadaję sobie pytanie, co robi młody mężczyzna w moim wieku za wielkim białym stołem, przy ołtarzu? Tylu młodych ludzi milczy i modli się. Jaka cisza. Do tego większość klęczy. Nie ma zgiełku ani wrzasków. To jest cisza, która przemawia. Co za zdziwienie, nawet nie mógłbym wyśnić czegoś takiego. Jak ludzie mogą znieść taką ciszę? Słuchać medytacyjnej modlitwy w akompaniamencie nienarzucającej się muzyki. Te pieśni uspokajają. Co jest w maleńkim kawałku oświeconego chleba, co zatrzymuje świat w tej jednej chwili?

Tym razem słuchałem tłumacza przekładającego to, co mówi ksiądz klęczący przed białym stołem. Co ciekawe, dzieliłem się słuchawkami z jakimś cudzoziemcem, który tak samo nie znał języka chorwackiego. Po pewnym czasie zaczął płakać, jakby ogrom smutku zwalił mu się na głowę. Chciałem spytać, dlaczego płacze, ale wolałem mu nie przeszkadzać. Był szczęśliwy, a nie należy kraść innym szczęścia. Należy pozwolić, aby trwało, ponieważ z pewnością długo na nie czekał.

Całkiem inny młodzieżowy festiwal

Zadawałem sobie pytanie, co to znaczy być szczęśliwym, ponieważ miałem o nim całkiem inne pojęcie. Jednym z miejsc, gdzie czułem się szczęśliwy, było dla mnie morze. Tam przyjeżdżało wielu młodych ludzi, życie, muzyka, dobra zabawa i przyjemności, ale „przez przypadek” wylądowałem w Medziugorju. Sam nie wiem, jak to się stało, ale znalazłem się na całkiem innym młodzieżowym festiwalu. W miejscu, gdzie człowiek odczuwa bliskość Boga, Jego obecność. W miejscu, które porusza coś w duszy, a nie można łatwo tego opisać za pomocą słów. To jest nietypowe doświadczenie. A ja i Bóg nie mieliśmy dobrych relacji. Muszę przyznać, że nie mieliśmy zbyt wiele kontaktu,ani nie wymienialiśmy się informacjami. On nie wtrącał się do mojego życia, a ja nie wnikałem za bardzo w Jego działalność. Trzymaliśmy się kulturalnie na dystans. Unikałem Go za każdym razem, gdy było to możliwe.

Tak jak większość młodych ludzi pochodzących z Europy Zachodniej, nie byłem praktykującym wiernym. Rodzice byli na tyle wytrwali, że aż do bierzmowania zabierali mnie do kościoła. Po bierzmowaniu wszystko się skończyło. Więcej już nie wszedłem do kościoła. Unikałem ślubów, pogrzebów i mszy w intencji zmarłych. Wszystko to wydawało mi się bez sensu. Bóg był jakiś staromodny, nie pasował do mojego stylu życia. Odczuwałem, że w wierze jest zbyt wiele ograniczeń, a zbyt mało wolności. Ważne były dla mnie przyjemności, podróże bez końca, własna wolność, poznawanie nieznanych kultur i narodów, dotknięcie Wschodu, bycie sobą. Ważna była dla mnie moja wolność, własna filozofia życia.

Mistyka ciszy

Sam nie mogłem uwierzyć w to, jaki zamęt wywołała w mojej głowie ta cisza. Poczułem, że całe moje życie w ułamku sekundy się rozpada. To było niesamowite przeżycie poczuć taką mistykę ciszy, podczas gdy całe życie szukałem tylko zgiełku. Nauczyłem się żyć w rytmie metropolii, to znaczy, w codziennym hałasie, w tysiącu zagłuszających dźwięków wydawanych przez samochody, pociągi, taksówki, a także pośród dźwięków muzyki dobiegających z różnych stron, czy w zgiełku spieszących się ludzi. W metropolii często gubi się głos, śpiew ptaków, traci się okazję, aby człowiek spotkał się sam ze sobą. Jest wiele ucieczek, a mało spotkań.

Do rana leżałem na ławce przed ołtarzem polowym. Obserwowałem bezkresne niebo i gwiazdy, które sobie ze mnie stroiły żarty. Nie mogłem zasnąć. Byłem poruszony, ale nie wiedziałam dlaczego. Byłem czysty i trzeźwy. To było wszystko bardzo dziwne. W mojej głowie pojawiały się liczne pytania i sceny z życia. Zastanawiałem się, czy człowiek może być szczęśliwy bez używek? Co jest takie wyjątkowe? Czy moje życie jest warte życia? Oczarowała mnie cisza i nieznany Przyjaciel, którego spotkałem w białym kawałku chleba, który znajdował się na ołtarzu polowym oświetlonym światłem gwieździstej nocy.

W końcu zrozumiałem, że potrzebuję rozmowy. Potrzebowałem kogoś, kogo będę mógł zapytać o to wszystko. Zapytać o siebie i moje życie. Opowiedzieć mu o tym, czego doświadczyłem, o tym, co nakręca człowieka, ale sam nie widziałem, co to jest.

W poszukiwaniu Boga

Rano spacerowałem po sanktuarium. Przed kościołem rzędy młodych ludzi czekały w kolejkach do spowiedzi. Miałem wrażenie, że wszyscy po wieczornym czuwaniu potrzebowali rozmowy. Stanąłem w kolejce. Dobrze, że tak długo czekałem, ponad dwie godziny. Wyobraźcie sobie, że nie byłem zdenerwowany, nie zwracałem tez uwagi na tych, którzy się spowiadają. Zaszyłem się we własnej ciszy. Nie przyszło mi do głowy, żeby martwić się tym, dlaczego wszyscy się tak długo spowiadają, ponieważ ten czas wyszedł mi na dobre. Zastanawiałem się, co powiem? Jak się wyspowiadam, skoro nie robiłem tego od ponad piętnastu lat? Co mam powiedzieć, aby spowiedź była ważna? Czy przypomnę sobie wszystkie moje grzechy? Jak o wszystkim będę mówił? Wstydziłem się. Własne grzechy mnie zawstydziły.

Przede mną w kolejce stała dziewczyna z Dublina. W rękach trzymała Nowy Testament i czytała. Niczym ciekawski uczeń próbowałem zobaczyć, co czyta. Jaki zbieg okoliczności. Czytała przypowieść z XV rozdziału Ewangelii według św. Łukasza o Miłosiernym Ojcu i jego synach. Poszukiwanie Boga, tego źródła, było jakby zamówione na ten dzień. Nie zastanawiałem się, dlaczego młodszy syn opuścił dom, ponieważ ja także uciekłem z własnego domu. Intrygowało mnie, jak Ojciec mógł przyjąć kogoś, kto wydał wszystko, na co on pracował przez całe życie. Zastanawiałem się, jaka to jest miłość, która może pokonać wszystkie nasze ludzkie słabości, która może odkupić każde nasze zawinienie i grzech?

Spowiedź albo rozmowa

Zdziwiłem się, że ksiądz był tak cierpliwy. Słońce coraz bardziej przygrzewało, niemal mogłem poczuć jak kamień się roztapia, ale ani jemu, ani dziesiątkom innych księży, którzy tego dnia spowiadali, nigdzie się nie spieszyło. Chciałem mu wszystko opowiedzieć, ale nie wiedziałem, od czego mam zacząć. Najpierw zacząłem się tłumaczyć mówiąc, że całkiem przypadkowo przyjechałem do Medziugorja, że nie miałem być tutaj, ale na jakiejś popularnej plaży nad Adriatykiem. Ksiądz w pewnym momencie przerwał mi i spytał, czy chcę się wyspowiadać, czy tylko porozmawiać. Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Powiedziałem, że mógłbym spróbować jedno i drugie, ponieważ długo się nie spowiadałem. Wiedziałem, na czym polega różnica, ale pomyślałem, że rozmowa mogłaby pomóc. Potrzebowałem kogoś, kto by mnie wysłuchał.

Myślę, że to pomogło. Otwarłem serce, a to jest ewidentnie największy cud, którego mogłem doświadczyć w Medziugorju na Festiwalu Młodych. Zrozumiałem, że w życiu nie ma przypadkowych spotkań czy przyjazdów, że człowiek po prostu jest zaproszony, aby przyjechać do tego miejsca. Może potrzebujemy dużo czasu, aby się do tego wszystkiego przyzwyczaić, ponieważ całe życie myślimy, że cuda przytrafiają się jakimś obcym, nieznanym ludziom i zapominamy o tym, że my także jesteśmy Bożym cudem. Najpierw próbujemy sobie tłumaczyć, że doszło do nieporozumienia, że przypadkiem gdzieś się znaleźliśmy i że wkrótce stąd wyjedziemy, a później dociera do nas, że przyjechaliśmy we właściwe miejsce we właściwym czasie. To było dla mnie nietypowe, żeby widzieć siebie w takiej roli. Do tej pory nigdy w życiu z niczego się nie tłumaczyłem. Wszystko robiłem zgodnie z chwilowymi zachciankami i zawsze było dobrze. Może tym razem to robiłem, ponieważ chciałam coś zmienić. Tutaj była mowa o innego rodzaju spotkaniu, spotkaniu, które jest odkupieniem.

Spojrzenie, które jest odkupieniem

Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłem pojąć, jak dzisiejsza młodzież może odnajdywać inspirację w Chrystusie. Dlaczego przyjeżdżają szukać Matki Bożej do jakiegoś sanktuarium, kiedy mogą Ją spotkać w swoim kościele? Co ich tak przyciąga do Medziugorja? Jak mogą przez wiele dni pielgrzymować w parzącym słońcu, a to poświęcenie nie przychodzi im z trudem. Co jest tutaj wyjątkowego? Może musi być tak, że bardzo oddalamy się od domu, rezygnujemy z własnego rytmu życia i szukamy swojej duszy, która się gdzieś zgubiła po drodze? W naszej codzienności niestety zapominamy, jak wyglądamy, co robimy, jak się czujemy. Szybkie tempo życia, tysiące obowiązków, terminów i współczesny sposób podążania za własnym ego coraz bardziej oddalają nas od nas samych. A dla Boga tak jakbyśmy nie mieli czasu. Wyobraźcie sobie tylko, że ktoś mi poświęcił ten czas. Wysłuchał mnie. Nie krzyczał i nie chciał pieniędzy za swoją posługę, a był kimś więcej, niż każdy terapeuta na świecie. Przypomniał mi, kim jestem i przywrócił mnie do Boga.

Właśnie to jest dla mnie w Medziugorju najcudowniejsze. Ponowne spotkanie z Bogiem, rozjaśniona twarz grzesznika po spowiedzi. To spotkanie jest odkupieniem. Ja także chciałem się zobaczyć i sprawdzić, jak wyglądam. Wtedy popatrzyłem na spowiednika. W jego twarzy rozpoznałem twarz Miłosiernego Ojca. To było spojrzenie, które jest odkupieniem. Wówczas zrozumiałem, że to moje ukradkowe czytanie Ewangelii przez ramię Irlandki, gdy czekałam w kolejce do spowiedzi, nie było przypadkiem.

Nie wiem, czy jestem godzien wrócić w objęcia Ojca. Warto jednak spróbować, ponieważ chodzi tutaj o moje życie.

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 12)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry