Kwiatek w żłubku

Pamiętam, że jako dziecko nie mogłem się doczekać Pasterki i Bożego Narodzenia. Nie mogę powiedzieć, że żłóbek w moim rodzinnym kościele parafialnym był głównym powodem tej niecierpliwości i radosnego oczekiwania, ale z pewnością był jednym z ważniejszych powodów. I choć co roku był taki sam lub minimalnie się różnił, żłóbek zawsze mnie fascynował. Podziwiałem smukłe i ozdobione choinki znajdujące się na ołtarzu, wzgórza i łąki, na których pasterze przy ognisku pilnowali owiec, potok który cicho szumiał, łagodne twarze Maryi i Józefa, malutkiego Jezusa z wyciągniętymi rączkami, anioła w jaskini, wołu i osiołka w stajence. Z ciekawością obserwowałem miasto Jerozolimę, jego ulice i oświetlone pałace. Śledziłem trzech króli zmierzających z darami. W Boże Narodzenie znajdowali się daleko od stajenki, a w dniach po Bożym Narodzeniu już bliżej, aby w święto Trzech Króli znaleźć się przed Dzieciątkiem Jezus w żłóbku.

Żłóbek z wyobraźnią i miłością przygotowywały siostry franciszkanki, które pełniły posługę w parafii. Wiedziały, że coś takiego działa na wyobraźnię dzieci i że jako środek wychowawczy może pomóc w przybliżeniu ducha Bożego Narodzenia. Jestem przekonany, że w rodzinnym domu robiłem żłóbek właśnie dlatego, że byłem zainspirowany tym znajdującym się w kościele parafialnym. Rodzice nigdy nie musieli mi przypominać, że trzeba go przygotować, w ogóle nie musieli mnie do tego zachęcać. Czyniłem to z wielką radością. Miałem bujną wyobraźnię, chodziłem na pobliskie wzgórza i do lasu w poszukiwaniu mchu, gałązek i kamieni o różnych kształtach, słomy i bluszczu.

Kiedy już jako księdzu została mi powierzona troska o przygotowania do Bożego Narodzenia i przygotowanie żłóbka, nie mogłem się tego doczekać. Pierwszy żłóbek, który razem z młodzieżą i dorosłymi przygotowywałam, znajdował się w miejscowości Radoč koło Mostaru. Praca przy aranżacji żłóbka w tym miejscu była różnorodna i ciekawa. Wszystkie trzy pokolenia uczestniczyły w przygotowywaniu żłóbka: dzieci, młodzież i dorośli. Wszyscy chętnie i poważnie brali się do wykonywania zadań, które otrzymali. Dla nikogo nic nie było trudne, wszystko to czynili z wielką przyjemnością. W ten sposób stworzyła się wspaniała wspólnota, miały miejsce także ciekawe zdarzenia, które zapadły nam w pamięć. Pewnego roku padał deszcz. W pomieszczeniu drukarni, gdzie w tamtym czasie była odprawiana Msza święta, dorośli przygotowali wielką konstrukcję żłóbka. Jedyne, co zostało niedokończone, to był potok. Mieliśmy pompę i wodę, ale mechanizm nie działał. Na naszą prośbę, aby pomogli nam także starsi i bardziej doświadczeni parafianie, natychmiast z pomocą pospieszył nam pewien człowiek. Dwa dni spędził w zimnym pomieszczeniu, starając się „uruchomić” potok, ale wszystko na marne. Tak bardzo pragnęliśmy, by ten potok płynął, że kilka osób cierpliwie czuwało przy nim bez względu na chłód i upływający czas. Ten parafianin miał oczywiście swoje obowiązki, ale nie rezygnował z tego projektu. Nasza radość nie miała końca, kiedy potok ostatecznie popłynął, a była jeszcze większa, gdy w Boże Narodzenie ojcowie i matki przynosili dzieci do żłóbka. Byliśmy szczęśliwi, patrząc, jak dzieci zauważają różne szczegóły w żłóbku i wskazują je paluszkami.

Podobnie było w parafii Gradnići, która została mi powierzona po pełnieniu posługi duszpasterskiej w Radoču. Także w tej parafii w przygotowaniach żłóbka uczestniczyli parafianie w różnym wieku. Dzieci zbierały mech, a dorośli szli na wzgórza po świerki. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy kupować ani ścinać jodeł tylko ustawimy w kościele świerki, które i tak trzeba było ściąć, ponieważ szkodziły rozwojowi innych roślin.

Dlaczego opisuję te doświadczenia i moje wspomnienia tych żłóbków? Powodem jest orędzie Matki Bożej z 20 grudnia 1984 roku: „Dziś wzywam was, byście coś konkretnego uczynili dla Jezusa Chrystusa. Pragnę, by każda rodzina w parafii przyniosła jako znak oddania się Jezusowi po jednym kwiatku do dnia radości. Pragnę, by każdy członek rodziny miał jeden kwiatek przy żłóbku, by Jezus mógł przyjść i zobaczyć wasze oddanie się Jemu!”

Przyznaję, że sam napotykałem na to orędzie wiele razy, ale nie odnajdywałem w nim jakiegoś głębszego znaczenia. Kiedy ponownie je przeczytałem, było inaczej. Moje spojrzenie zatrzymało się na słowie „żłóbek”. Momentalnie w mojej głowie pojawiła się myśl: sam fakt, że Matka Boża wspomina żłóbek, świadczy o tym, jak ważny jest dla życia duchowego. Szczególnie kiedy widzimy, że wzywa wszystkie rodziny z parafii i wszystkich członków rodzin: dorosłych, młodzież i dzieci, aby podeszły do niego.

Jest ważne, aby także dorośli podchodzili do żłóbka. Jest ku temu wiele przyczyn: z powodu różnych trosk i problemów rodzice stają się zbyt poważni, brakuje im radości i luzu, czasem są zbyt surowi dla dzieci. Podejście do żłóbka mogłoby im pomóc, by ich serca zmiękły. Spotkanie ze żłóbkiem, szczególnie jeśli samemu się go wykonało w swoim domu, będzie powrotem do dzieciństwa. Pomoże rodzicom, aby ponownie stali się dziećmi, aby narodziło się w nich dziecko. Kiedy zdarza się okazja, by w człowieku narodziło się dziecko, jeśli nie w czasie Bożego Narodzenia? A jeśli wtedy przegapi się tę okazję, kiedy pojawi się kolejna?

Im jesteśmy starsi, tym bardziej grozi nam, że „małe rzeczy” staną się dla nas nieinteresujące i nie będziemy zauważać ich piękna. Żłóbek w kościele mógłby pomóc rodzicom, aby (ponownie) odkryli radość płynącą z piękna małych rzeczy. Szczególnie mógłby sprawić, że ich dusze ucieszą się z tego, że wspólnie z dziećmi przygotowują żłóbek w domu rodzinnym.

Matka Boża jako wychowawczyni wie jak ważne dla życia i wzrostu religijnego jest zaangażowanie się. Wierny nie może być bierny, musi być aktywny, ma nie tylko otrzymywać, ale i dawać. Poprzez dawanie najlepiej uczy się otrzymywać. Jeśli rodzice będą sami coś robili sens Bożego Narodzenia stanie się jaśniejszy dla pozostałych członków rodziny. Zwłaszcza dzieci nie muszą od razu wszystkiego rozumieć, ale zaangażowanie się niepostrzeżenie będzie wpływać na ich dusze. Dlatego Matka Boża wzywa członków rodziny, aby uczynili coś dla Jezusa Chrystusa.

Jako wychowawczyni Matka Boża nie jest abstrakcyjna i niejasna, lecz konkretna. Uczynić coś dla Jezusa oznacza zrobić coś konkretnego, w tym orędziu mówi konkretnie o kwiatku, który każda rodzina, a dokładnie każdy członek rodziny, ma położyć w kościelnym żłóbku.

Ten konkretny gest uczyniony dla Jezusa – przyniesienie mu kwiatka do żłóbka przybliża członków rodzin do tajemnicy Bożego Narodzenia. Matka Boża pragnie ich nauczyć tego, aby także oni zaczęli czynić to, co Bóg uczynił dla nich w Jezusie Chrystusie – by zaczęli dawać. Bóg daje. Siebie. Widać to najlepiej na przykładzie Jezusa Chrystusa. Miłość to dawanie siebie dla dobra innych. Poprzez dawanie uczymy się miłować.

Czym jest dzisiaj Boże Narodzenie dla dzieci? Nie chciałbym generalizować, ale czy nie jest tylko okazją do znalezienia prezentów pod choinką? Dlatego Matka Boża zachęca członków rodzin, aby oni coś dali. Przede wszystkim, aby dzieci uczyły się dawać, darować. Żeby nie czekały tylko na to, że ktoś im coś da, ale by one dawały coś innym ludziom. Najlepszą okazją jest podejście do żłóbka, mogą dać coś Dzieciątku Jezus. Przynajmniej kwiatek.

Matka Boża wybiera kwiat, ponieważ w wychowaniu jest ważne, aby zaczynać od małych kroków. Dodatkowo kwiat jest czymś konkretnym, materialnym, widzialnym. Lecz on nie jest ostatecznym celem tego co Matka Boża pragnie nam przekazać. Ona nakierowuje nas na nawiązanie relacji z Jezusem. Pragnie, aby ten uczynek – przyniesienie kwiatka i położenie go w żłóbku – stał się religijnym uczynkiem. Dawanie kwiatka może być zachętą do tego, aby osoba zaczęła się dawać Jezusowi i powierzać Mu się.

W obrazie kwiatka, który Matka Boża przedstawia może kryć się jeszcze jedno przesłanie: Ona pragnie, aby wszyscy członkowie rodziny przynieśli go do żłóbka. Kiedy kwiaty ułoży się koło siebie powstaje bukiet. „Dzieci pragnę, abyście byli przepięknym bukietem, który chcę podarować Bogu” (orędzie z 25 października 1994 roku). „Dzieci pragnę uczynić z was przepiękny bukiet przygotowany na wieczność” (orędzie z 25 lipca 1995 roku). Bukiet jest znakiem wspólnoty, a do wspólnoty sprowadza się piękno życia. Nie ma nic piękniejszego niż wspólnota rodzinnego gniazda! Żadne wynagrodzenie ani zasługi nie równają się z zachowaniem rodzinnej wspólnoty! Jednak, jeśli kwiat zwiędnie, nie będzie bukietu. Jeśli dusze członków rodziny nie kwitną nie może istnieć rodzinna wspólnota.

Odnoszę wrażenie, że tym poprzez to wezwanie skierowane do rodzin, aby ruszyły w kierunku żłóbka, Matka Boża czyni to, co aniołowie przemawiający do pasterzy: „Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił” (Łk 2,15).

Z ciekawości zaglądnąłem do książeczki z orędziami Matki Bożej i sprawdziłem czy żłóbek pojawia się jeszcze w jakimś innym orędziu. Znalazłem taki fragment: „Dziś wzywam was, abyście zatrzymali się przed stajenką i pomyśleli o Jezusie, którego również dziś wam daję, aby was błogosławił i pomógł wam zrozumieć, że bez niego nie macie przyszłości” (orędzie z 25 grudnia 2008 roku). Gdy rodziny zatrzymają się przed żłóbkiem jest wiele szczegółów, które mogą zauważyć, treści, które mogą rozważać i przesłań, które mogą wyczytać. Centralnym punktem jest zawsze stajenka, w której znajduje się rodzina: Józef, Maryja i nowonarodzony Jezus. Rozmyślając o nich, członkowie rodzin zauważą prostotę. Spotkają się z rodziną, której dziecko przyszło na świat w zwykłej stajence. Jeśli Bóg narodził się w takim, patrząc na to zgodnie z naszymi współczesnymi kryteriami, „nieodpowiednim” miejscu to jest to przesłanie dla rodzin, że należy inwestować nie w urządzanie domu, ale w relacje z członkami rodziny. Nie jest ważne jakie mamy meble, ważne i kluczowe jest czy wszyscy członkowie rodziny starają się tworzyć atmosferę rodzinnego ciepła i zrozumienia. Ważne, aby w rodzinach nie brakowało słów wsparcia, wybaczania i miłosierdzia, śmiechu i radości.

o. Marinko Šakota OFM

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 14)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry