Prowadzeni ręką Maryi

Żyjemy w czasach relatywizmu, absurdu, symboli wyznaczających czyjś status, fałszywych problemów, ideologicznych modeli, dekadencji i kiczu. W tym szalonym pędzie, gdy jesteśmy zajęci własną egzystencją, często umyka nam, aby spojrzenie z siebie skierować na naszego bliźniego, na sąsiada, na człowieka w potrzebie. Może jest głodny? Może potrzebuje lekarstwa? Ciepła domu? Może słowa pocieszenia, a może tylko tego, aby ktoś go uściskał? Ci, którzy odpowiedzieli na wezwanie serca, aby nieść pomoc potrzebującym, założyli organizację humanitarną „Ręce Maryi”. W bardzo krótkim czasie organizacja zgromadziła około stu wolontariuszy. Wszyscy zgadzają się co do jednej kwestii: gdy pomagają innym, ich serca wypełniają się miłością i wdzięcznością. Na pomysł, aby założyć organizację wpadł Jokov Čolo, jeden z medziugorskich widzących. Organizacja nie powstała z dnia na dzień, a co najważniejsze, jak podkreśla Jakov na samym początku naszej rozmowy, opiera się na solidnym fundamencie – na fundamencie modlitwy.

Choć Jakov Čolo odpowiada na wezwanie Matki Bożej, aby przekazywać światu orędzie pokoju, nadziei, miłości, otuchy i od swojego 10 roku życia służy Panu, to ze szczególnym zapałem opowiada o służbie w organizacji „Ręce Maryi”. Ta organizacje, jak mówi, w pewien szczególny sposób zmieniła jego wnętrze. Wszystko zaczęło się pięć lat temu. Pomysł, myślenie nad nim, pragnienie, aby dawać świadectwo czynem dały rezultat i założył organizację, która pomaga potrzebującym. I choć pierwotny pomysł był taki, że będą działać tylko na terenie parafii Medziugorje, nie mogą pozostać głusi na potrzeby ludzi w Bośni i Hercegowinie, a także w Chorwacji. Dzisiaj pomoc otrzymuje od nich około 450 rodzin. Niektóre same poprosiły o pomoc, a inne znaleźli pracowici wolontariusze. Jakov przypomniał sobie wewnętrzne zmagania, z których właśnie zrodziła się ta organizacja. Wszystko, jak mówi, powstało z krzyża.

Dom dla osób potrzebujących

„Każdy krzyż, który daje nam Bóg, ma sens. I właśnie w chwilach, gdy niesiemy krzyż, możemy poczuć, jak bardzo Bóg jest blisko nas. Krzyż mnie także nie ominął. I choć sam miałem mnóstwo pytań, wierzyłem, że przez każdy krzyż przychodzi Zmartwychwstanie. Jestem głęboko przekonany, że krzyż, który niosę, ma określony sens i może przynieść tylko dobro. Pięć lat temu doszło do Zmartwychwstania przez ten mój krzyż. Przyszedłem do naszego proboszcza – o. Marinka Šakoty i rozmawiałem z nim, podkreślając, że pragnę działać w naszej parafii. Czułem, że nie dałem wystarczająco dużo i że mógłbym i muszę dać więcej. Miałem jakieś swoje pomysły, jak to powinno wyglądać, ale okazało się, że to, czego chciałem, nie było Bożym planem. Po ponownej rozmowie z proboszczem zaoferował mi domek, który znajduje się obok kancelarii parafialnej w Medziugorju. Powiedział, że pragnie, aby powstało tam biuro pomocy potrzebującym. Kiedy usłyszałem słowa „ludzie potrzebujący”, natychmiast w sercu zrozumiałem, że to jest odpowiedź, której szukałem. Zrozumiałem także jeszcze jedną rzecz – oprócz łaski, że poznałem Matkę Bożą i Jej syna Jezusa i daję tego świadectwo słowem, teraz pomagając innym mogę dawać świadectwo własnymi rękami” – powiedział Jakov. W taki sposób biuro zaczęło działać pięć lat temu, a sama organizacja została założona dwa lata temu. W krótkim czasie zebrało się około stu wolontariuszy w wieku od 15 do 60 lat.

Jakov pamięta także swoją pierwszą wizytę u pewnej rodziny w Medziugorju. Podkreśla, że ubóstwo to nie jest tylko brak materialnych rzeczy. Ludzie są, jak mówi, najbardziej spragnieni miłości. „Kiedy po raz pierwszy poszedłem do pewnej rodziny w Medziugorju, pamiętam, że otwarły się drzwi, wyszła kobieta i pierwsze, co zobaczyłem, to był jej uśmiech. Przytuliła mnie i zaczęła płakać. Za nią bawiły się dzieci. Ona była szczęśliwa tylko dlatego, że przyszedłem. Płakała z radości. Im częściej odwiedzałem rodziny, tym bardziej dochodziło do mnie, że ludzie najbardziej potrzebują miłości. Potrzebują poczucia, że nie są sami, że nie są odrzuceni, że są ważni i że mają wartość zarówno dla Boga, jak i dla nas. Powinniśmy być blisko nich i przyjąć ich jako naszych braci i sisotry” – powiedział Jakov. W rozmowie wspomniał, że jeśli nie mamy Boga w naszym życiu, nie mamy nic, bez względu na wszystko to, co świat nam oferuje. Mówił także: jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu w życiu, wszyscy jesteśmy biedniejsi od tego najbiedniejszego człowieka.

By innym móc nieść miłość i radość w pierwszej kolejności, sami wolontariusze organizacji muszą być w Bożej miłości. Dlatego pierwszą zasadą pracy organizacji jest modlitwa. W każdy poniedziałek wolontariusze spotykają się w medziugorskiej kaplicy i zaczynają tydzień pracy od modlitwy i pieśni. W taki sposób dzięki modlitwie znajdują się w obecności Boga i otrzymują miłość, siłę i radość, które później przekazują tym, których spotykają.

Jeśli wolontariusze nie pracują z miłości, praca nie przyniesie owoców – podkreśla Jakov, dodając, że każdy wolontariusz jest szczególnym darem. Spotkania wolontariuszy są obowiązkowe, ponieważ bez wspólnej modlitwy nie zaczyna się pracy.

W chłopczyku z wysypiska śmieci zobaczyłem anioła

Praca tej organizacji przypomina fragment Ewangelii według św. Mateusza, kiedy Jezus mówi do swoich uczniów, jak działać. Mówi im: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; […] byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; […] Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Rozpoznać Jezusa w każdym człowieku, to zadanie nas wszystkich. W organizacji „Ręce Maryi” doskonale o tym wiedzą, a poprzez swoje dzieła także to pokazują.

Pomimo tego, że Medziugorje na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia, aby mieszkały w nim osoby w potrzebie, rzeczywistość jest zupełnie inna. Jakov opowiada nam, jak na samym początku nie był nawet świadomy, ilu ludzi jest w potrzebie, w pierwszej kolejności w parafii Medziugorje. „Niektóre osoby najpierw odwiedziły nas w biurze i poprosiły o naszą pomoc, a potem poszliśmy do nich, żeby zobaczyć, czego potrzebują. Trudno mi było patrzyć na to, że dzisiaj są ludzie, którzy mają paleniska w swoich domach i gotują na nich. Nie uwierzycie, ale także dzisiaj są ludzie, którzy mieszkają w tym samym pomieszczeniu co bydło. Zadawałem sobie masę pytań: czy to możliwe, że tak jest u nas w Medziugorju, ale taka była prawda. Rozmyślałem, ile razy przeszedłem obok tych miejsc, a nie zauważyłem ich. Dzisiaj około 450 rodzin otrzymuje od nas pomoc. Każdego miesiąca regularnie odwiedzamy wszystkie rodziny. Przypominamy wolontariuszom, żeby za każdym razem kiedy idą z wizytą, usiedli z tymi ludźmi, porozmawiali z nimi, wysłuchali ich, aby poczuli ich bliskość, miłość i radość. W rzeczywistości w nich wszystkich widzimy rodzinę, ponieważ jesteśmy braćmi i siostrami. Niektóre starsze osoby, które mieszkają na wzgórzach, przez kilka miesięcy nikogo nie widzą i bardzo potrzebują ludzkiego słowa, miłości. Mamy pod swoją opieką rodziny z ośmiorgiem dzieci. Matka stara się każdego dnia przygotować im posiłki, podać leki” – opowiadał nam Jakov.

Pomoc ludziom w potrzebie nie jest ograniczona tylko do określonych rzeczy, organizacja pomaga dając żywność, leki, ubrania, meble. Pomaga opłacić rachunki, kupić ogrzewanie na zimę, sprząta w domu, zapewnia pozostałe przydatne rzeczy. W ramach swojej działalności organizacja wyremontowała także kilka domów. Jej działalność bardzo szybko poszerzyła się także na inne miejscowości i obecnie działając poprzez parafie pomagają potrzebującym w Sarajewie. Organizacja pomaga wszystkim bez względu na narodowość czy wyznanie. Boga należy dostrzec w każdym człowieku – podkreśla Jakov.

Jedno ze spotkań wywarło na nim szczególne wrażenie. „Trzy lata temu na wysypisku śmieci w pobliżu Čapljiny znalazłem rodzinę z małym chłopczykiem, który miał półtora roku. Teraz mogę powiedzieć, że to dziecko było dla mnie niczym gwiazda przewodnia. Kiedy go ujrzałam i po raz pierwszy wziąłem na ręce, był cały brudny, miał długie blond włosy. W sercu poczułem, że to jest anioł, którego przysłał mi Bóg. Wtedy on był dla mnie najpiękniejszym dzieckiem. Nie wiem, co się wydarzyło w moim sercu, ale przyjąłem go jako swoje dziecko. Przyniosłem do domu, był u mnie przez miesiąc. Zawieźliśmy jego mamę na leczenie. Ojciec odszedł, ale tymczasem powrócił…Teraz mają zapewnioną opiekę. Matka tego chłopczyka wróciła z leczenia. Chłopczyk chodzi teraz do przedszkola i wkrótce będą jego czwarte urodziny. Przychodzi do mnie w każdy weekend. Ta chwila, kiedy biegnie w moim kierunku, przytula się i całuje mnie, to jest największe podziękowanie, jakie mogłem otrzymać. Nasze podziękowanie jest w niebie. Powiedziałem wolontariuszom: nigdy nie dostaniemy żadnych nagród, ponieważ nie potrzebujemy ich. Wszystko, co czynimy, czynimy dla Boga. W rzeczywistości my tylko żyjemy naszą wiarą. To jest istota naszej wiary” – powiedział Jakov.

Jadłodajnia

To, jak ważna jest organizacja, docenili także pielgrzymi przybywający do Medziugorja. Składając darowizny pomagają organizacji, aby mogła dalej pomagać osobom potrzebującym. Każdego dnia w głowach wolontariuszy pojawiają się nowe pomysły. Dzięki nim organizacja zaczęła zajmować się rolnictwem, a plony przekazują potrzebującym. Kupili także kury, a jajka chętnie rozdzielają rodzinom, którym pomagają. To są ludzie, którzy się nie oszczędzają, aby pomóc potrzebującym! Właśnie dlatego organizacja stała się wielkim projektem, prowadzonym Bożą ręką. To nie my jesteśmy tymi, którzy pomagają, my jesteśmy tymi, którzy otrzymują łaskę dzięki tym ludziom. To mnie zmienia i wypełnia mnie. W ciągu tych pięciu lat pracy zmieniłem moje życie. Niesienie pomocy innym, dzielenie się uśmiechem i uściskami – nie ma większej radości niż ta” – mówi Jakov.

Pragnieniem organizacji jest stworzyć w Medziugorju centrum, które byłoby przeznaczone dla osób pragnących przyjechać do Medziugorja, które niestety nie mają na to środków finansowych. Chcą także otworzyć jadłodajnię, aby osoby w potrzebie, w pierwszej kolejności osoby starsze i schorowane z Medziugorja i okolicy, miały zapewnione posiłki. Jakov zaznacza, że jest jedno wielkie „ale” – ale jeśli taka będzie wola Boża.

Wolontariusze organizacji z pewnością mają wyciągnięte ręce, a właśnie do takiej postawy wielokrotnie w Medziugorju w swoich orędziach wzywa Matka Boża. Dlatego organizacja nazywa się „Ręce Maryi”. Drzwi organizacji są szeroko otwarte dla wszystkich, którzy pragną pomagać, a najważniejsze jest, co podkreśla Jakov, aby modlitwa była pierwszą zasadą działania organizacji. Dlatego wzywa wszystkich, zwłaszcza młodzież, aby otwarli się na pomysł wolontariatu.

Kiedy myślimy o pomocy osobom w potrzebie i ubogim, często na myśl przychodzi nam odległa Afryka. Tymczasem często ta Afryka jest tam, gdzie żyjemy. Wykorzystajmy nadchodzący czas do dobrego dzieła. Nie zapominajcie: pomagając innym, w rzeczywistości pomagamy sobie!

—-

Swoim świadectwem podzielił się z nami Zdenko Vidović-Bego, który w czasie naszego pobytu w organizacji właśnie wrócił z wizyty u pewnej rodziny. „Tylko człowiek o kamiennym sercu nie zapłakałby, gdyby widział w jakich warunkach żyją niektórzy ludzie. Czegoś takiego nie widziałem nawet w minionych czasach. Wielu z nich żyje na granicy ubóstwa, bez podstawowych warunków do życia. W sercu odczuwam potrzebę, żeby to robić, żeby pomagać. To dla mnie bardzo dużo znaczy. To znaczy wiele dla mnie i dla moich kolegów–wolontariuszy. Każde spotkanie zaczynamy od modlitwy i to jest też dla mnie bardzo ważne. Jako wolontariusze robimy to z potrzeby serca. Niedawno wynieśliśmy niepełnosprawnego pielgrzyma na Górę Objawień. Gdy widzieliśmy jego szczęście i szczęście jego rodziców, uczucie było nie do opisania. Idziemy w teren, patrzymy czego kto potrzebuje i w taki sposób działamy” – opowiedział nam Zdenko, dodając, że dzięki temu, że pomaga innym, jego życie także się zmieniło.

Ana Buntić

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry