Moje spotkania z o. Slavkiem Barbariciem

To było lato 1983 roku, kiedy krewny mojego męża, hrabia Ernst Abensperg Traun, który tymczasem zmarł, opowiadał o swoich wrażeniach z Medziugorja. Powiedział, że tam od czerwca 1981 roku codziennie objawia się Maryja. Czytaliśmy już o tym jakieś krótkie artykuły w gazetach, lecz to osobiste świadectwo obudziło moją ciekawość i postanowiłam pojechać w to miejsce. Dwie krewne mojego męża także poczuły takie zaproszenie, by jechać do Medziugorja. Mój mąż nie chciał nas puścić samych, postanowił więc, że będzie nam towarzyszył, i to okazało się dobrym rozwiązaniem.

Spotkanie z Medziugorjem

Kiedy przyjechaliśmy do tego malutkiej miejscowości, wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie: dlaczego w ogóle przyjechaliśmy? Medziugorje wyglądało na opuszczone. Pewien zakonnik wytłumaczył nam, na którym wzgórzu miały miejsce objawienia i że teraz są po południu w pomieszczeniu przy kościele. Najpierw weszliśmy na Górę Objawień. Wówczas niełatwo było ją znaleźć. W tamtym czasie miejsca objawień, które dzisiaj jest tak widoczne, pielgrzymi – tak jak i my – musieli szukać. Tego samego dnia wspięliśmy się także na Križevac. Po południu, około 17:30, poszliśmy do kościoła, mając nadzieję, że będziemy mogli być obecni przy objawieniu. Wśród nielicznych pielgrzymów, którzy mieli to samo pragnienie, była mała grupa z Włoch. Przed objawieniem pojawił się o. Slavko. Dzięki swojemu wielkiemu talentowi do języków mógł przywitać włoskich pielgrzymów po włosku, a nas po niemiecku. Uczynił to z niezmiernie sympatycznym, ale równocześnie niepodważalnym autorytetem. To pierwsze spotkanie bardzo jasno dało nam do zrozumienia, że Matka Boża mądrze tutaj prowadzi sprawy, aby w tym miejscu łask mogły służyć Bogu odpowiednie osoby.

Niezmierzona miłość do Matki Bożej i Jezusa Chrystusa

Po tej pierwszej podróży ponownie przyjechaliśmy do Medziugorja z dziećmi na Wielkanoc 1984 roku. Z powodu świąt byli tutaj liczni pielgrzymi. Wszyscy dziwiliśmy się, jak o. Slavko niestrudzenie się poświęca.

Od tamtej pory często odwiedzałam Medziugorje i wiele razy się zastanawiałam, skąd u o. Slavka ta nieprawdopodobna siła, aby pracować dla Boga i dla każdego pielgrzyma.

Osiem lat temu [tłumaczony wywiad pochodzi z 2006 roku – uwaga red.] ponownie byłam w Medziugorju z pewnym polskim księdzem, który studiował po niemiecku filozofię, a po studiach zrobił doktorat i stał się rektorem na Wydziale Teologicznym. On widział o. Slavka zaledwie jeden dzień, ale pozostał pod tak głębokim wrażeniem, że od tamtej pory trzyma w swoim gabinecie jego wizerunek.

Wydaje mi się, że to, co najważniejsze w osobie o. Slavka, to była nieprawdopodobna, wręcz niezmierzona miłość do Matki Bożej i Jezusa Chrystusa.

Miliony ludzi nigdy nie zapomną wieczornych adoracji, które prowadził z tak wielką głębią i miłością. Te adoracje to było prawdziwe świadectwo jego miłości do Pana. Po prostu brak słów, więc mądrzej jest to przemilczeć. Nigdy i nigdzie nie doświadczyłam czegoś podobnego, ani tak przekonującego.

Pragnął prowadzić nas do Boga

Wszystkich nas wspólnie i niezależnie od klasy albo kultury, z której się wywodziliśmy, pragnął prowadzić do Boga. Każdego – w ramach swojego ograniczonego czasu – potrafił wysłuchać. Jego życie było cały czas dawaniem, prowadzeniem do Boga.

O. Slavko miał wyjątkowy dar nawiązywania kontaktów z dziećmi i młodzieżą. Cały czas mam przed oczami widok, jak z ośmiolatkami wspinał się na Górę Objawień. Dzieci włączyły się w modlitwę z wielkim zachwytem. Także w „Matczynej Wiosce”, którą założył, dzieci biegły w jego kierunku jak do ukochanego ojca.

O. Slavko w ogóle nie znajdował zrozumienia dla ludzi, którzy szukali cudów. Pragnął, aby ludzie w modlitwie szukali łączności z Bogiem. Miał cudowny dar, aby wszystkich nas w tym wspierać.

Promieniował świętością

Był bardzo skromny, nigdy nie prosił o nic dla siebie. Nie mogę sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek zadzwonił i prosił o pomoc. Wysyłaliśmy pomoc zwłaszcza w czasie wojny na terenie byłej Jugosławii i później. To była pomoc dla dzieci i rodzin, przyjmował ją z wielką radością i wdzięcznością, ale nigdy o nią nie prosił.

Nie jest łatwo mówić o takich wyjątkowych osobach, które promieniują świętością. Jak już powiedziałam: lepiej to przemilczeć, ponieważ istnieje ryzyko, że jakieś słowo będzie zbędne i zabrzmi pusto.

I choć, dzięki moim rodzicom, którzy byli wierzącymi osobami, już od wczesnej młodości miałam okazję poznać wielu księży, których cenię, mogę powiedzieć, że obok papieża Jana Pawła II o. Slavko stanowi dla mnie jedną z najznamienitszych osobowości.

Księżna Marie von Liechtenstein

(Opublikowano w Głosie Pokoju nr 13)

Udostępnij artykuł

error:
Przewiń do góry